Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
191
BLOG

Doktor G. został gwiazdą. Podziękujmy Ziobrze i Kamińskiemu

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 146

Mirosław G., kardiochirurg ze szpitala MSWiA w Warszawie, wyszedł wczoraj z aresztu w glorii męczennika. Mamrotał coś o spisku i skarżył się, jak to w areszcie ciężko jest. Dopiero pod koniec materiałów na ten temat w różnych telewizjach i rozgłośniach znajdowała się informacja o pozostałych - poza zarzutem zabójstwa - zarzutach, ciążących na lekarzu. Bagatela, 45 zarzutów łapówkarstwa (korupcji), zarzut znęcania się oraz zarzut narażenia na niebezpieczeństwo życia jeszcze jednej osoby.

Mirosław G. stanie się teraz symbolem takim samym jak niegdyś Hubert H. Wtedy dworcowy żul znalazł się na sztandarach „obrońców demokracji", dziś znajdzie się na nich lekarz, którego gabinet w chwili zatrzymania przez CBA był pełen drogich piór i najlepszych alkoholi. Oczywiście przypadkiem. Pewnie pan doktor dorabiał sobie, handlując tym na Allegro.

W obu przypadkach przyczyny stanu rzeczy są takie same: władza miała może i dobre intencje, ale za sprawą fatalnego wykonania i skłonności do teatralnej przesady strzeliła w stopę nie tylko sobie, ale i nam wszystkim. O Mirosława G. i jego obecny status gwiazdy oraz wynikające z tego konsekwencje nie mam pretensji do opozycji czy niechętnych rządowi mediów, ale do Mariusza Kamińskiego i Zbigniewa Ziobry. To oni zrobili z G. męczennika. Tak jak bezmyślna prokuratura zrobiła wcześniej bohatera z Huberta H.

Jarosław Kaczyński, tłumacząc, dlaczego zawiązał koalicję z Samoobroną i LPR, co i raz powtarza, że „trzeba uwzględniać realia". Innymi słowy - tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Ale jego ludzie (i on sam) zaskakująco często wydają się o tym zapominać, gdy tylko chodzi o inne kwestie niż koalicja. Ziobro i Kamiński nie działają w próżni. Konsekwencje ich działań można było doskonale przewidzieć na tygodnie naprzód. Było wiadomo, że teatralne zatrzymanie doktora wywoła komentarze takie, jak wywołało. Było wiadomo, że kajdanki na jego rękach staną się dla opozycji symboliczne. Było wiadomo, że publiczne mówienie o oskarżeniu o zabójstwo jest bardzo ryzykowne. Wiadomo było, jakie nastawienie ma władza sądownicza do władzy wykonawczej i że doktor G. może liczyć na to, że zasada in dubio pro reo zostanie w jego przypadku wykorzystana do granic możliwości i rozsądku. Wszystko to było wiadomo, a jednak szef CBA i minister sprawiedliwości nie byli w stanie powstrzymać się przed zrobieniem ze sprawy propagandowego pokazu.

A przecież można było lekarza zatrzymać dyskretniej, bez całej tej pompy. Można było wybić na pierwszy plan bardzo przecież poważne zarzuty korupcyjne i wspomnieć jedynie, że istnieją też inne podejrzenia, ale za wcześnie o nich mówić. A potem, jeśli okazałyby się zbyt trudne do udowodnienia, dyskretnie się z nich wycofać. Raban powstałby także, ale o wiele mniejszy. A w centrum znalazłoby się to, co jest największym problemem w służbie zdrowia, czyli korupcja i łapówki, a nie morderstwa, wyimaginowane być może.

Ziobro z Kamińskim doprowadzili do tego, że każda bardziej znacząca próba wyplenienia nieuczciwości w służbie zdrowia będzie od dziś przez długi czas odczytywana w kontekście sprawy G. Walka z łapówkarstwem staje się z tego powodu o wiele trudniejsza. G. zyskał status, jaki mu się z całą pewnością nie należy, zamiast występować w mediach jako zwykły lekarz łapówkarz, tyle że szczególnie znany.

Oto kolejny przykład tego, jak obecna ekipa potrafi zamienić swoje dobre intencje w ich własną karykaturę.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj146 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (146)

Inne tematy w dziale Polityka