Galopujący Major był uprzejmy napisać długą polemikę z moim tekstem o lekarzach. Polemikę opartą niestety na przekłamaniach, manipulacjach, a tylko w części na odmiennych opiniach między mną a GM o sprawach fundamentalnych.
Pierwszą część swojego tekstu GM poświęca wykazaniu, że protesty górników na ulicach Warszawy były gorsze niż zablokowanie jednej z głównych ulic stolicy w godzinach szczytu. Ktoś w komentarzu do tekstu GM wskazał, że moja ewentualna ocena protestów górniczych nie jest przepustką do oceniania protestu lekarzy, a łączenie tych dwóch spraw to manipulacja. Nie zgadzam się z tym o tyle, że można by tu wykazać moją niekonsekwencję. Ale ja akurat jestem tu do bólu konsekwentny: górnicze protesty uważałem - i pisałem o tym w swojej gazecie - nawet nie za chamską formę protestu, ale po prostu za bandytyzm, który powinien być tłumiony z całą surowością, a organizatorzy zamieszek powinni stanąć przed sądem. Kto chce, znajdzie moje teksty o tym mówiące także w S24.
Kulą w płot jest także ten fragment postu GM:
Ponadto śmiem twierdzić, że odmowa operowania chorych, którzy nie są w stanie wymagającym natychmiastowych operacji, jest o wiele dotkliwszą formą protestu niż to czy Pan Janek spóźni się o godzinę do pracy. Ale „dyskomfort" czekającego na operację pacjenta ze zwyrodniałym biodrem już na tak wielkie współczucie Warzechy liczyć nie może. Dlaczego? Ano dlatego, że Warzecha ma zapewne całkiem sprawne biodro i jego ten problem nie dotyczy. Tymczasem gdy lekarze zablokują ulice dojazdu do miejsca pracy red. Warzechy komentator „Faktu", oczywiście do pracy spóźnić się może.
O moje ocenie strajku lekarzy pisałem również wielokrotnie - uważam tę formę za niedopuszczalną. Tyle że blokada ulicy to wyjście ze swoim protestem już nawet poza krąg ludzi w jakikolwiek sposób zainteresowanych sytuacją w służbie zdrowia. To uderzenie w całkiem przypadkowe osoby. W tym sensie jest to gorsza forma protestu.
Ostatnie zdanie z cytowanego fragmentu wynika ze złej woli i manipulacji ponieważ wyraźnie napisałem, że ja w korku na Banacha nie stałem. GM dostrzegł to na końcu swojego tekstu, ale tu posłużył się fałszywym chwytem.
Dalej GM pisze:
W swoim poście red. Warzecha przejawia typowe myślenie socjalistyczne. Otóż zdaniem redaktora lekarz to taki zawód, gdzie nie można strajkować. Można zapewne oflagować szpitale, coś tam poględzić w mediach, ale potem do roboty za te 1200 zł. Jak wyjdziesz na ulice to jest to „najbardziej chamska i agresywna forma protestu".
Istotą strajku wg, geniuszu Warzechy jest jego nieuciążliwość. Możesz strajkować tak aby pan Janek mógł dojechać do pracy, najlepiej to ogłoś głodówkę, Pan Janek przecież ma w głębokim poważaniu co je ten skorumpowany doktorek.
Jeśli niechęć wobec strajku jest przejawem socjalistycznego myślenia, to chyba GM pomyliły się kategorie. Niechęć do strajku, drogi Panie, może być przejawem różnych rzeczy, ale na pewno nie socjalistycznego myślenia.
Protesty mogą przybierać różne formy. Najmniej uciążliwą i akceptowalną w gospodarce wolnorynkowej jest strajk pracowników prywatnej firmy. Uderza głównie w samą firmę, więc może się także stać formą podcinania gałęzi, na której się siedzi, ale to już sprawa strajkujących. Jeżeli uderzy w rynek, a tym samym w konsumentów lub klientów, to w warunkach wolnego rynku miejsce strajkujących natychmiast zajmą inni, przez co uciążliwość dla konsumentów będzie niska. Przykładowo, jeśli mielibyśmy sprywatyzowaną służbę zdrowia i zastrajkowaliby lekarze w klinice X, to klinika Y chętnie przejmie ich pacjentów, dając im może nawet bonifikaty. Pięknym przykładem działania wolnego rynku w takiej sytuacji, mimo że we wciąż niestety ułomnej formie, był strajk listonoszy, którego głównym skutkiem był sukces konkurencji dla Poczty Polskiej.
Całkiem czym innym jest protest, polegający na demolowaniu miasta (górnicy) albo blokowaniu drogi (rolnicy, teraz lekarze). To protest, wymierzony w przypadkowe osoby, których związek z postulatami protestujących jest żaden, trwający w dziedzinach, gdzie nie ma wolnorynkowej konkurencji, a celem jest wywarcie nacisku na państwo. Górnicy chcą więcej z budżetu na emerytury, rolnicy - interwencyjnego skupu tego i owego, lekarze większych płac z budżetu. Jest to przykład nie tylko najordynarniejszego szantażu kosztem Bogu ducha winnych ludzi, ale na dodatek szantażu, którego skutkiem ma być wydrenowanie naszych kieszeni.
Na tego rodzaju szantaż państwo godzić się nie powinno, bo jego rolą jest stanie po stronie praworządnych obywateli. Praworządny obywatel ma prawo dojechać do pracy na czas. Jeśli ktoś mu to uniemożliwia - lekarze, górnicy, rolnicy - obojętnie, od udrożnienie ulic jest policja. I tym się powinna zająć.
W przypadku strajku lekarzy mamy także do czynienia z szantażem kosztem ludzi, których państwo zmusza do uczestniczenia w państwowym systemie opieki zdrowotnej, bo nie daje im poważnej alternatywy. Prywatne leczenie jest dzisiaj dostępne tylko dla zamożnych, bo państwo zabiera w podatku zdrowotnym olbrzymią składkę, a w zamian daje wszawy poziom usług. Jak to zwykle, gdy za coś zabiera się państwo. A zatem strajk w tym systemie, odbywający się kosztem przypadkowych osób, jest dowodem na patologię całego systemu.
Dalej GM próbuje wyśmiać ideę pozywania lekarzy za narażenie czyjegoś zdrowia na szwank. Muszę go zmartwić: taka możliwość jak najbardziej istnieje i nie są to żadne prawnicze bzdury, ale konkretne paragrafy kodeksu karnego. Co do innego rodzaju pozwów - to oczywiście moja projekcja tego, jak sprawa mogłaby wyglądać, gdybyśmy mieli system sądowniczy działający podobnie jak w USA. Choć nie dam głowy, że i polski sąd cywilny nie przyznałby odszkodowania, gdyby powód mógł wykazać, że przez lekarski protest poniósł konkretna stratę. Zaś siła wyższa, Panie GM, to np. burza, gradobicie, awaria zasilania, powódź, ale na pewno nie protest lekarzy. Tu można wskazać konkretne winne osoby.
I dalej pisze GM:
No właśnie jak, śmie ten lekarz po dyżurze, gdzie powinien odpocząć gnać do prywatnego gabinetu aby leczyć dziennikarzy „Faktu". Przecież żaden z szanownych dziennikarzy w państwowych przychodniach godzinami nie wystaje. Śmiem twierdzić, że gdyby lekarze odmówili pracy w prywatnych klinikach, to po kilku tygodniach oczekiwania elit na wizytę lekarską pieniążki szybko by się znalazły. No i gdzie mają pracować anestezjolodzy, skoro prywatnych szpitali jest nadal jak... na lekarstwo. Już dziś w szpitalach jest problem z anestezją, specjaliści powyjeżdżali. Widać te prywatne gabinety nie dla nich.
Leczenie w prywatnej przychodni to stan normalny. Nie widzę także powodu, żeby robić jakiemukolwiek pracodawcy zarzut z tego, że finansuje prywatny abonament medyczny swoim pracownikom. To raczej dowód na dobre działanie wolnego rynku.
Lekarze oczywiście nie odmówią pracy w prywatnych klinikach - i to jest najbardziej absurdalny i najsłabszy punkt wywodów GM. Po pierwsze - bo tam zarabiają o wiele więcej niż w państwowej służbie zdrowia. Po drugie - to pokazuje hipokryzję dużej części strajkujących. Odchodzą z pracy i podburzają do buntu na państwowym głównie ci, którzy mają prywatną odskocznię. Pewnie gdyby lekarze zastrajkowali we wszystkich prywatnych klinikach i przychodniach, miałoby to większy wpływ na elity. Więc czemu tego nie robią? I to jest pytanie do Pana, Panie GM.


Komentarze
Pokaż komentarze (49)