Anny „Rokokowej Latarni" Fotygi nie zdzierżył już nawet Paweł Zalewski, wiceprezes PiS. W sposób dla siebie charakterystyczny, czyli wstrzemięźliwy, powiedział w Tok FM o tym, co od dawna wiadomo: że Anna Fotyga nie potrafi odpowiedzieć na komisji spraw zagranicznych na pytania, dotyczące wyników szczytu oraz że w kilku kluczowych stolicach nie mamy wciąż ambasadorów - w tym w Lizbonie, co jest szczególnie skandaliczne, biorąc pod uwagę, że właśnie zaczęła się portugalska prezydencja.
Pani minister na obradach komisji była zaiste rozczulająca. Jej tłumaczenie, że sposób funkcjonowania Joaniny został uzgodniony poprzez gentlemen's agreement, było słodkie. Dobrze, że na tej samej zasadzie nie uzgodniliśmy np. z Niemcami kwestii granicy na Odrze. W wielu natomiast sprawach, ze względu na ważny interes państwa, miała obowiązywać tajemnica. Może i słusznie, bo gdyby ogrom niekompetencji pani minister został w pełni ujawniony, faktycznie dla interesu kraju mogłoby to być zagrożeniem.
Ze szczytowych smaczków dotarł do mnie jeszcze jeden. Pan prezydent opowiadał (także w wywiadzie w „Fakcie"), jak to uzgadniał rezultaty z Sarkozym, Blairem i Merkel. Okazuje się jednak, że „uzgadniał" to chyba za dużo powiedziane. Jedna z osób, obecnych w Brukseli, opowiedziała mi, jak panowie Blair z Sarkozym mieli wziąć naszego prezydenta pod ręce i zaprowadzić go do pomieszczenia, gdzie nad rozwiązaniem kryzysu biedzili się najważniejsi szefowie państw. Niestety, pan prezydent nie wziął z sobą tłumacza (czy też tłumaczki). Nie wiem, czy Państwo zdają sobie sprawę z tego, co to oznacza. Szczwane polityczne lisy, jakimi są były już premier Wielkiej Brytanii oraz prezydent Francji, zastosowały klasyczny chwyt negocjacyjny, używany wobec zagubionego i niepewnego siebie partnera, nie znającego w dodatku nawet angielskiego. W takich okolicznościach komuś takiemu można wcisnąć dosłownie wszystko, utrzymując jego iluzję, że jest traktowany po partnersku.
Szczyt to jedna rzecz, chaotyczna sytuacja w MSZ to druga. Za choćby jedną z tych spraw głowa pani minister powinna dawno już polecieć. I co w związku z tym robi Platforma? Zapowiada wniesienie o wotum nieufności wobec pani Fotygi.
Teraz jestem już całkowicie przekonany, że PO działa z czysto cynicznego interesu partyjnego wbrew polskiej racji stanu. Wniosek o wotum nieufności wobec pani minister, złożony przez opozycję, zapewnia jej kolejne tygodnie albo i miesiące spokojnego dezorganizowania polskiej polityki zagranicznej. Jest bowiem całkiem jasne, że Jarosław Kaczyński, jeżeli nawet odwołanie Anny Fotygi chodziło mu po głowie, teraz tego nie zrobi. I jest to logiczne: żaden polityk nie może pozwolić, żeby opozycja dyktowała mu, kogo ma odwołać a kogo nie. A wniosek oczywiście nie ma w Sejmie szans.
***
Z zupełnie (a może tylko częściowo) innej beczki.
Przytaczam ładną anegdotę, którą podczas otwarcia konferencji Wilton Park w Centrum Europejskim w Natolinie opowiedział dzisiaj były brytyjski minister ds. europejskich Denis Macshane.
Jestem deputowanym do Izby Gmin z typowo przemysłowego miasta w hrabstwie Yorkshire. Idę sobie kiedyś ulicą i nagle zaczepia mnie mój wyborca [większościowy system wyborczy sprawia, że wyborcy znają dobrze swoich przedstawicieli w Izbie Gmin].
- Denis - powiada oskarżycielskim tonem - ty chcesz, żebyśmy byli w Europie!
- Ale... - próbuję odpowiedzieć.
- Nie zaprzeczaj! Słyszałem cię w telewizji, chcesz, żebyśmy byli w Europie.
- To znaczy...
- Chłopie, czy ty nie rozumiesz? My jesteśmy w Yorkshire, nam tu żadna Europa do niczego nie jest potrzebna.
- Jeśli ci chodzi o takie rzeczy jak Unia Europejska czy Wspólnota Europejska, to jesteśmy w nich już od ponad 30 lat.
Wyborca się zdumiał, trochę cofnął i mówi:
- Tak?... No to patrz, jak nas kiepsko informują.
Morał może sobie każdy wyciągnąć, jaki chce.


Komentarze
Pokaż komentarze (59)