Z przykrością obserwuję, jak polski Kościół robi wszystko, żeby zniszczyć swój własny autorytet i żeby za kilka lat albo kilka miesięcy totalnie się skompromitować, tak że pozostanie tylko powiedzieć: jaka piękna katastrofa!
Dziś „Życie Warszawy" pisze, że kuria nie bierze pod uwagę możliwości przełożenia ingresu nowego metropolity, abpa Stanisława Wielgusa, mimo śmiertelnie poważnych zarzutów, jakie wysunęła wobec niego „Gazeta Polska".
Do „GP" też mam pretensję, bo jej tekst został zbudowany w taki sposób, że dziecinnie łatwo się do niego przyczepić. Zarzutów tej miary nie publikuje się, jeżeli nie można pokazać choćby jednego dokumentu. Z drugiej strony trudno założyć, że akurat „GP" postanowiła ni stąd ni zowąd bez żadnych podstaw skompromitować nowego warszawskiego metropolity. Tak czy owak, to na pewno nie są podejrzenia, które można skwitować kilkoma frazesami o „mrokach teczek".
Szokujących jest kilka rzeczy.
Po pierwsze - że biskupi niemal bez wyjątku zaczęli się posługiwać tekstami jak żywcem wyjętymi z najbardziej antylustracyjnych tekstów „Gazety Wyborczej".
Po drugie - że hierarchia wykazuje tak patologiczną (można to już chyba w ten sposób określić) niezdolność do uporania się z ciemnymi stronami przeszłości Kościoła. Jest to dziwne zwłaszcza że - jak wskazuje bardzo wiele osób, znających dobrze problematykę peerelowskiej policji politycznej - Kościół w zdecydowanej większości może być ze swoich ludzi dumny. Nie grozi mu więc, że w ogólnym bilansie okaże się instytucją, która łatwo ulegała naciskom esbecji.
Po trzecie - jak bezmyślnie krótkowzroczna jest ta taktyka. Weźmy przypadek abpa Wielgusa. Jeśli wierzyć tezom „GP", że był on gorliwym konfidentem, trzeba założyć, że nie donosił jedynie na innych członków kleru, ale także na „cywilów". Nawet jeśli teczka personalna i teczka pracy arcybiskupa została zniszczona lub w ramach esbecko-kościelnego dealu przekazana Kościołowi na początku lat 90., to i tak ślady donosów hierarchy pozostają w teczkach ludzi, na których składał donosy. A to znaczy, że ktoś je stamtąd prędzej czy później wyciągnie, skojarzy fakty, ujawni. To samo może dotyczyć innych dziś wysokich rangą hierarchów, którzy najsilniej gardłują przeciwko ujawnianiu przeszłości ludzi Kościoła.
Po czwarte - ogromnie rozczarowujący jest stosunek hierarchicznego Kościoła do prawdy jako takiej. Zamiast postępować zgodnie z zasadą, że lepsza prawda, choćby najtrudniejsza niż wygodna obłuda, wydaje się działać dokładnie odwrotnie.
Buta, krótkowzroczność, zadufanie - to są dzisiaj cechy wyróżniające polską kościelną hierarchię. Skutek, moim zdaniem, będzie oczywisty: hierarchowie stracą wpływ na wiernych, którzy będą po prostu robić swoje. Bo to przecież oni są Kościołem, jak pod którymś z moich wpisów słusznie zauważył jeden z komentujących. Może i dobrze, bo pomnikowych lub choćby charyzmatycznych postaci z wizją próżno wśród dzisiejszych hierarchów szukać. Do woli jest natomiast tandetnych moralizatorów, ludzi, którzy nie dorośli do własnej roli, jaka im trochę z przypadku przypadła czy nadętych bufonów.
***
I jeszcze taki drobiazg, z zupełnie innej beczki. Przeczytałem w serwisie BBC wiadomość, że samolot British Airways z ponad 300 pasażerami na pokładzie zjechał z pasa startowego w Miami. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego - bo sprawa niegroźna i nikomu nic się nie stało - gdyby nie wzmianka, że na pokładzie, wśród owych ponad 300 pasażerów, był premier Blair z rodziną, lecący prywatnie do USA na wakacje.
W naszym wspaniałym kraju byle dyrektor departamentu jest tak ważny, że przysługuje mu własna limuzyna. Premier nigdy nie lata rejsowym samolotem, również gdy leci sobie dokądś w sprawach całkowicie prywatnych, bo podobno zabraniają tego względy bezpieczeństwa i BOR się zdecydowanie sprzeciwia. Wynika z tego, że to BOR rządzi premierem, a nie premier BOR-em.
Przypominam też skandaliczną decyzję nowego prezydenta, który łaskawie użyczył prezydenckiego samolotu byłemu już prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, żeby ten doleciał sobie komfortowo bodaj do Szwajcarii.
Cóż, widocznie premier RP jest dla spraw tego świata dużo bardziej kluczowy niż premier Wielkiej Brytanii, który może wsiąść do rejsowego samolotu i jakoś mu korona z głowy nie spada, a ochrona nie ma tu nic do gadania.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)