Trudno teraz powiedzieć, czy Zbigniew Wassermann zostanie marszałkiem Sejmu. Obawiałbym się jednak, że tak, ponieważ PiS ma zastanawiającą tendencję do mianowania na rozmaite kluczowe stanowiska ludzi najmniej się na nie nadających.
Dwie skrajne kandydatury to właśnie Wassermann oraz Paweł Zalewski. Zalewski - kulturalny, spokojny, wstrzemięźliwy, obyty, otwarty, mówiący dobrą polszczyzną i znający angielski, umiejący zdobywać sympatie z różnych stron i godzić różne racje. A te ostatnie cechy są na stanowisku marszałka Sejmu najważniejsze. Posiadał je także w dużym stopniu Marek Jurek, choć działał często jak partyjny funkcjonariusz. Jednak w jego przypadku czynnikiem łagodzącym była wielka kultura osobista i spokój.
Zbigniew Wassermann - zamknięty, bez polotu, mówiący niezrozumiale, karnie wykonujący polecenia, nie umiejący dążyć do kompromisu. Łatwy do kontrolowania.
Tak się zastanawiam: skoro Jarosław Kaczyński może wyznaczyć na stanowisko marszałka naprawdę dobrze odbieranego człowieka, jakim jest Zalewski, to czemu nie miałby tego zrobić? Czemu raz nie miałby zaprzeczyć schematowi, że tacy ludzie nigdy w PiS kariery nie zrobią?
Obawiam się, że działa tu naprawdę prosty mechanizm: jakiekolwiek przychylne głosy o jakimkolwiek kandydacie na jakiekolwiek stanowisko oznaczają dla prezesa PiS, że ten kandydat staje się automatycznie podejrzany. Pamiętam doskonale ten mechanizm przy okazji Anny Streżyńskiej, którą JK sobie teraz zawłaszczył, ale którą mianował Kazimierz Marcinkiewicz przy wyraźnym sprzeciwie Jarosława Kaczyńskiego. Ten sprzeciw brał się stąd właśnie, że o Streżyńskiej dobrze mówili przedstawiciele operatorów, komentatorzy i eksperci.
Dlatego chciałbym, żeby kiedyś udało się przeprowadzić eksperyment. Otóż gdyby PiS miał na jakieś ważne stanowisko kilkoro kandydatów i wśród nich byłby jakiś najbardziej dyspozycyjny, najmniej myślący - słowem najgorszy, i istniałoby poważne niebezpieczeństwo, że on właśnie może dostać nominację - wszyscy powinni go zacząć chwalić. Wymagałoby to szerokiego porozumienia, by nie rzec - układu. Musiałaby do niego wejść opozycja, komentatorzy, głównie opozycyjni wobec rządu, prywatne media, a może i korespondenci zagraniczni.
Wyobraźmy sobie np., że z urzędu wreszcie zdymisjonowana zostaje Anna „Barokowa Latarnia" Fotyga i na jej miejsce pojawiają się kandydatury Pawła Zalewskiego (jeśli nie dostanie Sejmu) oraz Marka Suskiego. Marek Suski na stanowisku szefa MSZ sprawiłby, że nawet Bronisław Geremek zacząłby piać peany na cześć Fotygi. Tymczasem, gdyby wszyscy zaczęli wychwalać Zalewskiego, ten stałby się przez to kandydatem mocno niepewnym i ze wszech miar podejrzanym.
I wyobraźmy sobie, że spisek działa i o Zalewskim nikt nic nie mówi. Za to o Suskim - owszem.
Donald Tusk: „Znam posła Suskiego, to człowiek bardzo kompetentny, zdolny, myślę, że szybko opanuje MSZ i naprawi błędy poprzedniego ministra".
Jerzy Szmajdziński: „Nie jesteśmy fanami tego rządu, ale jeśli któregoś z kandydatów na szefa MSZ mielibyśmy zarekomendować, to na pewno posła Marka Suskiego".
Bronisław Geremek: „Marek Suski dawałby nadzieję, że Polska wróci wreszcie do grona tych państw Unii Europejskiej, z których zdaniem wszyscy się liczą. Taka zmiana jest nam bardzo potrzebna".
„Gazeta Wyborcza": „Marek Suski znany jest ze swojego zainteresowania sprawami zagranicznymi. Jest jednym z najczęściej podróżujących posłów. Nie zna wprawdzie angielskiego, ale jako człowiek zdolny i pojętny na pewno nauczy się szybko choćby podstaw języka".
TVN24: „Marek Suski - kandydat na szefa MSZ. Błyskotliwy, inteligentny, rozumiejący doskonale sprawy międzynarodowe. Z pewnością czułby się świetnie na europejskich salonach".
Jacek Żakowski: „Nareszcie wyłom w dotychczasowej taktyce mianowania przez Braci najgorszych możliwych kandydatów na ważne stanowiska: Marek Suski. Przynajmniej w sprawach zagranicznych polityka tego rządu może się stać odrobinę mniej prowincjonalna".
Władysław Bartoszewski: „Ostatnio zaprzepaściliśmy wiele szans, jakie dawało nam uczestnictwo w europejskiej dyskusji. Miałbym nadzieję, że powołanie pana Suskiego pozwoliłoby nam tych szans więcej nie tracić".
„Frankfurter Allgemeine Zeitung": „Jeśli stosunki polsko-niemieckie miałyby powrócić do stanu sprzed wyborów w Polsce z 2005 roku, to nadzieję na to dawałby Marek Suski jako szef polskiego MSZ. Polityk wybitny, znawca Niemiec, znany z przychylności wobec naszego kraju".
„Le Monde": „Może wreszcie odejdzie w przeszłość Polska bojąca się, ultrakonserwatywna, kłótliwa. Odejdzie, jeśli na stanowisku szefa polskiego MSZ znajdzie się polityk rządzącej partii Marek Suski".
Po takiej akcji poseł Suski nie tylko nie dostałby MSZ, ale nie wiadomo, czy nie wyrzucono by go natychmiast z PiS-u.
Wracając do rzeczywistości - obawiam się niestety, że teraz każda pochwalna opinia pod adresem Pawła Zalewskiego to dla jego kandydatury pocałunek śmierci. Niniejszym sam złożyłem kolejny.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)