Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
91
BLOG

Saddam zawisł, czyli iracka farsa

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 10

Saddama spotkał koniec podobny jak wielu innych zamordowanych dyktatorów. George Bush zachwycił się, że to początek zupełnie nowej ery i „kamień milowy na drodze do budowy irackiej demokracji". To oczywiście nieprawda, urzędowy optymizm amerykańskiego prezydenta. Proces Saddama i jego pośpieszna egzekucja mają z budowaniem demokracji tyle wspólnego, co ja z al Kaidą. Jeśli będzie to mieć jakikolwiek wpływ na stabilność sytuacji w Iraku, to raczej ujemny. Idę o zakład, że w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin będziemy świadkami kolejnych krwawych zamachów i w następstwie wściekłości zwykłych Irakijczyków, skierowanej w stronę wojsk stabilizacyjnych (czy też okupacyjnych - w zależności od oceny sytuacji). To zresztą charakterystyczne, że za kolejne zamachy winieni nie są ich bezpośredni sprawcy, ale właśnie „wyzwoliciele".

Jeśli proces Saddama coś pokazał, to na pewno jedno: że Irakijczycy nie są w stanie zbudować kraju, funkcjonującego na zasadach takich, jakie wymarzyli sobie idealiści, którzy za czasów rozpoczęcia operacji w Iraku stanowili inspirację dla prezydenta Busha. Idee neokonserwatystów zostały ostatecznie skompromitowane. Gdyby dziś sięgnąć do wydanej kilka lat temu książki Davida Fruma „An End to Evil: How to Win the War on Terror", to pozostaje jedynie wrażenie groteski.

Uczciwsze od naciąganego procesu wydawałoby mi się już posłanie Saddamowi kulki w łeb zaraz po wyciągnięciu go z nory, w której się ukrywał. Powieszenie go za jakiś wycinek zbrodni, jakich był winny, bez naświetlenia innych jego wyczynów, po kilkakrotnych zmianach sędziego prowadzącego proces, po zamachach - w części udanych - na jego obrońców, w atmosferze ciągłego zagrożenia, przy wybuchających co chwila na ulicach bombach oraz w sytuacji, gdy szkolona już przez „wyzwolicieli" iracka policja stosuje dokładnie te same metody, co siepacze dawnego reżimu - to farsa, a nie sprawiedliwość. Toutes proportions gardées, ale przypomina mi to kabaret, jakim stał się proces norymberski, ponieważ hitlerowskich zbrodniarzy sądzili tam zbrodniarze sowieccy.

I nie chodzi mi to, że żal mi Saddama albo że jestem przeciwnikiem kary śmierci. Nie żal mi go ani trochę, a karę śmierci popieram. Rzecz w tym, że przedstawianie tego procesu i egzekucji jako tryumfu sprawiedliwości jest tak samo groteskowe, jak przedstawianie irackiej operacji jako sukcesu.

Wspomniany przeze mnie jakiś czas temu opracowany niedawno raport Hamiltona-Bakera i prowadzonej przez nich Iraq Study Group nie daje precyzyjnych rekomendacji (daje ogólne), ale bez wątpienia stawia właściwą diagnozę sytuacji: jest bardzo źle, a wina leży po stronie administracji i fatalnego planowania. Co gorsza, nasi żołnierze mają w tym bagnie siedzieć aż do końca 2007 roku, choć nasze zobowiązania sojusznicze wypełniliśmy już w dwójnasób.

Dlatego egzekucja Saddama nie jest żadnym przełomem, a już na pewno nie rozwiązuje żadnego problemu. Przeciwnie - raczej go tworzy, bo Saddam zostanie teraz sunnickim męczennikiem, ikoną buntu przeciwko Amerykanom i wprowadzanym przez nich porządkom.

Zapyta ktoś - co w takim razie. Gdyby dzisiaj wziąć wszystkie plusy, jakie wynikły z ataku na Irak i wszystkie minusy, wszystkie zagrożenia, jakie on wywołał - moim zdaniem bilans wypada w najlepszym wypadku na zero. I systematycznie przesuwa się w stronę minusa.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj10 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka