Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
47
BLOG

Unijny teatr

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 13

W Salonie24 trwa debata o sposobie głosowania w Radzie Unii Europejskiej, tak samo intensywna jak w samej Unii. Szkoda tylko, że krytycy rządu posługują się w tej dyskusji argumentami, nie odnoszącymi się do substancji i politycznej rzeczywistości, ale będącymi elementami dyplomatycznego teatru, normalnego przy okazji każdego sporu wewnątrz UE.

Jednym ze sztandarowych argumentów jest, że z naszym postulatem „zostaliśmy sami". Nie jest to prawda nawet oficjalnie, ponieważ otwarcie poparły nas Czechy. Ale nie byłoby powodu do niepokoju nawet, gdyby dziś oficjalnie nie popierał nas żaden kraj członkowski. W UE przeplata się tak wiele rozmaitych interesów, że wyrażenie swojego poparcia w danej sprawie - lub nie - jest po prostu częścią taktyki, służącej zwiększeniu korzyści. Państwa, które mogą zyskać na zaproponowanym przez nas sposobie głosowania, trzymają karty przy orderach, bo nie chcą dać Berlinowi okazji do przygotowania kontruderzenia - np. poprzez włączenie do mandatu konferencji międzyrządowej (IGC) rozwiązań dla tych państw niekorzystnych, aby wymóc na nich wycofanie się z poparcia dla Polski. Znana jest doskonale taktyka wypuszczania zająca - w danej sprawie najtwardziej bije się państwo, któremu najbardziej na niej zależy, przyjmując na siebie najmocniejsze uderzenie przeciwnika, a w zrobiony przez to państwo wyłom wciskają się dopiero później inni. Oczywiście najlepiej być zającem tak rzadko, jak się da, ale akurat w tej sprawie nie mamy specjalnego wyboru.

Tak samo częścią negocjacyjnego teatru są oficjalne wypowiedzi przedstawicieli różnych państw - z Polską włącznie. Warszawa, grożąc wetem, pokazuje swoją determinację, ale - z czego mało kto z krytyków postawy rządu chyba zdaje sobie sprawę - ta determinacja dotyczy jedynie samego otwarcia dyskusji na temat systemu głosowania, a nie samego systemu. To nie jest tak, że jeżeli nasz postulat nie zostanie zaakceptowany bez poprawek, Polska zerwie IGC. Ta groźba dotyczy jedynie sytuacji, gdy prezydencja nie dopuści do rozmowy o zmianie systemu zaproponowanego w traktacie konstytucyjnym. Trzeba przyznać, że postulat otwarcia dyskusji nie jest nadmiernie wygórowany.

Częścią teatru są deklaracje takie jak Hansa-Gerta Pötteringa, który na Zjeździe Gnieźnieńskim wygłosił przemowę, nie zawierającą żadnych konkretów, ale za to bogato przetykaną sformułowaniami o europejskiej solidarności, możliwym paraliżu Unii itd. Gdy przyjrzeć się podobnym przemówieniom, niewiele z nich zostaje. Czy sposób głosowania ma coś wspólnego z europejską solidarnością? Zapewne, ale wszystko zależy od tego, jak ją rozumiemy i definiujemy. W mojej opinii system zrównoważonego wpływu, proponowany przez Polskę, jest z tą ideą bardziej zgodny niż zwykły system podwójnej większości. Nie jest też prawdą, że jeśli Polska nie zgodzi się na proponowany przez prezydencję system, nastąpi jakiś paraliż Unii. Unia działa sprawnie w obecnie obowiązującym systemie nicejskim i tak samo będzie działać, jeżeli nie nastąpi reforma instytucjonalna. UE radziła sobie z podobnymi trudnościami wiele razy w przeszłości i podobnie poradzi sobie teraz. Przekonywanie nas, że możemy się stać sprawcami jakiejś katastrofy to nic innego jak część taktyki naszych oponentów.

Obie strony sporu posługują się także innymi klasycznymi metodami, takimi jak dostarczanie argumentów mediom. W mediach niemieckich w zasadzie panuje konsens co do niemieckiego stanowiska. W mediach polskich sytuacja nie jest już tak jednoznaczna, co zresztą może i dobrze o nas świadczy. Inna sprawa, że niemiecki urząd kanclerski i ichniejszy MSZ stosują o wiele bardziej profesjonalne metody urabiania kręgów opiniotwórczych niż to się dzieje u nas, gdzie cały ciężar tych i innych działań spoczywa na raptem kilkunastu osobach z UKIE.

Ten teatr będzie trwał do ostatniej chwili. Jeśli czwartkowo-piątkowy szczyt przystanie na włączenie do mandatu kwestii głosowania, jak chce Polska, będziemy mieli dalszy ciąg przedstawienia aż do IGC oraz podczas samej konferencji. W Unii w takich razach gra nerwów trwa do samego końca, a statystami w przedstawieniu stają się dziennikarze, którym co chwila sprzedaje się takie i inne informacje, prawdziwe lub nie, żeby wpłynąć na oponentów.

Lamentujących nad naszym rzekomym wyizolowaniem i awanturnictwem proszę o bardziej krytyczny stosunek do tego, co im się podsuwa. Gramy w tę grę według reguł całkiem w Unii normalnych i akceptowanych przez wszystkich graczy, nawet jeśli mówią inaczej. Kto tego nie pojmuje, jest po prostu mocno naiwny.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj13 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka