Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
96
BLOG

Kto nie z Antkiem, ten zdrajca

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 41

Z „antyraportem" Platformy widzę głównie jeden problem: że - podobnie zresztą jak do pewnego stopnia raport Macierewicza - jest amunicją w politycznej nawalance, chociaż zawiera substancję, nad którą warto się zastanowić.

Nic z tego - wszystko, podobnie jak inne próby merytorycznej debaty o czymkolwiek w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy - znowu utonie w jazgocie argumentów, zbudowanych na zasadzie „a u was biją Murzynów".

Antoni Macierewicz już zaczął. Oznajmił, że w pisaniu raportu PO brali udział byli oficerowie WSI i zaczął już ich nazwiska puszczać dziennikarzom. Czy to prawda, że współautorami raportu byli oficerowie dawnych WSI - nie wiem. Poczekajmy na odpowiedź Platformy. Tylko znów - nie o to chodzi. Jeśli raport PO zawiera celne spostrzeżenia, to jakie, do diaska, ma znaczenie, kto je napisał? Niech będzie, że były oficer WSI. Niech będzie, że rozgoryczony po tym, jak został negatywnie zweryfikowany przez komisję. I co z tego? Jeżeli stawia trafny zarzut raportowi Macierewicza, to żadne okoliczności nie sprawią, że ten zarzut staje się choćby odrobinę mniej słuszny. 

Ale dla Macierewicza i Braci sprawa jest prosta: kto krytykuje raport i działalność samego ministra Macierewicza, ten chce odtworzenia wszelkich patologii III RP, a być może chodzi na pasku już rozwiązanych służb oraz jest rosyjskim agentem (chciałbym w tym miejscu przypomnieć, że ja jestem akurat agentem chińskim).

Drugi argument: „antyraport" to wiano, jakie PO wnosi w posagu SLD. Teza ciekawa, zwłaszcza, że na horyzoncie na razie nie widać nowych wyborów, a więc ewentualna koalicja PO-SLD to pieśń bliżej niesprecyzowanej przyszłości. Ale nawet - niech i tak będzie, że to rodzaj politycznego wiana. Pytam: w czym to zmienia merytoryczną ocenę zawartości dokumentu?

Nie przesądzam na razie (w przeciwieństwie np. do znanej ryserczerki Kataryny, której tym razem nie chciało się raportu czytać, ale i tak wie, że jest do chrzanu), czy jest w nim coś fascynującego. Mam nadzieję, że w najbliższych dniach znajdę czas, żeby przedrzeć się przez część szczegółową.  

Natomiast irytuje mnie, że część komentatorów (o politykach obozu rządzącego oczywiście nawet nie wspominam, bo ich reakcje to część do cna zrytualizowanego teatru) już wie, że w "antyraporcie" nic nie ma. Tak, jak inni od razu wiedzieli, że raport Macierewicza jest do niczego, nawet zanim się jeszcze ukazał.

Oczywiście tym razem, bardziej nawet niż to było z pierwotnym raportem, zawartością obecnego nikt się na poważnie nie zajmie. Nawet, jeżeli będzie ktoś próbował, i tak dostanie jakimś rykoszetem w strzelaninie między dwoma okopami i szybko się zamknie. Bo żadnej dyskusji dzisiaj nie ma, jest tylko naparzanka, a kto nie z nami, ten przeciw nam. Albo popierasz Macierewicza bezwarunkowo i ufasz mu ślepo, alboś agent i sprzedawczyk. Tertium non datur.

 

Przeglądając część ogólną aportu PO trudno znaleźć jakieś rewelacje. Nie ma tam raczej specjalnie nowych zarzutów. Jest uporządkowanie tych, które już się pojawiały tuż po publikacji raportu Macierewicza. By przytoczyć najważniejsze:

 

  • Ujawnienie wielu faktów i okoliczności stanowi naruszenie przepisów o ochronie informacji niejawnych.
  • Część ujawnionych faktów może spowodować międzynarodowe konsekwencje (np. roszczenia obywateli innych krajów wobec rządu RP) lub naraża Polskę na odpowiedzialność za świadome naruszanie międzynarodowych reżimów kontrolnych.
  • Ujawniając pracowników i współpracowników WSI nie wskazano w sposób przekonywający, w jaki sposób naruszyli oni przepisy ustawy, a tym samym wyczerpali przesłanki do ujawnienia ich tożsamości.
  • W Raporcie informacje pochodzące z wysłuchania przed Komisją zamieszczano bez jakiejkolwiek weryfikacji, nawet w zakresie zgodności z powszechnie znanymi faktami oraz wiedzą ogólną.
  • Opisane zdarzenia i fakty stanowią doskonały materiał dla analityków obcych służb specjalnych. Na ich podstawie można odtworzyć stan rozpoznania polskich służb. Wskazywanie np. służbom rosyjskim, jaki jest nasz stan wiedzy na temat szkoleń dla polskich oficerów w ZSRR w latach 80. daje im stosunkowo łatwy materiał nacisku wobec osób, co do których nie zachowały się informacje o ich szkoleniach. Pokazywanie naszej niewiedzy jest działaniem nieprofesjonalnym. Dopóki nie opublikowano Raportu Rosjanie nie mieli pewności jaki jest stan kontroli tego problemu w Polsce.
  • Opisywanie naszych operacji w rejonach konfliktu, nawet jeśli działania WSI były nieprawidłowe, stanowi narażanie żołnierzy i współpracowników na realne niebezpieczeństwo. Podważa również zaufanie sojuszników do naszego państwa.
  • Niewłaściwe jest powoływanie się na opinie służb partnerskich co do określonych osób i zdarzeń. Informacje wymieniane w ramach współpracy międzynarodowej chronione są przez ustawę o ochronie informacji niejawnych. Zasadą w stosunkach ze służbami partnerskimi jest dochowanie tajemnicy w zakresie wymienianych informacji, gdyż nigdy nie ma pewności jakie mogą być konsekwencje ich ujawnienia (np. gry operacyjne innych służb).
  • Brak rzetelności Raportu przejawia się również w użyciu dużej ilości sformułowań przypuszczających takich jak: „prawdopodobnie", „być może", „wydaje się" itp., które dotyczą często kwestii zasadniczych i najistotniejszych tez raportu [to, moim zdaniem, zarzut bardzo poważny i zarazem szczególnie charakterystyczna cecha wywodów zawartych w raporcie Macierewicza - Ł.W.].
  • Podstawową wadą warsztatową Raportu jest oparcie go w większości na materiałach operacyjnych, które z natury swojej rzeczy oddają stan świadomości funkcjonariuszy na dany dzień, a nie obiektywnie ustalony stan faktyczny. Ponadto osoby sporządzające Raport nie potrafiły zrozumieć specyfiki materiałów operacyjnych, traktując je na równi z materiałem procesowym. Cytowane w przypisach materiały są niedostępne, a więc nieweryfikowalne. Nie wiadomo z jakiego powodu niektóre przypisy są omówieniem lub cytatami z dokumentów, a inne tylko podają kryptonim sprawy i nr strony. Wygląda na to, że autorzy Raportu udostępniają tylko te dokumenty, które pasują im do tezy.
  • W Raporcie znajduje się wiele wewnętrznych sprzeczności. Jedną z najistotniejszych jest teza o zaniechaniu przez WSI pracy na kierunku wschodnim w sytuacji kiedy zasadnicza część Raportu opiera się o materiały z rozpracowań na tym właśnie kierunku. Zapewne, w świetle przedstawionych materiałów, bardziej bezpieczne byłoby postawienie tezy o niedostatecznym wykorzystaniu lub zaniechaniu wykorzystania przez kierownictwo służby wszelkich możliwości wynikających z wiedzy pozyskanej w efekcie tych rozpracowań.

 

Gdzie tu jednak obrona istnienia samych WSI? Gdzie teza, że nie należało ich rozwiązywać? Ja czegoś takiego tu nie widzę i nie doszukałem się choćby cienia takiej sugestii w części otwierającej opracowanie. Chętnie usłyszałbym od premiera oraz od innych, którzy oskarżają o to Platformę, gdzie oni to wyczytali.

Widzę natomiast kilka poważnych zarzutów, z których minister Macierewicz powinien był wytłumaczyć się już dawno. Ale skoro nie zrobił tego wówczas, to oczywiście nie zrobi tym bardziej teraz, kiedy te zarzuty stały się orężem opozycji.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj41 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (41)

Inne tematy w dziale Polityka