Zelektryzowała mnie informacja, jaką umieścił Igor Janke na swoim blogu - o występie Anny Fotygi na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych UE w Luksemburgu. Potwierdziłem ją, niestety, z dobrze poinformowanego źródła. Podobno występ minister Fotygi wywołał konsternację i kompletne pomieszanie. Nasz dotąd klarowny postulat wprowadzenia do mandatu systemu głosowania utonął w nagłej powodzi kilkudziesięciu innych zastrzeżeń. Skonfundowany minister spraw zagranicznych Czech miał po cichu prosić członków polskiej delegacji, żeby powstrzymali słowotok Fotygi. Bez skutku. Misternie budowana siatka poparć i ukrytych sojuszy grozi zawaleniem.
Z innego źródła dowiedziałem się niedawno, że pan prezydent po dokładnej lekturze projektu traktatu doszedł do wniosku, że nie podoba mu się z nim znacznie więcej rzeczy niż tylko system głosowania i postanowił te kwestie forsować za wszelką cenę. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że Fotyga działała w Luksemburgu z inspiracji Pałacu.
To podstawowe błędy negocjacyjne! W naszej sytuacji powinniśmy walczyć o jedną, najważniejszą sprawę, a nie otwierać 20 nowych frontów. Jedyna nadzieja w tym, że w ogólnym chaosie nikt już za bardzo nie wie, o co chodzi. Być może nasi partnerzy sądzą, że to jakiś chwyt taktyczny.
Nasi negocjatorzy będą mieć w Brukseli potwornie trudne zadanie, bo wygląda na to, że pojedzie jednak pan prezydent - znacznie mniej od brata sprawny w stresujących sytuacjach, a do tego stanowiący niestety jedną drużynę z minister Fotygą. Ta zaś z pewnością utrudni Cichockiemu i Ośmieckiej wpływanie na Lecha Kaczyńskiego, bo od początku pozostawienie negocjacji w rękach tych dwojga jest dla niej kamieniem obrazy.
Kolejny raz potwierdza się moja opinia o Annie Fotydze jako osobie absolutnie nieodpowiedniej na stanowisko szefa dyplomacji. Można mieć tylko nadzieję, że szerpowie w jakiś sposób opanują sytuację. Trudno jednak wprowadzać w życie spójną taktykę negocjacji, gdy ma się w swojej drużynie nieodpowiedzialnego dyletanta.


Komentarze
Pokaż komentarze (69)