Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
67
BLOG

Trzymam kciuki za Braci

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 64

Rzadko kiedy z Sejmu przychodzi budujący przykład. Tym razem taki przyszedł w postaci uchwały, popierającej rząd w staraniach o głosowanie systemem pierwiastkowym, nazywanym przez rząd - nie bez powodu - systemem równego wpływu. Wiem oczywiście, że partyjni liderzy kierowali się także własnym interesem. Sprawa ma przecież niebagatelne znaczenie wizerunkowe. Ale kryło się w tym także myślenie w kategoriach racji stanu (taką przynajmniej mam nadzieję i proszę mnie jej nie pozbawiać). Okazało się, że Platforma jest w stanie dogadać się z PiS-em w sprawie tak zasadniczej i poprzeć polskie stanowisko, a Liga Polskich Rodzin potrafi odpuścić sobie swoje zwykłe rozrabiactwo i zagłosować za projektem Platformy. Może i było to wszystko wymuszone okolicznościami, na pewno nie całkiem spontaniczne, ale mimo to warto powiedzieć: w tym jednym wypadku pokazaliście, panowie, klasę.

Klasy nie pokazał za to SLD. Nie wiem, jaka była główna kalkulacja Sojuszu. Czy chodziło przede wszystkim o odróżnienie się od PiS, czy o wizerunek w oczach zachodniej lewicy (i nie tylko). Tak czy owak - był to błąd, co stwierdził dzisiaj nawet Leszek Miller (od kiedy przestał być premierem, jeden z rozsądniejszych ludzi na lewicy). A błąd w polityce to, jak wiadomo, gorzej niż zbrodnia.

Usiłowałem słuchać wypowiedzi Olejniczaka na konferencji, podczas której wyjaśniał motywy działania swojej partii, ale słuchać się tego nie dało. Był to po prostu stek bzdur, wyświechtanych kalk, pomijających całkowicie twarde dane i fakty.


Trudno w krótkim tekście wytłumaczyć, o co tak naprawdę chodzi w tych negocjacjach, ale sprowadzanie wszystkiego do słynnego pierwiastka - z którego potem można się naśmiewać - to nieporozumienie. Zresztą sama metoda pierwiastkowa została opracowana jeszcze w latach 50., a podczas obrad nad traktatem nicejskim proponowali ją - jako sprawiedliwszą niż rozwiązanie ostatecznie przyjęte - Szwedzi.

Podstawową sprawą wydaje się przyjęcie - o czym już pisałem - że państwa UE, owszem, mają pulę wspólnego interesu, ale też mają wciąż partykularne, oddzielne lub wręcz przeciwstawne interesy narodowe. Te interesy realizują w ramach instrumentarium, jakiego dostarczają traktaty. W interesie dużych państw leży system, który da im możliwość łatwego sformowania mniejszości blokującej, czyli zgromadzenia grupy państw, bez których zgody nie da się w Radzie UE podjąć decyzji. W naszym interesie leży, aby system głosowania pozwalał nam i krajom o podobnej historii, ekonomii i interesach regionalnych - czyli grupie potencjalnych sojuszników w stosunkowo największej liczbie zagadnień - łatwo sformować taką mniejszość. Nie chodzi tu o to, żeby coś co chwila blokować, ale po prostu o to, żeby było wiadomo, że taka mniejszość może powstać. Nie musi wcale dochodzić do głosowania. Jeśli jakiś organ Unii proponuje prawo, które może napotkać taki skuteczny opór, jego zwolennicy nie prą do głosowania, ale rozmawiają z potencjalnymi oponentami, negocjują, ustępują. I o to nam właśnie chodzi - żeby trzeba było z nami rozmawiać, na przykład kiedy dojdzie do regulowania spraw, związanych z finansami, a podlegających głosowaniu większościowemu.

Traktat proponował rozwiązanie, w którym niemiecka siła blokowania byłaby ponad dwukrotnie większa od polskiej, podczas gdy według traktatu nicejskiego różnica sięga ledwie paru punktów procentowych. W polskiej propozycji różnica to niecałe 20 punktów (wyliczenia UKIE). Wyraźnie więcej niż wg traktatu z Nicei - i słusznie - ale też wyraźnie mniej niż w propozycji TK.

Jest naturalne, że Niemcy - największy płatnik UE - chce mieć jak największą siłę głosu. I jest także naturalne, że jak największą siłę chcemy mieć my. System, zaproponowany w Traktacie Konstytucyjnym, w niebywały sposób zwiększa rozziew między siłą głosu najliczniejszych państw a nami, o najmniejszych państwach nie wspominając. Głos Polski (dziś, wg traktatu z Nicei - przypominam - najliczniejsze kraje mają po 29 głosów, my i Hiszpania - 27) zostałby drastycznie osłabiony w stosunku do traktatu nicejskiego.

Co ciekawe, rzadko się wspomina - zwłaszcza w mediach niechętnych stanowisku rządu (bez wskazywania palcem) - że w polskiej propozycji Niemcy de facto zyskują. Przecież TK nie wszedł w życie, nie obowiązuje, a więc siła głosu tam opisana jest w gruncie rzeczy wirtualna. Niemcy mogą natomiast zyskać w polskim systemie w stosunku do systemu nicejskiego - sprawiedliwie przyznaje im on najsilniejszy głos, tyle że spłaszcza całą piramidę siły głosów.

Jak by nie patrzeć, polska propozycja jest dobrze udokumentowana, poparta rozsądnymi argumentami i z naszego punktu widzenia jak najbardziej uzasadniona. Brednie o naszym rzekomym osamotnieniu świadczą albo o złej woli, albo o nieznajomości unijnych mechanizmów. Na kwestię sposobu głosowania nakłada się bowiem cała siatka skomplikowanych interesów, co sprawia, że wielu naszych potencjalnych sojuszników - głównie państw średniej wielkości, typu Holandii czy Belgii - dzisiaj milczy. Co nie przeszkodzi im w przyszłości zająć być może korzystnego dla nas stanowiska.

Nasi negocjatorzy nie walczą w tej chwili o sam sposób głosowania, ale o to, aby konferencja międzyrządowa rozpoczęła dyskusję nad polską propozycją. Gdy ta się rozpocznie, nasze stanowisko nie będzie sztywne - rząd chce, żeby polski projekt był punktem wyjścia do dyskusji. Nikt nie stawia sprawy na ostrzu noża. Groźby weta dotyczą jedynie sytuacji, w której polski postulat rozpoczęcia dyskusji zostałby całkowicie zignorowany.

Moim zdaniem do tego nie dojdzie. Są powody do umiarkowanego optymizmu. Wbrew pozorom i mimo wywiadu w „GW", który miał nas chyba w zamyśle przekonać, jakimi to złymi będziemy Europejczykami, jeśli nie zgodzimy się na niekorzystny dla nas system głosowania, Nicolas Sarkozy wysłał w Warszawie pozytywny sygnał: wasza propozycja jest zasadna i rozsądna, można o niej rozmawiać. I o to chodzi.

Tu naprawdę warto odstawić na bok partyjne i ideowe sympatie i antypatie. Ja mówię wprost: w tej sprawie trzymam kciuki za Braci, i to trzymam bardzo mocno. I za naszych nieprawdopodobnie ciężko pracujących, choć pozostających w cieniu, negocjatorów: Ewę Ośniecką i Marka Cichockiego.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj64 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (64)

Inne tematy w dziale Polityka