Przegapiłem tym razem noworoczne orędzie prezydenta w TVP, ale przeczytałem je na stronie Kancelarii Prezydenta. Zakładam, że wygłoszona wersja nie różniła się od tej opublikowanej na www. Jeśli tak, to muszę pana prezydenta pochwalić: jest wyraźna poprawa w stosunku do poprzedniego roku (choć nie wiem, czy Lech Kaczyński był w stanie przyjąć za stołem nieco swobodniejszą postawę niż wtedy).
Orędzie było krótkie. Chwaliło rządzących - to zrozumiałe i trudno się spodziewać, żeby tego zabrakło - ale bez przesady. Wypadło to lepiej niż groteskowa autoreklama premiera.
Dobrze, że prezydent podkreślił to, co powinno być jego mocno wybijanym atutem, czyli politykę historyczną i wynagradzanie zaniedbań poprzednich lat, głównie dotyczących honorowania ludzi zasłużonych dla naszej historii. Tu nawet przeciwnicy nie powinni mu wiele zarzucić. Sam uważam, że w tej dziedzinie stoi co najmniej o klasę wyżej od Aleksandra Kwaśniewskiego.
Przede wszystkim jednak uderzający był brak odniesień do walki politycznej i połajanek skierowanych w stronę opozycji. Nie było wprawdzie żadnego wyciągania ręki na zgodę, ale i tak jest to wyraźna i uderzająca zmiana w porównaniu z orędziem z poprzedniego roku, które wielu uznało wprost za żenujące.
Mam nadzieję, że Lech Kaczyński jednak jakieś wnioski wyciąga, w tym z dość katastrofalnych sondaży poparcia dla siebie (choć minimalnie się w ostatnim czasie polepszających). Gdyby był w stanie utrzymać linię podobną do tej, jaką przyjął w swoim orędziu, zyskałby prawdopodobnie dużo więcej.
Czy będzie potrafił zdystansować się wobec bieżących politycznych sporów? Tego panu prezydentowi w każdym razie na nowy rok życzę.
A wszystkim Autorom i Czytelnikom Salonu24 oraz jego patronom - Bognie i Igorowi - wszystkiego, czego sami mogliby sobie życzyć. No i żeby w 2007 roku polska polityka była może trochę mniej zajmująca, za to odrobinę normalniejsza.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)