Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
621
BLOG

Polacy potrzebują bata

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 17

Spotkałem jakiś czas temu człowieka z ruchu Normalne Państwo. Wkrótce NP organizuje kolejną edycję akcji „Nie daję łapówek". Mają też za sobą - nieudaną niestety - akcję zbierania podpisów pod obywatelskim projektem wprowadzenie okręgów jednomandatowych.

Jest w tym wszystkim trochę idealizmu, ale dobrego, który warto pielęgnować i wspierać. Sam zresztą wierzę, że JOW są warunkiem sine qua non naprawy państwa. Oczywiście mogą być wprowadzone tylko jeśli przeważająca siła polityczna zobaczy w tym swój interes. Dzisiaj żadna takiego interesu nie widzi, więc możemy sobie pomarzyć.

Jestem też zatwardziałym i bezwzględnym przeciwnikiem łapówkarstwa, w każdej sytuacji. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że w życiu łapówki nie dałem i, mam nadzieję, nie dam. To tyleż kwestia zasad, co złości, jaką budziłaby we mnie myśl, że jakiś bezczelny palant miałby mnie zmuszać do płacenia mu na boku za to, co jest jego psim obowiązkiem. A w takiej sytuacji na ogół są w Polsce dawane łapówki.

Wkrótce powinna zostać zaktualizowana strona www.niedajelapowek.pl - zachęcam, żeby na nią za kilka dni zajrzeć. Ale czy ta kampania coś da? Tu, mimo mojego wsparcia, jestem pesymistą. Wystarczy sobie uświadomić jedną rzecz: w badaniach opinii zawsze wychodzi, że korupcja jest wielkim problemem i że Polacy są zdecydowanie przeciwni dawaniu w łapę. Po czym ci sami ankietowani wsiadają do tramwaju bez biletu, łapie ich kanar, a oni wciskają mu 20 zł, byle się odczepił.

Dlaczego tak się dzieje? Jestem zwolennikiem tezy o istnieniu narodowych charakterów. Nie jako jakiegoś samoistnego bytu, ale po prostu jako średniej najczęściej występujących w danym narodzie cech. I uważam - przykro mi - że Polacy są nacją, której nie daje się wychować. Polaków można tylko wytresować, i to naprawdę drastycznymi metodami. Zaznaczam, że nie chodzi mi tutaj o zachowania wprost kryminalne, ale o pewne społeczne nawyki, albo ocierające się o łamanie prawa, albo nim będące, ale w powszechnym odczuciu - dopuszczalne.

Żeby odwołać się do przykładu. Jako kierowca widzę codziennie na ulicach po kilkadziesiąt przejawów skrajnego chamstwa. Co ciekawe, jest to chamstwo, nie przynoszące chamowi żadnej korzyści. Ot, takie dla czystej przyjemności lub ewentualnie z bezmyślności. Otóż istnieją narody - mam za takie głównie te północnoeuropejskie - gdzie w naturalny sposób przyjmuje się następujący sposób myślenia: jeśli można komuś pójść na rękę, zwłaszcza jeżeli się na tym samemu nie traci, to czemu nie? Proszę sobie porównać, jak wygląda ruch samochodowy w Belgii, Holandii czy Danii, a jak w Polsce. W tamtych krajach zjawisko drogowego chamstwa niemal nie występuje. Jest za to wiele uprzejmości. I to nie dlatego, że Belgowie, Flamandowie czy Duńczycy tak wszystkich wokół lubią albo są tak myślący. To po prostu kwestia odruchu bezwarunkowego. Ale tam opisana wyżej postawa przesącza się do mózgów obywateli od przedszkola.

Wydawałoby się, że jest to postawa całkowicie oczywista i logiczna i że w związku z tym można ją wpoić przez tłumaczenie. Otóż ja uważam, że w Polsce nie można. Jedynym sposobem wyplenienia drogowego chamstwa byłaby brutalna tresura kierowców: 500 zł za przejechanie przez powierzchnię wyłączoną z ruchu, 1000 zł za wymuszenie pierwszeństwa przy zmianie pasa, 3000 zł za ryzykowne wyprzedzanie, 500 zł za niewłączenie kierunkowskazu, 2000 zł za przejechanie na czerwonym. Za trzy wykroczenia utrata prawa jazdy i powtórny egzamin. I bezwzględna egzekucja. Polacy nie są w stanie nabrać jakiegokolwiek nawyku, zwłaszcza wymagającego pewnego ograniczenia własnej wygody, poczucia wyższości czy temperamentu, jeśli nie zostaną do tego zmuszeni pałą i knutem.

I to samo dotyczy łapówkarstwa. Akcja stowarzyszenia Normalne Państwo jest chwalebna, ale jedynym sposobem, aby korupcję wyeliminować, jest wzbudzenie strachu w potencjalnych łapówkodawcach i łapówkobiorcach. Obawiam się niestety, że operetkowe działania Centralnego Biura Antykorupcyjnego mogą budzić najwyżej tłumiony śmiech.

Jesteśmy narodem, w którym lata niewoli wyrobiły odruch cwaniactwa, na co nałożyło się nabyte w Peerelu chamstwo, a warunki, jakie stworzyła III RP niestety sprzyjały podtrzymaniu tej tradycji. Normalne państwo musiałoby się tego cwaniactwa pozbyć. Stawiam tezę, że bez bata się tego nie zrobi.

P.S. Komentujących mój poprzedni wpis zapraszam do ponownego tam zajrzenia. Starałem się odpowiedzieć na Panów uwagi.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj17 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka