Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
219
BLOG

Towarzysz Wiesław ma głos

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 157

Kolejne wiekopomne przemówienie Jarosława Kaczyńskiego. Właściwie powinienem się już przyzwyczaić, ale nie mogę.

„Prawo i Sprawiedliwość, ten rząd, ta konstrukcja polityczna, nie ma żadnej alternatywy. (...) Jesteśmy jedyną dużą siłą polityczną w Polsce, która nie była w ten dawny, zły system w żadnym stopniu uwikłana. I to jest nasz potężny atut. Nie wszystko nam wychodzi, jak wszyscy ludzie jesteśmy omylni, popełniamy błędy, ale sprawy idą we właściwym kierunku, idą do przodu".

Walka z PiS to „walka w obronie nadużyć".

„Nie boimy się podnieść ręki na zdemoralizowane elity".

Mówiąc to, a raczej wykrzykując, premier krzywił twarz w charakterystycznym grymasie, mało sympatycznym.

Tak się zastanawiam - co każe Jarosławowi Kaczyńskiemu co i raz strzelać sobie w stopę? Kilka dni temu brat premiera zaprosił do Pałacu Prezydenckiego rektorów szkół wyższych, co było ładnym gestem dobrej woli i służyło wytłumaczeniu tego środowisku intencji zwolenników ustawy lustracyjnej (abstrahując tutaj od jej wszystkich wad oraz tego, czy rektorzy faktycznie tych intencji nie rozumieli). Inna sprawa, że podsumowując spotkanie Lech Kaczyński użył niezbyt przemyślanych sformułowań. Mimo to wrażenie było nie najgorsze.

Wydawało się, że nastąpi wyciszenie i spadek temperatury trwającego niemal permanentnie konfliktu. PiS-owi by to z pewnością nie zaszkodziło, bo wielu Polaków uważa tę właśnie partię za źródło napięć. I oto ni stąd ni zowąd Jarosław Kaczyński postanowił przerwać tę sielankę, wygłaszając kolejne przemówienie z serii „my jesteśmy tu, a oni tam, gdzie ZOMO".

Jestem nieco rozdarty. Gdyby wziąć pewne tezy z przemówienia premiera, dołożyć trochę własnej dobrej woli i skupić się wyłącznie na treści, a nie formie, to można by się zgodzić. Faktycznie, wśród części elit istniało poczucie uprzywilejowania. Faktycznie, ich część uzurpowała sobie prawo do pouczania innych o tym, co słuszne, a co nie. O takich banałach jak korupcja w kręgach władzy nie ma co wspominać. Dobrze, że z pewnymi dogmatami można już dyskutować. Dobrze, że jedynie słuszna opcja straciła monopol na moralizowanie. Dobrze, że pewne korupcjogenne powiązania zostały przerwane.

Ale przecież nawet, jeśli z tymi tezami można się zgodzić, Jarosław Kaczyński wszystkie te tezy zabił kompletnie formą swojego przemówienia.

Nieprawda, że ludzie PiS nie brali żadnego udziału w działaniu III RP. Brali - począwszy od pracy obu Braci w kancelarii prezydenta Wałęsy. Trzeba postawić pytanie, co JK rozumie przez „uwikłanie w zły system". Kto był, jego zdaniem, uwikłany i który dokładnie system był zły? Bo jeśli przez uwikłanie rozumieć sam udział w instytucjach, to obaj bracia K. z całą pewnością uwikłani byli. Jeśli natomiast rozumieć „uwikłanie" jako udział w korupcji albo łamaniu prawa, to winni są konkretni ludzie, a nie jakaś zbiorowość. Tymczasem premier zastosował tutaj jakiś zbiorowy, nieprecyzyjny kwantyfikator, z którego może wynikać, że każdy, kto w jakikolwiek oficjalny sposób uczestniczył w działaniu instytucji III RP jest w gruntu podejrzany.

Co to był „zły system"? Cała systemowa konstrukcja III RP była zła? A może tylko jej pewne elementy? Ale w takim razie jak można oskarżać cały system, który zresztą trwa nadal, bo przecież konstytucja nie została zmieniona.

Stanowcze stwierdzenie, że „dla PiS nie ma alternatywy" budzi moją irytację. Przypomina mi inne irytujące stwierdzenie Jarosława Kaczyńskiego sprzed kilkunastu miesięcy - że „Polacy na taki rząd czekali". Ktoś powinien premierowi wyjaśnić zasady konstruowania przemówień, żeby uchronić go od gomułkopodobnego tonu. Nikt nie broni politykowi zachwalać swojej partii, ale nie robi się tego nigdy na zasadzie „my jesteśmy jedyną słuszną siłą i koniec". Mówi się np.: „Nas popierają ludzie, ceniący wolność, chcący Polski zasobnej i sprawiedliwej". Itp. To także uzurpacja, ale jednak nie tak bezczelna. Celem przemówienia lidera politycznego nie jest zrobienie przyjemności tym, co i tak go popierają. A już na pewno celem nie jest nim wywołanie niechęci i irytacji u niezdecydowanych.

Przedstawianie walki z PiS jako walki w obronie nadużyć to charakterystyczna erystyczna manipulacja, wyjątkowo agresywna. To taktyka, którą z lubością uprawiały dokładnie te środowiska, które dzisiaj JK z taką pasją krytykuje: kto się z nami nie zgadza, ten jest oszołomem, antysemitą, antydemokratą i kim tam jeszcze. I to miało zastąpić wszelką argumentację, niezależnie od tego, jakiego typu uwagi zgłaszał oponent. Tu jest dokładnie tak samo: kto krytykuje sposób rządzenia PiS, pomysły tej partii, wizerunek jej liderów, cokolwiek w ogóle z nią związanego - ten broni nadużyć. Tak można zaetykietkować każdego i bez dyskusji spostponować jego argumenty. Rozumiem w debacie publicznej różne chwyty, ale ten wywołuje mój szczególny opór.

No i wreszcie to podnoszenie ręki na zdemoralizowane elity. Toż to już czysty Gomułka. [Choć, jak Państwo słusznie mi zwracają uwagę, te słowa wygłosił premier Cyrankiewicz.] „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie" - przecież to identyczna retoryka. Identyczna arogancja, identyczna agresja. I po co?

Jedyne racjonalne wyjaśnienie tej szarży JK jest takie, że wobec secesji Marka Jurka prezes PiS postanowił upewnić w lojalności swój żelazny elektorat. Moim zdaniem - w sposób głupi. Jego przemówienie mogło wywołać aprobatę paru przekonanych, natomiast zraziło znacznie większą liczbę wahających się, którzy mogli w ostatnich dniach mieć może wrażenie, że ze strony rządzących bliźniaków dobiegają jakieś pojednawcze sygnały.

No, chyba że nie stał za tym żaden racjonalny rachunek i był to tylko wyraz emocjonalnej reakcji na wydarzenia: odejście marszałka i kolejne dołowanie w sondażach. Do czego dołączyła nawet PGB, chwalona swego czasu przez JK jako jedyny rzetelny ośrodek badania opinii publicznej.

 

PS. Zachęcam do odwiedzenia blogu Jacka Ka (http://jacekk.salon24.pl/index.html) z bardzo ciekawym testem poglądów politycznych. Byłbym bardzo ciekaw, gdzie na wykresie znaleźliby się moi etatowi oponenci.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj157 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (157)

Inne tematy w dziale Polityka