Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
76
BLOG

Czego Galba nie chce widzieć

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 90

Spojrzałem w najnowszy wpis Galby. Są miejsca, gdzie się z nim zgadzam. Na pewno zgadzam się w kwestii oceny głupiego wystąpienia ministra Becka. Zgadzam się także, że Marek Jurek zadziałał nieelastycznie i że dał się podpuścić Romanowi Giertychowi.

Jednak Galba - co zresztą było łatwe do przewidzenia - zachował się jak klasyczny PiS-owski propagandysta i napisał swój tekst zgodnie z zawsze obowiązującą u niego linią: prawdę i rację wyznacza Wódz, a kto odstępuje od wodza, ten z definicji zdradza jedynie słuszny cel.

Wcześniej na wyrazy potępienia jako odstępca zasłużył np. Radek Sikorski (z całkiem zresztą innych przyczyn), a teraz Marek Jurek. Galba oczywiście pomija w swojej analizie wszystkie te aspekty, które nie pasują mu do tezy. Pisze zatem o Marku Jurku: „Najpierw dał się podpuścić cynicznemu graczowi jakim jest Roman Giertych. Że temu ostatniemu w całej sprawie w najmniejszym stopniu chodziło o "ochronę życia nienarodzonych" nie ma najmniejszych wątpliwości. Odnoszę wrażenie, że dla tego polityka nie stanowiłoby większego problemu poparcie eutanazji, aborcji i homo-ślubów gdyby tylko mogło mu to przynieść korzyść. Co innego Marek Jurek. On jest ideowcem, głęboko wierzącym katolikiem, człowiekiem z misją. Niestety takich najłatwiej oszukać. Następnie, nie dostawszy cukierka, którym kusił go Giertych (śmiem twierdzić, że cukierek nigdy nie istniał), zdemolował pokój, kopnął babcię i poszedł sobie odmrozić uszy".

Galba jakoś pominął w tym częściowo nawet trafnym wywodzie fakt, iż Roman Giertych nie zyskał takiej mocy sprawczej znikąd. Nie wziął się też znikąd w koalicji. Nie został do niej podstępem wpuszczony przez Układ. Został do niej zaproszony przez Jarosława Kaczyńskiego, który w ten sposób - co wiele osób mówiło od dawna - ukręcił bat na własne plecy. Teraz ten bat zadziałał. Dla fanatycznych zwolenników tezy o niedościgłym geniuszu Wodza rodzi to pytanie: czy ten geniusz zawiódł? Czy naprawdę Jarosław Kaczyński nie przewidział, że jego konstrukcja posypie się w taki sposób? A może (muszą myśleć ci najbardziej oddani) to kolejny genialny plan premiera, którego na razie nikt nie jest w stanie przeniknąć?

Oczywiście, JK (oraz jego propagandziści) twierdzić będzie, że do przyjęcia Giertycha został zmuszony przez Platformę. To nic nie wnosząca retoryka. Nikt nie przystawiał mu pistoletu do skroni. JK dokonał skrajnie pragmatycznego wyboru, który teraz okazuje się wyborem błędnym z punktu widzenia nawet samej pragmatyki (wyborem błędnym z punktu widzenia zwykłej przyzwoitości politycznej okazał się już dawno).

W tym sporze to jednak Marek Jurek wywołuje moją sympatię - po prostu dlatego, że w pewnym momencie postawił granicę pragmatyzmowi politycznemu, nie znającemu granic. Że akurat dotyczyło to takiej sprawy, a nie np. kwestii wpuszczenia do koalicji Leppera - to skutek światopoglądu ustępującego marszałka i świadectwo tego, co dla niego naprawdę ważne.

Galba popełnia tu jednak kolejną manipulację, przyrównując Marka Jurka do pułkownika Becka. To manipulacja, ponieważ polityka zagraniczna, gdzie chodzi o byt państwa, rządzi się innymi prawami niż polityka wewnętrzna. Wiele razy pisałem tutaj, że w polityce zagranicznej jest konieczny pragmatyzm posunięty nierzadko do cynizmu - tak właśnie uważam. I krytykowałem minister Fotygę za dogmatyczne trzymanie się niepragmatycznych reguł, za co zresztą bywałem gromiony również przez Galbę. (Teraz powinienem go spytać, czy minister Fotyga z jakiegoś powodu jest wyłączona z reguł, jakie powinny w polityce zagranicznej obowiązywać, z czego Galba jednak najwyraźniej zdaje sobie sprawę.)

Ale polityka wewnętrzna to co innego. Tutaj cynizm i pragmatyzm oznacza najczęściej robienie w konia własnych obywateli. Jeśli ktoś w PiS wreszcie postanowił się na to nie zgodzić, to miał do tego pełne prawo, a porównywanie go do nieszczęsnego Becka jest całkowicie nietrafione.

Pomijam już przy tym wszystkim tę drobną manipulację, jaką jest napisane przez Galbę zdanie: „Nowe wybory w tej chwili wygrałaby koalicja SLD-PO". Takiej koalicji dziś nie ma i nie jest powiedziane, że powstałaby po wyborach, choć absolutnie wykluczyć tego nie można. I tu jednak Galba nie wyjaśnia, dlaczego mianowicie wygrać miałyby PO i LiD, skoro PiS rządzi wprost wspaniale, a Jarosław Kaczyński jest uosobieniem mądrości.

Podsumowanie obecnej sytuacji może być jedno: Jarosławowi Kaczyńskiemu nie zdarza się dzisiaj nic, czego by sam nie ściągnął na swoją głowę. Ale niektórym najwyraźniej tak konkluzja przez klawiaturę nie przechodzi.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj90 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (90)

Inne tematy w dziale Polityka