Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
51
BLOG

Partia ma zawsze rację

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 7

Przez ponad dwa miesiące w Salonie24 wiele napisano o polaryzacji opinii, społeczeństwa, mediów. Sam odczuwam to tutaj bardzo wyraźnie: jest grupa komentujących, którzy reagują nie na treść wpisu, ale na pewne hasła. Swego czasu Venissa była na mnie straszliwie oburzona, ponieważ napisałem, że to reakcja psa Pawłowa. Nie wycofuję tych słów.

Niektórzy zresztą dyskredytują z punktu wszystko, co prawie każdy z „czerwonych" tutaj napisze, jak np. pan Marcin, który wyznał mi w którymś komentarzu, że po prostu nie lubi dziennikarzy. Inni z kolei wiedzą na pewno, już na rok do przodu, że teksty jednych są świetne i słuszne, a teksty innych - głupie i kłamliwe. Jedni bez czytania zmieszają z błotem Wrońskiego i Chrabotę, bo ci przecież z założenia nic sensownego napisać nie mogą, a wychwalą - też bez czytania - Rybińskiego i Sakiewicza, bo ci z założenia są jedynie słuszni. Inni - na odwrót.

Istnieje także duża grupa odbiorców, których rozumowanie wygląda mniej więcej tak: jeśli publicysta pisze tak, jak oni myślą, to jest „niezależny" („niezależny publicysta" w sensie jakiegoś mitycznego „obiektywizmu" to oczywiście bzdura) i porządny; jeśli pisze nie po mojej myśli, to na pewno się sprzedał, jest fałszywy, głupi i należy do kliki Michnika / Rydzyka (niepotrzebne skreślić). Że publicysta napisał po prostu to, co sam uważa, jest z tego punktu widzenia niemożliwe.

Jaki tu działa mechanizm? Naświetlił mi go pan Jacek, często się pod moimi wpisami pojawiający, którego tu pozdrawiam.

Komentarze pana Jacka zawsze szły w jedną stronę: rządy PiS to nasza wielka szansa i krytykować ich nie należy. Tyle że większość, stawiając taką tezę, twierdzi, że wynika ona z absolutnie „obiektywnego" oglądu zdarzeń i odmawia przyznania, że jej źródłem jest jakieś aprioryczne założenie. Innymi słowy, jeśli patrzysz „obiektywnie", musisz uważać tak samo, a jeśli uważasz inaczej, nie jesteś „obiektywny", jesteś natomiast głupi lub fałszywy. To zabieg erystyczny i socjotechniczny, stosowany nierzadko także przez ideologów „Gazety Wyborczej", co opisuje ładnie Rafał Ziemkiewicz w „Michnikowszczyźnie". Jak widać, został bezbłędnie przejęty przez część zwolenników obecnego układu.

Pan Jacek natomiast przedstawia się zawsze jako silny zwolennik PiS i przyznaje otwarcie, że to nie pozwala mu być obiektywnym. W jednej z odpowiedzi wyraziłem zdziwienie taką postawą, bo przecież jest ona sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem. Na plus panu Jackowi należy natomiast przyznać, że mówi o tym otwarcie, zamiast stosować opisywany wyżej chwyt erystyczny.

Wygląda niestety na to, że ten właśnie mechanizm funkcjonuje dość powszechnie. Nie dziwi mnie, że może on działać wśród starszych fanów ojca Rydzyka albo starszych wielbicieli „Faktów i Mitów". Zaskakuje mnie natomiast, że jest tak wszechobecny wśród bywalców Salonu24.

Mechanizm polega na tym, że najpierw przyjmuje się identyfikację - w tym wypadku na ogół z Braćmi i rządzącą dziś partią - a potem do niej dopasowuje się wszelką argumentację, ocenę zdarzeń, a nawet same zdarzenia. Bo Heglowskie stwierdzenie „tym gorzej dla faktów" ma tu jak najbardziej rację bytu. Jeśli już z jakimiś faktami nie można się uporać, sięga się po innego rodzaju argumenty: a skąd pan to wie, a kto to pan powiedział, ja o niczym takim nie słyszałem.

Wiem, że to porównanie niektórych oburzy, ale jako żywo przypomina mi to dialektyczne wywody starych komunistów z „Onych" Torańskiej, którzy usprawiedliwiali swoją akceptację dla najwstrętniejszych poczynań partii w latach 50., wyjaśniając, że aprioryczne założenie było takie, że partia ma rację, niezależnie od tego, co robi. Jeśli partia skazuje kogoś na śmierć, to widocznie musiała mieć powody.

Skąd ta potrzeba bezwarunkowej identyfikacji? Tu już powinien wkroczyć socjolog polityki i psycholog. Ja się w to wczuć nie potrafię, bo mnie ta postawa jest obca.

Otóż wydaje mi się, że jeśli nie jest się fanatykiem albo ideologiem, wskazana jest inna postawa: najpierw analizuje się jakieś wydarzenie, posunięcie, decyzję, ewentualnie zbiór zdarzeń, tworzących taktykę lub strategię i ocenia się je na podstawie pewnych fundamentalnych założeń, do których można się otwarcie przyznać. Przypomina to trochę konkurs, gdzie autor podpisuje się godłem. Najpierw ocenia się pracę, a dopiero potem sprawdza, jakie jest nazwisko autora.

Mam więc takie noworoczne życzenie do moich tutejszych czytelników: ci spośród Państwa, którzy w swoich ocenach nie kierują się ogólnymi założeniami, wynikającymi z własnych, przemyślanych przekonań, ale z góry wiedzą, kto ma zawsze rację, niech to otwarcie napiszą. To nam bardzo ułatwi dyskusję.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj7 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka