Odejście Andrzeja Leppera powinno mnie cieszyć, ale nie cieszy. Lepper w ogóle nie powinien znaleźć się przy władzy, ale został do niej dopuszczony przez PiS z powodów czysto pragmatycznych i z tak samo pragmatycznych powodów zmuszono go teraz, żeby się z nią pożegnał. Nie ma to nic wspólnego z nagłym podniesieniem norm etycznych w polskiej polityce, a wczorajszy występ premiera, który mówił o równych dla wszystkich standardach był teatrem dla gawiedzi. Zresztą Lepper żegnał się już raz z władzą, po czym został przywrócony do łask.
Zgadzam się z Jerzym Markiem Nowakowskim, że nie chodzi tu o przykrycie taśm Rydzyka. To nie ta skala. Gdyby o to chodziło, odpowiednim przykryciem byłby jakiś kolejny dziadek Tuska z Wehrmachtu albo billboardy PZU, a nie cios w koalicję.
Wariantów wyjaśnienia wczorajszych ruchów jest kilka i nikt nie jest chyba tak mądry, żeby orzekać, który jest trafny. Mnie najprawdopodobniejsze wydają się dwa.
Pierwszy - dość oczywisty - jest taki, że mamy do czynienia z planowanym od jakiegoś czasu ruchem, mającym na celu utrzymanie możliwie silnej pozycji PiS po przyspieszonych wyborach, zanim przybiorą na sile zjawiska, które musiałyby się na tej pozycji odbić negatywnie. Po pierwsze - zwykłe zmęczenie partią rządzącą, normalne w demokracji. Po drugie - rosnąca siła opozycji, wynikająca z poprzedniego zjawiska oraz być może wzmocniona, jeżeli LiD będzie potrafił dobrze się odnaleźć, w co, szczerze mówiąc, bardzo wątpię. Po trzecie - narastające postulaty grup interesów, dziś widoczne w postaci pielęgniarek, lekarzy, nauczycieli.
Jeżeli mamy do czynienia z tym wariantem, to JK dokonał właśnie bardzo sprytnego posunięcia, kolejny raz zajmując pozycję rozdającego, wybiegając do przodu i zmuszając przeciwników do wysilonego biegu tuż przed wakacjami. Raz, że PiS musiał czynić wewnętrzne przygotowania do wyborów, więc jest jedyną gotową do nich partią. Potwierdzeniem tej hipotezy byłby stosunkowo szybki termin nowych wyborów. Dwa, że przy okazji koalicja pozbywa się Leppera i Samoobrony i JK może powiedzieć: proszę bardzo, dla nikogo nie ma taryfy ulgowej, nie zawahałem się nawet przed wyrzuceniem z rządu wicepremiera z koalicyjnej partii, bo mam zasady. To oczywiście teatrzyk, ale do wielu może przemówić (oto „Jarosław Sprawiedliwy").
Zobaczymy, co się teraz będzie działo. Czy będą próby wyciągania posłów z SO, czy nastąpi powrót „marnotrawnych", czy będzie gra na przeczekanie, czy też po prostu samorozwiązanie Sejmu.
Jest jeszcze drugi wariant, niekoniecznie alternatywny wobec poprzedniego. Być może Lepper zamieszany jest faktycznie w aferę tak gigantyczną, że trzeba go było usunąć już teraz, gdyby bowiem wyszła ona na jaw później, wraz z informacjami, że wiedział o niej premier i nic nie zrobił, oznaczałoby to pociągnięcie rządu w dół. Nie mam złudzeń, że CBA działało tutaj jako niezależna instytucja.
W sumie, jeżeli jest to mistrzowskie i przemyślane posunięcie JK, co wydaje się bardzo prawdopodobne, to jest ono przykładem politycznej doraźności w najgorszym sensie tego pojęcia. Tak jak wizja sanacji kraju, którą PiS usiłował urzeczywistniać, była mocno fragmentaryczna i niespójna, tak trudno mieć nadzieję, że najnowszy manewr służy czemuś innemu niż tylko utrzymaniu samej władzy (także w sensie dobrego wyniku w nowych wyborach). A po co? To się potem wymyśli.


Komentarze
Pokaż komentarze (54)