Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
58
BLOG

Na linie Tusk, nie Rokita

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 16

Igor Janke napisał, że Rokita stąpa po linie. Nie, Igorze, to nie Rokita stąpa po linie, ale Tusk i cała Platforma razem z nim.

Paweł Siennicki pisze, że Tusk przymierza się do gambitu: poświęcić Rokitę w zamian za poszerzenie pola na lewicy. Gambit ma to do siebie, że jest manewrem niezwykle ryzykownym. Ten, obawiam się, może się Tuskowi nie opłacić.

Romansowy nastrój jest coraz wyraźniejszy między PO a LiD-em, choć szef SLD twierdzi, że dzisiaj z PO nie ma co rozmawiać. Podkreśla jednak: dzisiaj. W dyplomacji to się nazywa rebus sic stantibus - umowa obowiązuje, dopóki nie zmienią się okoliczności. Okoliczności mogą się zmienić, począwszy od wyznaczenia przez HGW na wiceprezydentów Warszawy przedstawicieli lewicy. Wejście PO w sojusz z lewicą - choćby nawet nie centralny i oficjalny, a jedynie faktyczny - będzie oznaczać przedefiniowanie wizerunku tej partii.

No i będzie zwycięstwem Jarosława Kaczyńskiego, który nad popchnięciem PO w ramiona SLD pracował od miesięcy. Tym samym będzie to przegrana Tuska, który da się Kaczyńskiemu wmanewrować. Okaże się słabym graczem, działającym pod dyktando politycznego rywala.

Kto w PO tego nie przełknie? Ileś takich osób będzie. Ci bardziej pragmatyczni, jak Komorowski, pewnie nie będą mieć problemu. Ci bardziej zasadniczy, jak Pitera, będą mieć problem ogromny. Co zrobią - trudno powiedzieć. Ale wyobrażam sobie, że już demonstracyjne odejście Pitery (abstrahując od ewentualnego odejścia Rokity) byłoby dla Platformy wielkim wizerunkowym kłopotem.

I teraz o gambicie. Operacje typu: tę część elektoratu już mamy, zrobimy to i to, więc będziemy mieli i tę, a tamta nam nie odpadnie - mają może sens w warunkach profesjonalnej polityki amerykańskiej, gdzie zarejestrowani wyborcy są przez komitety wyborcze partii prześwietleni na wskroś i istnieją specjalne programy komputerowe, wyliczające, jakie jest prawdopodobieństwo, że dany wyborca zagłosuje tak albo inaczej. A żeby z tego wyciągać wnioski, trzeba jeszcze być Karlem Rovem, a nie Grzegorzem Schetyną. A i Rove się myli.

W warunkach naszej amatorskiej i prymitywnej kuchni politycznej jest to o niebo bardziej ryzykowne. Gambit może się okazać podłożeniem się do mata. Zakładam, że jakąś część wyborców i sympatyków PO tworzą popisowcy - ludzie, którzy liczyli na koalicję z PiS, którzy zgadzali się z diagnozą Kaczyńskich, choć już nie ze zdecydowaną większością proponowanych przez nich metod rozwiązywania problemów, społecznie konserwatywni, gospodarczo liberalni, a przede wszystkim uznający rządy postkomunistów za nieszczęście. Ci ludzie nie pogodzą się z odpływaniem PO na lewo, choćby nie wiem jakie zaklęcia Tusk wygłaszał. Nie będą mogli patrzeć na pełen satysfakcji szeeeeeroki uśmiech Kalisza albo słuchać, jak Michał Tober poucza innych o etyce. Pozostanie im albo z zaciśniętymi zębami wesprzeć PiS, pocieszając się, że przecież platformopodobny Marcinkiewicz nie został wyrzucony poza nawias, albo udać się na wewnętrzną emigrację, w naiwnej nadziei, że pojawi się jakaś kolejna siła, z którą będą się mogli utożsamić.

Teraz powstaje pytanie: o jakiej części elektoratu PO mowa? Jakąś orientację mogłoby nam dać badanie, w którym zapytano by wyborców PO, czy gotowi są zgodzić się na sojusz tego ugrupowania z lewicą. Na razie takiego badania nie kojarzę. Ale zakładam, że to może być spora część.

Z pragmatycznego punktu widzenia sens ten manewr miałby więc tylko, gdyby Tuskowi udało się jednocześnie zebrać więcej sympatyków na lewo. To jest, moim zdaniem, nierealne. Platforma wypełniła w zasadzie całe centrum, a lewica dość zgrabnie definiuje się na nowo (nawet jeśli jest to wiele formy, mało treści), zgarniając w zasadzie wszystkich, którzy mogą o sobie powiedzieć, że mają wyraźnie lewicowe poglądy i chcą głosować. Pytanie brzmi: dlaczego wyborca lewicy miałby popierać Platformę, choćby i bez Rokity? Ja takiego powodu nie widzę.

Sekując Rokitę, Tusk popełnia zatem wielki błąd. Rokita nie jest bowiem w PO tylko Janem Rokitą, politykiem wybitnie zdolnym i inteligentnym (jak chwalił łaskawie wicepremier Endrju), ale też jest częścią wizerunku PO od początku jej istnienia. Jego rola w wyświetlaniu afery Rywina jest z tego punktu widzenia symboliczna. Jeśli odejdzie Rokita, odejdzie część tożsamości PO, z wielką dla niej szkodą.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj16 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka