Czym się zajmuje nasz parlament? Nie jest to tajemnicą dla żadnego z sejmowych dziennikarzy, ale oni akurat stracili zwykle - moim zdaniem - zdolność do zdystansowanego i zdroworozsądkowego odnoszenia się do tych spraw. Ja szczęśliwie po Sejmie ganiać nie muszę, co ma tę dobrą stronę, że gdy czasem - tak jak dzisiaj - uda mi się trafić na transmisję obrad, mogę się jeszcze dobrze bawić.
Dziś przed południem trafiłem akurat na głosowanie nad poprawkami Senatu do nowelizacji ustawy o PIP-ie, czyli Państwowej Inspekcji Pracy. Z potoku słów, jakie wyrzucał z siebie marszałek Jurek, usiłowałem wyłowić jakiś sens, co łatwe nie było (klasyczne sejmowe wyliczanie numerów poprawek i nowelizowanych artykułów ustawy), ale w końcu pojawiły się też jakieś zdania po polsku. Brzmiało to mniej więcej tak:
Poprawka Senatu nr 37539 zakłada, że w przypadku jedzenia drugiego śniadania w pracy inspektor będzie mógł za zgodą zwierzchnika siedzieć na krzesełku przez czas nie dłuższy niż 7 minut i 16 sekund, ale jedynie pod warunkiem, że będzie miał tego dnia na nogach skarpetki zawierające kolor zielony. W każdym innym wypadku inspektor będzie zobowiązany do spożycia drugiego śniadania w pozycji stojącej z przysiadem co 34 sekundy, połączonym z wyskokiem do góry na wysokość co najmniej 1,43 metra oraz pogrzebaniem sobie w uchu małym palcem lewej dłoni.
Oczywiście nie o to chodziło, ale głosowane zmiany były mniej więcej na podobnym poziomie szczegółowości. I absurdu.
Każdy, kto orientuje się choćby pobieżnie w istocie prawa, wie, że nie może ono regulować każdego możliwego przypadku, bo akty prawne miałyby wtedy nieskończoną długość. Polski parlament widocznie nie zna tej zasady, co zresztą znajduje dobitne odbicie w objętości uchwalanych aktów prawnych, ich liczbie i szczegółowości. Skutek jest taki, że organy to prawo stosujące, oduczyły się (dotyczy to także sądów czy prokuratorów) stosowania zdrowego rozsądku. To jest cecha niezbędna w krajach, gdzie prawo zakreśla jedynie pewne nieprzekraczalne ramy działania, a nie reguluje, w jakiego koloru majtkach ma chodzić policjant. W naszym kraju jeśli ustawodawca nie powiedział wprost: „jeśli ptaszek narobi na służbowy samochód Państwowej Służby Ochrony Ławek Parkowych w okresie od 1 do 15 każdego miesiąca na powierzchni dachowej, ale nie bliżej niż 10 cm od jej krawędzi, to plamę należy usunąć w ciągu kolejnych 5 dni roboczych", to nikt nie będzie wiedział, co z tą plamą zrobić. A w każdym razie nie zada sobie trudu, żeby o tym pomyśleć, a na pytanie odpowie: „Panie, w ustawie nic o tym nie ma".
„Fakt" opisał kilka dni temu absurdalną, ale zarazem tragiczną historię młodej matki, która miała nieszczęście związać się z jakimś bandziorkiem. Kobieta postanowiła z nim zerwać, więc razem z maleńką córeczką się przeprowadziła. Jej nowy adres nie był żadną tajemnicą. Figurował gdzie trzeba jako adres zamieszkania. Tymczasem prokuratura zaczęła ją wzywać na przesłuchanie w sprawie byłego partnera, ale z sobie tylko wiadomych powodów kierowała wezwania na nieaktualny adres. Kobieta o niczym nie wiedziała, a tu była już poszukiwania za niestawienie się na przesłuchanie. Przy jakiejś przypadkowej okazji policja odkryła, że kobieta jest poszukiwana i ją zatrzymała. Niemowlę trafiło do policyjnej izby dziecka.
Prokurator kobietę wypuścił, ale tymczasem sąd z urzędu zaczął już badać, czy kobiecie nie należy przypadkiem odebrać praw rodzicielskich. Kobieta wyszła z aresztu, ale dziecka nie ma. Choć pracuje, dziecko kocha, dba o nie. Jest zrozpaczona.
Sąd zadziałał z automatu, bo takie są przepisy. Bo przepisy nie wymagają od sędziego zdrowego rozsądku. Nie wymagają umysłowego wysiłku, bo mają paragraf na większość sytuacji, a wtedy myśleć nie trzeba, można zadziałać z automatu.
Tak więc posłowie będą definiować, w jakiego koloru krawatach mają chodzić inspektorzy PIP-y, zatem siłą rzeczy nie starczy im już czasu na inne, poważniejsze kwestie. A skoro każdy aspekt życia ma być uregulowany ustawowo, to urzędnikom myśleć nie kazano.
Elegancko to się nazywa biegunką legislacyjną. Ja jednak wolę dosadne i prawdziwsze określenie: sraczka.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)