Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
86
BLOG

Palikot szansą PiS-u

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 33

Jak się okazuje, bilans całej zbędnej, głupiej i kompletnie niepotrzebnej awantury wokół przepisów antyaborcyjnych nie jest faktycznie zerowy, jak pisałem poprzednio, ale - przynajmniej dla PiS - wyraźnie ujemny. PiS się posypało.

Dla Marka Jurka sprawa ustawodawstwa antyaborcyjnego byłą prestiżowa i najgłębiej wynikała z jego przekonań - za co zresztą należy mu się szacunek. Zbyt wiele razy jako marszałek Sejmu był stawiany przez swojego politycznego pryncypała pod ścianą, być może nawet w jakiś sposób upokarzany (o czym zdarzało mu się mówić tylko w bardzo oględnych słowach i absolutnie poza protokołem), żeby miał sobie tym razem odpuścić. Miarka się przebrała. Z pragmatyzmem do bólu, do jakiego naginał go Jarosław Kaczyński, Marek Jurek nie czuł się dobrze.

Nie wiadomo, co dokładnie zostało powiedziane na radzie politycznej PiS, ale można się domyślić. Prawdopodobnie premier próbował przekonać marszałka, żeby przestał się wygłupiać i narażać całość jego politycznego projektu z powodu jakichś swoich fanatycznych wyskoków, żeby się zamknął i wrócił do szeregu. I zostało to zapewne powiedziane w takich właśnie, lub podobnych, słowach. Nie dziwię się Markowi Jurkowi - człowiekowi wielkiej osobistej kultury - że zareagował tak, jak zareagował.

Ale oczywiście nie tylko o aborcję tu chodziło. Napięcia w PiS były zawsze, raz słabsze, raz mocniejsze, ale nie było ich jak skanalizować. Wszyscy politycy tej partii zawsze oznajmiali w oficjalnych rozmowach, że w PiS trwa wewnętrzna dyskusja i naprawdę można w niej wyrazić swoje zdanie. To, co przeciekało nieoficjalnie, zwłaszcza w momentach kluczowych dla tej partii, pokazywało skrajnie odmienny obraz. Dyskusji nie było żadnej, był jedynie wódz i obowiązkowa wiara w jego zmysł strategiczny.

Rzecz jasna, nie jest to jedynie problem PiS. Nie jest to nawet bezwarunkowy zarzut wobec tej partii. Tak naprawdę bardzo trudno znaleźć rozsądny kompromis między dopuszczeniem wewnątrzpartyjnej dyskusji i skanalizowaniem napięć - zwłaszcza w ugrupowaniu złożonym z ludzi o różnych politycznych rodowodach - a konieczną w politycznej wojnie zwartością. Jarosławowi Kaczyńskiemu i tak bardzo długo udawało się znajdować rozwiązanie tego problemu, choć być może było to rozwiązanie nie najlepsze, bo bazujące wyłącznie na przykręcaniu śruby.

Czy teraz uda się zapobiec rozłamowi - czas pokaże. Pecetowcom i zetchaenowcom nigdy nie było całkiem po drodze. Wśród tych pierwszych więcej jest karnych żołnierzy bez polotu, wśród tych drugich więcej jest przenikliwych indywidualistów, których styl przywództwa Jarosława Kaczyńskiego męczył, nawet jeśli mówili o tym tylko po cichu.

Premier oczywiście doskonale wie, że rozpad jego partii oznacza wielkie problemy. W mediach o. Rydzyka już pojawiły się głosy nadspodziewanie krytyczne wobec PiS, co w połączeniu z buntem Jurka oznaczać może stopniową utratę wpływów po tamtej stronie politycznego spektrum, czyli wśród tak zwanych „pokrzywdzonych". Centrum tymczasem PiS odciął sobie bardzo skutecznie w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy i odzyskać je będzie bardzo trudno. Chyba że wizerunek Platformy Obywatelskiej zdominuje Janusz Palikot ze swoimi psychodelicznymi wynurzeniami o konieczności obrony gejów, żydów i SLD.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj33 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (33)

Inne tematy w dziale Polityka