Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
98
BLOG

Czy Jarosław Kaczyński uda, że to deszcz pada?

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 102

Czy jest coś złego w tym, że politycy jadą na pielgrzymkę do Częstochowy? Absolutnie nie. Ale żeby takie wydarzenie właściwie ocenić, trzeba wziąć pod uwagę kontekst. Jeżeli polityk jedzie prywatnie i bez rozgłosu, kieruje nim autentyczna religijna potrzeba. Jeżeli jedzie na duże wydarzenie, nie mające państwowej rangi, w ramach swojej funkcji i zabiera na nim głos, to znaczy, że piecze swoją polityczną pieczeń. To usiłowali zrobić wczoraj Jarosław Kaczyński, Roman Giertych i Andrzej Lepper. Do tego także mają, moim zdaniem, prawo, natomiast łączy się to zawsze z ryzykiem i politycznymi kosztami.

Kościół ma oczywiście pełne prawo wypowiadać się w sprawach społecznych i państwowych, choć jego hierarchowie powinni sobie dobrze zdawać sprawę, kiedy stają się bezpośrednimi aktorami czy może raczej statystami politycznej rozgrywki, co - moim zdaniem - dobre dla nich nie jest. W tym wypadku tak było.

Jarosław Kaczyński wygłosił na Jasnej Górze przemówienie, mające umocnić jego pozycję wśród wyborców w typie tych obecnych pod klasztorem. To także jest zrozumiałe. Jednak premier ma niezwykłą zdolność przemawiania w taki sposób, żeby nie tylko zjednać sobie obecnych w danym miejscu, ale jednocześnie zrazić do siebie swoich umiarkowanych sympatyków, potencjalnych wyborców i centrum w ogóle. Do kategorii takich stwierdzeń należała słynna wypowiedź o tym, gdzie stało ZOMO. Tym razem była to wypowiedź o tym, że „tu jest Polska".

Premier świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że ojciec Rydzyk jest sprzymierzeńcem ryzykownym, postacią, delikatnie mówiąc, nieciekawą i problemem dla samego Kościoła. Zdaje sobie znakomicie sprawę ze specyficznej roli Radia Maryja i z kastowej mentalności części jego słuchaczy (części, bo na pewno nie wszystkich, co warto podkreślić). Mówiąc podczas ich spotkania „tu jest Polska", postawił poza nawiasem wszystkich tych, którzy do aktywności radia mają stosunek sceptyczny lub niechętny. Swoim przeciwnikom dał sposobność do ataku. Czy można wierzyć, że zrobił to przypadkiem? Być może. Jedno jest jasne: przymierze Jarosława Kaczyńskiego z ojcem Rydzykiem jest całkowicie cyniczne i pragmatyczne. Wszystkie słowa podziwu i respektu z obu stron są wygłaszane z wyrachowania. To po prostu przymierze dwóch niezbyt lubiących się działaczy politycznych, zawarte z musu (takie przynajmniej uzasadnienie obaj chcieliby zapewne widzieć), na podobnej zasadzie, co przymierze z Lepperem. Jeśli więc, mimo tej świadomości, Jarosław Kaczyński namaszcza słuchaczy Radia Maryja na sól polskiej ziemi, jest to wielka arogancja wobec wszystkich pozostałych swoich wyborców i innych obywateli w ogóle.

Ale tutaj wkracza nowy wątek: taśmy Rydzyka. Czy są prawdziwe? Tego na sto procent oczywiście nie wiadomo. Nie chce mi się wierzyć, żeby koledzy z „Wprost" wypuścili je do publiczności, nie weryfikując bardzo drobiazgowo ich autentyczności. Ojciec Rydzyk zresztą nie zaprzeczył wprost ich prawdziwości; mówi tylko o „prowokacji", co jest nic nie znaczącym wytrychem słownym, mogącym jakoś przekonywać samych fanów ojca dyrektora, ale absolutnie nic nie wyjaśniającym. Ja w każdym razie jestem w stanie uwierzyć, że o. Rydzyk mógł takie stwierdzenia wygłosić.

Jeśli tak, stawia to premiera w arcytrudnym położeniu. Już przedtem stosunek prezydenta do o. Rydzyka był wybitnie niechętny. W prywatnych rozmowach prezydent wyraża się o nim w ostrych słowach. Jeżeli teraz jego brat będzie udawał, że to tylko pada deszcz, oznacza to ogromne upokorzenie i zgodę na traktowanie prezydenta bez najmniejszego respektu. A przecież prezydent na tym punkcie jest uczulony wręcz do przesady. Zakładam, że pomiędzy Jarosławem, dla którego - co widać było wczoraj - Radio Maryja jest jednak cennym sprzymierzeńcem (takie są konsekwencje odsunięcia się od centrum) a mniej pragmatycznym i bardziej otwartym ku lewej stronie Lechem, któremu o. Rydzyk zalazł za skórę, może wybuchnąć spór. Chyba że Jarosław Kaczyński dojdzie jednak do wniosku, że na sojuszu z redemptorystą więcej traci niż zyskuje.

Takie są skutki przesuwania się ku ekstremum.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj102 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (102)

Inne tematy w dziale Polityka