Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
67
BLOG

Jeśli mamy wygrać, powinien jechać premier

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 59

Nie rozumiem postawy premiera Kaczyńskiego. W przeddzień szczytu w Brukseli docierają do niego sygnały o tarciach pomiędzy minister Anną Fotygą a polskimi negocjatorami. Ci ostatni zdołali - dzięki mozolnej, wielodniowej dyplomacji, rzec można: pracy organicznej - spowodować, że projekt mandatu obejmuje w zasadzie wszystkie sprawy, na których Polsce zależało, a przede wszystkim kwestię sposobu głosowania. Inne sprawy, które w projekcie się pojawiają - według mojej wiedzy - to m.in. zapis, zgodnie z którym zmiany w traktatach mogą także zmniejszać, a nie jedynie zwiększać kompetencje UE, zrezygnowanie z symboli państwowości czy - co bardzo ważne - niezawieranie w nowym traktacie zasady pierwszeństwa prawa UE przed prawem krajowym. Podkreślam jednak, że są to wyłącznie kwestie zawarte w projekcie mandatu, czyli potencjalnie - jeżeli mandat w takiej postaci zostanie w czwartek i piątek uchwalony - wyznaczające zakres dyskusji podczas IGC. Mimo to są to te sprawy, na których nam zależało.

Anna Fotyga tymczasem udzieliła wczoraj wieczorem PAP-owi wypowiedzi, z której wynikało, że jest skrajnie zawiedziona „sposobem formułowania mandatu przez prezydencję niemiecką". I stało się to w momencie, gdy projekt dokumentu zawierał już nasze postulaty! Ekipa polskich negocjatorów przyjęła tę wypowiedź z niedowierzaniem.

Według moich źródeł, nasi negocjatorzy są poważnie zaniepokojeni kolejnymi szarżami minister Fotygi, która rozbija naszą negocjacyjną taktykę. Wiem, że z tych obaw zdaje sobie sprawę premier, a mimo to to nie on zamierza pojechać na jutrzejszy szczyt. Gdyby reprezentował nas Jarosław Kaczyński, byłbym dużo spokojniejszy. Prezydent jest znacznie bardziej chimeryczny, znacznie bardziej emocjonalny, a to są cechy, które - w połączeniu z obecnością Anny Fotygi - mogą fatalnie zaważyć na rezultatach. Bo przecież projekt mandatu projektem, ale trzeba go jeszcze zatwierdzić. A tu będą stosowane wszelkie możliwe i widziane na poprzednich szczytach środki. Lech Kaczyński nie ma tu żadnego doświadczenia, ma za to impulsywny charakter. Będą pokrzykiwania, naciski, próby izolowania, obraźliwe słowa. To wszystko trzeba umieć wytrzymać. Trzeba cały czas trzeźwo rozumować i nie dać się wyprowadzić z równowagi. Ani Lech Kaczyński, ani Anna Fotyga nie dają takiej gwarancji.

Negocjatorzy na szczycie będą, ale nie w ścisłym kręgu głów państw i ministrów spraw zagranicznych. Nie będą mieli możliwości interwencji.

Anna Fotyga oczywiście musi na szczyt jechać - niestety - jest ministrem. Ale skoro istnieje wybór - prezydent czy premier - trzeba mieć nadzieję, że Jarosław Kaczyński odstawi na bok sentymenty wobec brata, przypomni sobie swoje chwile irytacji na Radach Ministrów, gdy uciszał bredzącą bez końca Fotygę i dotrze do niego, że jeżeli nasza szansa nie ma się zmarnować, to na szczyt powinien jechać on, a nie jego brat.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj59 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (59)

Inne tematy w dziale Polityka