W okolicy Świąt „Polityka" wydała specjalny dodatek „Ludzie roku". Można by go z powodzeniem użyć jako poglądowego materiału na szkoleniu z manipulacji.
Oto tekst o Zbigniewie Ziobrze, napisany przez byłego autora „Tygodnika Powszechnego", Krzysztofa Burnetkę, następnie przygarniętego przez „Politykę". Kilka próbek stylu pana Burnetki:
Dość przypomnieć, jak tuż po zaprzysiężeniu, nie mając jeszcze sejmowego wotum zaufania, nakazał zwolnić z aresztu oczekujących na proces sprawców linczu, jakiego grupa mieszkańców Włodowa dokonała na miejscowym kryminaliście. Nie bacząc ani na autorytet podległych sobie prokuratorów, ani na to, że minister powinien zajmować się rozwiązywaniem bardziej generalnych problemów, Ziobro ochoczo zadośćuczynił woli solidaryzującego się z podejrzanymi ludu. [podkr. ŁW]
Jaki autorytet prokuratorów, skoro ich zwierzchnikiem jest prokurator generalny??? Czy słowa pana Burnetki mają oznaczać, że w imię chronienia tegoż autorytetu, minister sprawiedliwości ma się powstrzymać przed kwestionowaniem jakichkolwiek decyzji prokuratury? Tego się nie dowiemy, podobnie jak oszczędza się nam choćby ramowego przypomnienia kontekstu tamtej sprawy oraz jakichkolwiek merytorycznych przesłanek ówczesnej decyzji ministra, które były wtedy przez niego przedstawiane. Dowiemy się natomiast, że Ziobro „zadośćuczynił woli ludu".
Dalej:
Z lubością natomiast deklaruje w mediach, że jego największą pasją jest reformowanie organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. A pytany przez dziennikarzy o źródła tej determinacji, przytacza dwa dyżurne powody.
A teraz proszę przeczytać to samo, minus kilka słów:
Deklaruje w mediach, że jego największą pasją jest reformowanie organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. A pytany przez dziennikarzy o źródła tej determinacji, przytacza dwa powody.
Niby nic, a różnica jest.
Dalej:
Choć Ziobro zaprzecza, wielu krakowskich prawników upiera się, że obecny minister oblał pod Wawelem egzamin na aplikację - zdać go miał dopiero na Śląsku. Stąd zresztą ma brać się jego nieskrywana niechęć do branżowych korporacji.
Tu mistrz Burnetko przechodzi sam siebie i załatwia kilka spraw za jednym zamachem. Oto Ziobro zaprzecza, ale „wielu krakowskich prawników upiera się". Jakich prawników? Którzy konkretnie? Nie wiadomo. Na jakiej podstawie? Też nie wiadomo. Czy tak trudno sprawdzić wytrawnemu dziennikarzowi, jak było naprawdę? Pewnie nie, chyba że chodzi nie o to, jak było, ale o to, żeby stworzyć opozycję: jeden samotny Ziobro się upiera przy swoim, ale ma przeciw sobie „wielu krakowskich prawników".
„Stąd zresztą ma brać się...". Na jakiej podstawie pan Burnetko twierdzi, że właśnie stąd - też nie wiadomo. Może stawia tę tezę na podstawie opinii jakiegoś znanego psychologa? Jedno jest jasne: cały spór ministra Ziobry z korporacjami traci jakikolwiek merytoryczny sens i zostaje tym akapitem sprowadzony do zwykłego psychologicznego problemu zbyt młodego ministra.
W tekście są też wypowiedzi - nie ministra Ziobry, widocznie co do jego motywacji i celów Krzysztof Burnetko ma taką pewność, że nie uznał za stosowne z nim porozmawiać. Wypowiadają się zatem przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa (w oczywistym konflikcie z ministrem, chcącym ograniczyć korporacyjne przywileje sędziów) oraz dr Monika Płatek (kiedyś w biurze RPO, znana z hiperliberalnych poglądów na prawo i karanie - wystarczy wpisać jej nazwisko np. w wyszukiwarkę „Rzeczpospolitej"). Zaiste, pełna rozpiętość poglądów.
I jeszcze taki wyimek:
Przeciwnicy ministra sprawiedliwości mówią, że na szczęście wciąż nie udało mu się wprowadzić w życie niektórych pomysłów, ale na nieszczęście zdołał już mocno zamieszać w i tak poplątanej świadomości prawnej rodaków.
Jacy przeciwnicy? Dlaczego świadomość prawna rodaków ministra jest poplątana i co dokładnie autor przez ten ogólnik rozumie? Nie wiadomo. Jedno jest jasne: minister ma głupie pomysły, a na dodatek coś tam zamącił.
Manipulacją samą w sobie jest umieszczenie tekstu Krzysztofa Burnetki w dodatku, na pozór przedstawiającym sylwetki bohaterów w stylu reportażu. Podczas gdy w istocie tekst ten jest felietonem lub pamfletem na ministra. Że nie wspomnę o szyderczym śródtytule „Ideowy młodzieniec z czystym obliczem".
Przyznaję, że doczytanie tekstu do końca sprawiło mi pewną trudność, bo moja tolerancja na robienie ze mnie idioty przez autora została przekroczona już po pierwszej szpalcie.
We wspomnianym dodatku jest także tekst „Spowiedź liberała" o Donaldzie Tusku. Czy znajdziemy tam równie uszczypliwe uwagi, kpiarskie określenia, drwiny i wszystko załatwiające ogólniki (np. „...jednak gdańscy opozycjoniści twierdzą, że Tusk w opozycji tylko się obijał" albo „Zresztą to urażona ambicja po przegranych wyborach prezydenckich jest od tamtego czasu motorem działań Tuska jako szefa opozycji")? Bynajmniej, ponieważ ów tekst jest własną wypowiedzią szefa PO, wziętą z książki Janiny Paradowskiej i Jerzego Baczyńskiego z 1993 r.
Dla kolegów z „Polityki" ma radę: na przyszłość poinstruujcie kolegę Burnetko, żeby bardziej przyłożył się do pracy. Manipulacja jest skuteczna, gdy jest subtelna, a nie gdy ma lekkość walca drogowego.
P.S. Właśnie przypomniałem sobie, że chyba już ponad rok temu "Polityka" opublikowała artykuł Marka Ostrowskiego o pomysłach Ziobry. Tekst zaskakująco sprawiedliwy i wyważony. Zatem agitka red. Burnetki stanowi wyraźne obniżenie standardu.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)