W weekend „Gazeta Wyborcza" opublikowała bardzo zabawny zapis debaty swoich publicystów z Donaldem Tuskiem. Zabawne było mianowicie to, że redaktorzy GW przesłuchiwali szefa PO absolutnie bezlitośnie, domagając się od niego, aby zadeklarował się jako zatwardziały przeciwnik PiS w każdym wymiarze i aspekcie. Ponieważ Tusk tych oczekiwań nie spełniał, więc narażał się na uwagi takie jak redaktora Stasińskiego: „Nie we wszystkich punktach przekonał nas Pan, że jesteście wyraziście przeciw PiS". (W tym miejscu lektury szczerze się obśmiałem. Wyobraziłem sobie, z jak surową miną musiał wygłosić tę naganę Piotr Stasiński. Niestety, panie przewodniczący, redaktor Stasiński nie wystawi panu cenzurki.)
Debata z Tuskiem w GW była ciekawa, ponieważ w wpisuje się w najbardziej interesującą od dawna zmianę, jaka może się dokonać na scenie politycznej. To jest zmiana strategiczna i rozciągnięta na dłuższy okres, dlatego nie zajmuje wiele miejsca w bieżących analizach, choć pisało o niej już kilka osób. Chodzi o zmianę partii, obsadzającej biegun przeciwny PiS-owi. Na razie obsadza go PO - nawet jeśli z punktu widzenia programu i poglądów wcale na przeciwległym biegunie nie jest. Wszystko wskazuje na to, że takiej zmiany życzy sobie Jarosław Kaczyński, żeby postawić sceptycznych wobec PiS wyborców wobec jaskrawej alternatywy: albo Polska Kwacha, albo IV RP. Czy JK również aktywnie wspiera ten kierunek, choćby przez retoryczne podkreślanie swojej opozycji właśnie wobec lewicy, a nie PO? Wydaje się, że tak, choć są i tacy, którzy twierdzą, że na retoryce się nie kończy.
Donald Tusk próbuje przekonywać, że Polacy mają wybór nie tylko zero-jedynkowy. Tak robił w sobotnim wywiadzie dla „Faktu". Tak starał się kierować dyskusję w GW, niuansując pewne sprawy i odmawiając wzięcia udziału w totalnej nagonce na partię rządzącą, do której zagrzewało go redaktorstwo z „Gazety".
Jednak liderzy PO nieoficjalnie sygnalizują, że rozumieją niebezpieczeństwo i widzą je wyraźnie. Mają jednak nadzieję, że manewr przestrojenia świadomości wyborców potrwa dłużej niż pozostało czasu do najbliższych wyborów.
Zastanawia mnie w tym postawa ludzi z GW, którzy tak prowadzili rozmowę, jakby chcieli zasugerować Tuskowi, że powinien w radykalizmie antyPiS-owskim ścigać się z LiD-em. Tusk odmówił udziału w zabawie - chwała mu za to. Czy redakcja GW wiedziała, że tak będzie? Zapewne. Czemu zatem miało to służyć? Pokazaniu, że Platforma nigdy nie będzie tak radykalnie antyPiS-owska jak LiD? Może to już zbyt spiskowa teoria.
Wątpię, czy strategia Tuska w dłuższym okresie będzie skuteczna i czy istnieje odpowiednia atmosfera, żeby przekonać Polaków do jakiejś trzeciej drogi, podczas gdy świadomość większości z nich jest opanowana przez siatkę myślową, jaką narzuciło im ostatnie kilkanaście miesięcy. Poza tym jeżeli Tusk chce przenieść propozycje i przesłanie swojej partii na inną płaszczyznę niż ta, na której trwał dotąd konflikt - wyjść z nimi z pokoju, gdzie naparzać się będą PiS z LiD-em - to może się okazać, że znalazł się wprawdzie poza płaszczyzną konfliktu, ale tym samym także poza obszarem, który wyborcy będą brać pod uwagę przy urnach.


Komentarze
Pokaż komentarze (57)