Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
96
BLOG

Co zrobić z TK?

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 75

Trwa dyskusja o Trybunale Konstytucyjnym. Pod moimi poprzednimi wpisami niektórzy oburzali się na upolitycznienie TK. Inni piszący w S24 wymieniali wszystkich sędziów Trybunału, którzy nie powinni ich zdaniem orzekać w sprawie lustracji, bo kiedyś się na jej temat wypowiadali. Jeszcze inni twierdzili, że sam TK jest niepotrzebny i powinien go zastąpić Sąd Najwyższy.

Te narzekania nie mają większego sensu. Źródłem problemu jest umocowanie i sposób wybierania TK oraz kształt Konstytucji.


1. Sędziowie TK nie muszą być zawodowymi sędziami. Mogą być np. byłymi politykami, nawet posłami. W takiej sytuacji trudno sobie wyobrazić, żeby nie wypowiadali się publicznie przed objęciem stanowiska w Trybunale na ważne tematy. Prawdopodobnie każdemu z nich można by wyciągnąć jakiś cytat, który dyskwalifikowałby go w każdej sprawie. Bardzo ładnie pokazał to bodaj Azrael (choć głowy nie daję), kontrując jednostronny wpis Galby i pokazując, że inni z kolei sędziowie publicznie wypowiadali się za lustracją, a więc także nie powinni w tej sprawie orzekać. Skoro Sejmowi, który wybiera sędziów TK, nie przeszkadza, że powołuje do Trybunału ludzi o wyraźnym nastawieniu politycznym, to pretensję należy mieć tylko do posłów.

2. Posłowie oczywiście świetnie zdają sobie sprawę z tego, kogo do TK wybierają. Akceptują to, że trafiają do niego ludzie o wyraźnych politycznych przekonaniach, tacy jak np. Ewa Łętowska czy Andrzej Zoll, ponieważ w danym momencie jest to dla nich wygodne. Nie słyszałem jakoś o planach PiS, aby ten system zmienić. Wszak w miarę, jak będą się kończyć kadencje kolejnych sędziów TK, ich następców będzie mogła wyłaniać obecna koalicja. Co bardzo jej odpowiada. W ten sposób TK zostanie „odzyskany" - i tak odzyskiwała go i będzie odzyskiwać każda kolejna większość sejmowa.

3. Istnienie osobnego sądu, rozstrzygającego zgodność prawa z konstytucją jest traktowane przez wielu jako jeden z filarów demokracji. To dogmatyczne podejście, bo faktycznie, niby czemu nie mógłby tej funkcji spełniać Sąd Najwyższy? Tyle że nic by to nie zmieniło poza zmianą nazwy. W SN musiałby zostać utworzony osobny wydział, bo prawo konstytucyjne to specyficzna dziedzina, jego sędziowie byliby zapewne wyznaczani w podobny sposób jak sędziowie TK, a naciski i kontrowersje byłyby dokładnie takie same.

4. Powraca pomysł, aby orzeczenia TK podlegały zatwierdzeniu przez Sejm. To także nie jest dobry pomysł. Jeśli instytucję sądu traktujemy poważnie, to nie można się zgodzić, żeby jego orzeczenia były następnie głosowane. Równie dobrze można by wprowadzić zasadę, że wszyscy sędziowie są wybierani od nowa za każdym razem, gdy zmieni się sejmowa większość, i to spośród czynnych posłów.

5. Krytycy TK zarzucają mu, że sędziowie orzekają według własnych poglądów i wynajdują wydumane sprzeczności między zapisami Konstytucji a literą ustaw. Po pierwsze - taka jest natura sądów konstytucyjnych na całym świecie, by przywołać tylko najbardziej charakterystyczny przykład amerykańskiego Sądu Najwyższego. Po drugie - takie możliwości stworzyli sędziom twórcy Konstytucji, zawierając w niej bardzo ogólnikowe zapisy. Dziwne byłoby jednak, gdyby takich nie było, bo takie zawiera każda niemal konstytucja. Stąd pole do interpretacji dla każdego sądu konstytucyjnego jest szerokie. Robienie z tego zarzutu to robienie zarzutu samej naturze ustaw zasadniczych i sądów konstytucyjnych.


Co zrobić w taki razie, skoro działanie TK jest wyraźnie naznaczone skazą stronniczości sędziów? Albo trzeba się z tym pogodzić i uznać, że ma to jednak jakiś walor - w końcu w TK zasiadają zwykle sędziowie, wybrani jeszcze za poprzedniego Sejmu, co zapewnia w dłuższym okresie jaką taką równowagę. Albo trzeba poważnie przemyśleć sposób wybierania sędziów TK, ograniczając grono, z którego mogą zostać powoływani, np. tylko do sędziów zawodowych, tak żeby praca w TK była dla nich zwieńczeniem kariery, jak to się dzieje w USA. Można się też zastanowić, czy powinien ich wybierać Sejm, czy może powinno się to odbywać inaczej. Wątpię jednak, czy jakakolwiek siła polityczna będzie chciała zrzec się wpływu na skład TK. Albo - zrezygnujmy w ogóle z sądu konstytucyjnego. Jeśli ktoś się nie boi szaleństw polityków, pozbawionych jakiegokolwiek kagańca, niech opowie się za tą opcją. Ja jej na pewno nie poprę.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj75 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (75)

Inne tematy w dziale Polityka