Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
125
BLOG

W sprawie Geremka nikt nie jest bez winy i nikt nie wygra

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 56

Mam problem z gestem prof. Geremka. To jedna z tych sytuacji, gdzie nakłada się na siebie kilka warstw, a żadna ze stron nie jest całkiem bez winy.

 

Warstwa pierwsza. W swoim oświadczeniu profesor napisał, że żądanie złożenia oświadczenia lustracyjnego jest „w sprzeczności z konstytucyjną zasadą poszanowania godności ludzkiej". I w tym tonie utrzymane jest całe oświadczenie.

Choćbym nie wiem, jak długo myślał, nie potrafię zrozumieć, w jaki sposób wypełnienie jednego papierka, zawierającego proste pytanie, narusza ludzką godność. Zwłaszcza jeśli ktoś nie ma sobie nic do zarzucenia. Ten argument jest dla mnie mocno naciągany. Uważam za dość oczywiste, że nie o żadną godność tu chodzi, ale o zamanifestowanie generalnego sprzeciwu wobec obecnej władzy.

Owszem, można uznać, że ustawa lustracyjna jest wadliwa, a nawet, że jej przepisy, wymuszające dublowanie się oświadczeń, są bez sensu. Faktem jest, że od niektórych ustawa wymaga, by złożyli teraz nie drugie lub trzecie, ale czwarte czy piąte oświadczenie lustracyjne. Mógłbym więc zrozumieć sprzeciw, gdyby ze złożeniem kolejnego wiązały się jakieś wymierne uciążliwości. Ale nie - wypełnienie tego papierka zajmuje trzy minuty.

Tak więc wszystkie podniosłe słowa profesora są w moim odczuciu mocno podszyte hipokryzją. Wyjątkowo zgadzam się z Michałem Kamińskim: chodzi o walkę z rządem i nic więcej.

Na dodatek bardzo złe wrażenie robi ostentacyjne łamanie prawa, jakby chodziło o jakiś przepis narzucony przez okupacyjną, nielegalną władzę, a nie demokratycznie wybrany Sejm. Tu zgadzam się z Julią Piterą: polityk powinien zabiegać o zmianę złego prawa, a nie demonstracyjnie je łamać.

 

Warstwa druga. Ta walka została niestety przeniesiona na forum Parlamentu Europejskiego. I tu już moja ocena nie jest tak jednoznaczna jak w poprzednim punkcie.

Z jednej strony prof. Geremek doskonale wiedział, jakie stanowisko zajmą w większości europosłowie. Zdawał też sobie zapewne sprawę, że pozbawienie go mandatu będzie bardzo trudne. Zrobił to, co zrobił z pełną świadomością, że przenosi nasz wewnętrzny konflikt na forum wobec Polski braci Kaczyńskich mocno sceptyczne. A właściwie - opętane rodzajem fobii. Gdy słucham bajdurzeń Cohn-Bendita albo innych eurolewaków o siepaczach, rzekomo rządzących dzisiaj moim krajem, szlag mnie trafia. Ale...

Ano właśnie: wszystko to było do przewidzenia. Można było przewidzieć, że w kręgu ustawy znajdą się ci, dla których to będzie świetna okazja do demonstracji, a którzy już oświadczenia składali. Bo gdyby profesor oświadczenia wcześniej nie złożył, sytuacja byłaby jednak inna. A tak - jak wyjaśnić europosłom, że Bronisław Geremek ma stracić mandat, bo kolejny raz nie napisał tego, co pisał już wcześniej bodaj dwukrotnie? Przykro mi, ale sensownego wyjaśnienia faktycznie nie ma.

Gdyby ustawa była bardziej przemyślana i nie tworzyła nonsensownych wymogów, mniej byłoby okazji do takich gestów.

 

Warstwa trzecia. Nie mam do prof. Geremka stosunku nabożnego. Uważam, że jego sposób myślenia zbyt mocno zaciążył nad naszą polityką zagraniczną, choć ja akurat nie wątpię, że profesor naprawdę uznawał, że to akurat najlepszy sposób obrony naszego interesu. To kwestia przyjmowanego paradygmatu w myśleniu o polityce zagranicznej. Jak każdy, miał na swoim koncie profesor porażki i sukcesy. Jego oddziaływanie na pewno przekraczało granice pełnionych aktualnie funkcji.

Natomiast prof. Geremek jako europoseł - pozbawiony już praktycznie wpływu na kształt naszej polityki zagranicznej - był bez wątpienia naszym cennym atutem w PE. Od europosłów z całkiem innych niż jego środowisk politycznych nieraz słyszałem pochlebne opinie o profesorze: że gdy trzeba, potrafi postawić się w sprawach ważnych dla Polski swojej własnej frakcji; że jest lojalny; że gra fair; że zachowuje się elegancko również wobec politycznych przeciwników.

Chcemy czy nie, Bronisław Geremek dla różnych Cohn-Benditów jest symbolem, postacią bardziej wiarygodną niż obaj Bracia, Ludwik Dorn i Zbigniew Ziobro razem wzięci, o Annie „Rokokowej Latarni" Fotydze nie wspominając. Tego wyobrażenia się nie zburzy, więc - prowadząc inteligentną politykę - należałoby je wykorzystać. Wciągnąć ludzi takich jak Bronisław Geremek, Daniel Adam Rotfeld, Stefan Meller w orbitę konsultacji. Postarać się wykorzystać ich dobry wizerunek, unikać konfliktu. Zwłaszcza w sytuacji, gdy wobec obecnego rządu uprzedzenia są tak wielkie. Niestety, Bracia mają do tych spraw stosunek ortodoksyjnie ideologiczny. Jarosław Kaczyński w pewnych sprawach potrafi być pragmatyczny do bólu, w innych - jest bezsensownie sztywny.

 

Czyli - nikt tu nie jest bez winy. W sumie ponosimy szkody i nie będzie tu strony wygranej. I pomyśleć, że starczyłoby trochę zdrowego rozsądku, opamiętania, pragmatyzmu.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj56 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (56)

Inne tematy w dziale Polityka