Mieszane mam odczucia po konferencji programowej Platformy. A to głównie z powodu mojego sceptycyzmu wobec wyborczych obietnic - bo przecież de facto były to wyborcze obietnice.
Oczywiście nie mogło zabraknąć walczącej, mocno chwilami agresywnej retoryki, która jest nieodzownym elementem politycznego teatru, ale w większej dawce - a większą dawkę mamy od 2005 roku - nuży niepomiernie. Zawiódł Jan Rokita, który obraził się z wdziękiem primadonny i nie powiedział ani słowa.
Staram się odsiać gadanie o „dusznej atmosferze IV RP" od względnych konkretów, z których wiele brzmi dla mnie atrakcyjnie. Oto moim zdaniem najciekawsze:
-
Wprowadzenie częściowo większościowej ordynacji w wyborach do Sejmu. Krok w dobrą stronę, a raczej pół kroku. Mam wątpliwości, czy taki półśrodek się sprawdzi.
-
Przekształcenie Senatu. Szczegóły wymagałyby głębokiego namysłu (bo jak mieliby być wyłaniani przedstawiciele poszczególnych środowisk, jak te środowiska zdefiniować, jeśli nie mają swoich samorządów, i dlaczego akurat te, a nie inne), ale idea jest dobra, bo Senat jako kopia Sejmu (tylko z lepszą ordynacją) jest w gruncie rzeczy stratą pieniędzy. Brakuje mi tu tylko pomysłu na wykorzystanie - co na ogół robi się na świecie właśnie poprzez izbę wyższą - wiedzy byłych prezydentów, ewentualnie premierów i ministrów spraw zagranicznych.
-
Odbudowa służby cywilnej. PiS postąpił z tą strukturą w charakterystyczny dla siebie sposób: skoro istniały tam patologie, to zamiast pomyśleć nad sposobami ich naprawy, po prostu całą służbę cywilną zlikwidował. Gdyby jeszcze szło za tym bardzo jasne i jednoznaczne określenie, jakie stanowiska zmieniają się wraz ze zmianą władzy, a jakie nie - byłoby dobrze. Szczegóły oczywiście - jak gdzie indziej - do gruntownego przemyślenia, bo PiS z kolei miał rację, wskazując na wady SC w poporzednim kształcie.
-
Profesjonalna armia. Niby nikt się nie wycofał z planu, zatwierdzonego przecież przez prezydenta i premiera, a ogłoszonego przez ministra Sikorskiego (armia zawodowa do 2009 roku), ale minister Szczygło zawsze opowiadał się za utrzymaniem idiotycznego poboru, a nawet jego poszerzeniem i wszystko wskazuje na to, że chce plan profesjonalizacji po cichu utopić. Tymczasem pobór to strata pieniędzy i zaprzeczenie nowoczesnej armii.
-
Włączenie SW i SKW w struktury armii. Całkiem oczywiste rozwiązanie, którego brak sprawia dzisiaj, że nowe służby działają nieefektywnie, a minister obrony nie ma na nie wpływu, co jest po prostu nonsensem.
-
Reforma podatków i podatek liniowy. Byłoby wreszcie w miarę prosto i sprawiedliwie - podatek liniowy uważam za jedyne sprawiedliwe rozwiązanie.
-
Uproszczenie procedur związanych z działalnością gospodarczą. Oczywista sprawa.
-
Zmiany własnościowe, m.in. likwidacja użytkowania wieczystego.
-
Dokończenie prywatyzacji. Dobrze, byle uczciwie. Ale gdy spojrzy się na niedawno upublicznioną listę „strategicznych" spółek skarbu państwa, gdzie PiS umieścił m.in. uzdrowiska, to ręce opadają. Faktycznie, uzdrowiska są typowo strategicznym rodzajem działalności.
-
Elastyczniejsze prawo pracy - oby, zwłaszcza gdyby mogło ograniczyć związki zawodowe.
-
Zmiany w systemie ochrony zdrowia - ostrożne i nieradykalne. Czy coś by dały? Na pewno dobrym pomysłem jest wprowadzenie koszyka świadczeń i odpłatności za każdą usługę medyczną. PiS broni się przed tym oczywistym rozwiązaniem, zasłaniając się ideą „solidarnego państwa", czyli po prostu chcąc biedę dzielić po równo. Jak to w socjalizmie.
Ale są też punkty wątpliwe.
-
Wymieniona już częściowo większościowa ordynacja do Sejmu. Dlaczego po prostu nie postawić całkowicie na JOW-y?
-
Instytucja sędziów śledczych. Tu trzeba działać bardzo ostrożnie, bo nie ma prostej recepty na uwolnienie śledztw od politycznego nacisku. Sędziowie śledczy automatycznie tego nie zagwarantują. Może lepiej zastanowić się nad oddzielenie urzędu ministra sprawiedliwości od urzędu prokuratora generalnego? Charakterystyczne, że tej propozycji w programie PO nie ma.
-
Zgoda na unijnego ministra spraw zagranicznych. Posunięcie ryzykowne i bardzo trudne w realizacji. Przy napięciach i sprzecznościach interesów między państwami członkowskimi tworzy spore ryzyko.
-
„Gwarancja powszechnego dostępu do nauki osób dorosłych" - to jakiś dziwotwór. Jak to miałoby być robione? Kto miałby za to płacić i to organizować?
-
Utrzymanie KRUS-u, choć przy „urealnieniu składek". KRUS sam w sobie jest patologią. Rolnicy, którzy i tak otrzymali przywlej w postaci dopłat bezpośrednich, powinni być w kwestii emerytur traktowani jak inni obywatele.
I wreszcie największa wątpliwość. Wiele z tych punktów było już, i to w postaci dopracowanej, w pierwszej „Białej księdze", nad którą pracował Jan Rokita jeszcze długo przed ostatnimi wyborami, a potem w programie przedstawionym przez niego w czasie awantury w Platformie. Tylko że program programem, a realizacja realizacją. Na przykład o ułatwieniach dla przedsiębiorców mówił chyba każdy rząd od dziesięciu lat. A biurokracja ma się tymczasem świetnie.
Zmiana ordynacji do Sejmu z kolei wymagałaby być może (piszę w trybie warunkowym, bo chodzi o ordynację mieszaną) zmiany Konstytucji. Czy będzie do tego większość w nowym Sejmie? Pięć do jednego, że nie. I tak dalej, i tak dalej.
PO nie może oczywiście zakładać, że po następnych wyborach będzie mieć bezwzględną większość i wolną rękę, więc traktujmy jej program tylko jako pewne credo. Ale przynajmniej jest o czym dyskutować.
Za jedno Tuskowi jestem wdzięczny: mam nadzieję, że jego deklaracja o braku powrotu do władzy Oleksych, Millerów czy Rywinów wiąże go na dobre. Tylko - jak „Rzeczpospolita" przytacza słowa jednego z delegatów - czemu zabrakło na tej liście towarzysza Kwaśniewskiego?


Komentarze
Pokaż komentarze (53)