Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
80
BLOG

O "młodych wykształconych" raz jeszcze

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 76

Bardzo się cieszę, że trwa w Salonie24 dyskusja o „młodych, wykształconych, z dużych miast" czy też - jak chcieliby niektórzy - „wykształciuchach". Tym mi przyjemniej, że miałem jakiś udział w jej rozpoczęciu.

Mieliśmy więc głosy Igły, potem Platosa, następnie Muada. Czytając je i pojawiające się pod nimi komentarze, nie mogę niestety (proszę o wybaczenie, jeśli całkowicie lub w wielu przypadkach się mylę) pozbyć się wrażenia, że zwolennicy dzisiejszej władzy znowu prezentują tu myślenie „od końca". Czyli nie piszą tego, co piszą, bo zawsze tak uważali, a przypadkiem akurat rządzą dziś ludzie, którzy myślą podobnie, tylko odwrotnie: najpierw słuchają, co ta władza myśli i jakich poglądów oczekuje, względnie, jakie wyznaje, a następnie zbierają argumenty na daną tezę.

W tym wypadku rzecz wygląda tak: wyborcy PiS nie rekrutują się w większości spośród ludzi młodych, z wyższym wykształceniem i z większych miast. (PiS, konstruując parę lat temu profil swojego potencjalnego elektoratu doszedł do wniosku, że najłatwiej będzie go zdobyć gdzie indziej; takie ukierunkowanie to skutek pragmatycznej politycznej kalkulacji, a nie jakiejś moralnej oceny tej czy innej grupy społecznej.) Czyli - trzeba uzasadnić, dlaczego ci ludzie są, ogólnie rzecz biorąc, „źli" i nie zasługują na to, żeby ich opinie i poglądy były uwzględnione przy budowaniu lepszej Polski. Dobrzy są ci, których PiS dopieszcza, przynajmniej werbalnie, czyli tzw. pokrzywdzeni. Nawet jeśli ci „pokrzywdzeni" to w jakiejś części pijaczki, żyjące z zasiłków (PiS nie podjął nawet próby weryfikacji systemu pomocy społecznej). Dobrzy są też górnicy, którzy wymusili niemal zbrojnym najazdem na stolicę wyłączenie całej grupy zawodowej z powszechnego systemu emerytalnego, ale już lekarze dobrzy nie są, choć przecież walczą o coś podobnego (żeby nie było niedomówień - moje stanowisko jest konsekwentnie w obu przypadkach negatywne). Ale cóż, logika na usługach przyjętego a priori założenia (ci są dobrzy, ci są źli) zawsze chadza pokrętnymi ścieżkami.

Teksty Igły, a przede wszystkim Platosa oraz większość zachwycających się nimi komentarzy są głęboko niesprawiedliwe i fałszywe.

Po pierwsze - posługują się bardzo szerokimi kwantyfikatorami. Można by pomyśleć, że każdy, kto dzisiaj kończy studia, to dureń, zapatrzony w GW i warszawkę. Tak oczywiście nie jest. Można by pomyśleć, że wśród ludzi, którzy po 1989 roku odnieśli sukces zawodowy i materialny, nikt nie osiągnął go uczciwie, nikt nie jest patriotą, nie chce dobra Polski itd. Nie zaliczasz się do „pokrzywdzonych" - ergo jesteś podejrzany.

Po drugie - faktem jest, że wielu młodych, zdolnych ludzi ulega złudzeniom i daje sobą manipulować. Tylko że faktem jest również, że to oni, a nie górnicy, rolnicy, emeryci, babcie z kółek Radia Maryja czy postpegieerowskie pijaczki mogą ten kraj pociągnąć do przodu. Ale Platos czy Igła mają dla nich tylko pogardę. Oni nie są „solą tej ziemi", niech spadają na drzewo.

Bardzo trafnie wytyka pan Gniewomir Świechowski w swoich komentarzach, że po stronie PiS nikt nie starał się ich zjednać dla swoich idei także wtedy, gdy stało się to możliwe, czyli po aferze Rywina, gdy monopol ideowy GW zaczął się walić. Zamiast atrakcyjnej oferty, słów zachęty, ofensywy na uniwersytetach były narzekania, że „media są wciąż przeciw nam" i „wykształciuchy". I cóż z tego, że to termin ukuty przez Sołżenicyna, którego większość tych ludzi nie powinna brać do siebie? Słowa, jakie wygłasza polityk, zaczynają żyć swoim życiem i polityk powinien sobie z tego zdawać sprawę. Trafnie pan Gniewomir wskazuje, jak wielu ludzi zniechęciło uczynienie - w ramach politycznej nawalanki z PO - obelgi z pojęcia liberalizmu.

W październiku ubiegłego roku pisałem w „Rzeczpospolitej", że rząd mógłby sięgnąć po tych ludzi, ale zamiast tego robi wszystko, żeby ich do siebie zrazić. Co gorsza, zraża nie tylko tych, którzy za wyrocznię mieli Michnika, ale i tych, którzy nigdy nie stawiali naczelnego GW na piedestale. Sam mam w swoim otoczeniu wielu ludzi w moim wieku, o poglądach lekko konserwatywnych albo i mocno na prawo, którzy stracili już odporność na dyletanctwo tego rządu (które mogą w dużej mierze obserwować z bliska, a nawet być zmuszeni w nim uczestniczyć), z zewnątrz nie zawsze widoczne, oraz na jego retorykę. Mają poczucie, że ich naturalne miejsce jest pomiędzy PiS a PO, ale to pierwsze ugrupowanie spisało ich na straty. Nie widzą choćby jednego przyjaznego gestu w ich kierunku.

Śladem kierownictwa PiS posłusznie podążyli teraz Igła i Platos, pisząc o tych, co mogą być zaczątkiem klasy średniej z najwyższą pogardą i lekceważeniem. Tak, Panowie, ja także tęsknię za starą, dobrą inteligencją. Tylko że jej już tak naprawdę nie ma i więcej nie będzie. Jeżeli mam wybierać między „pokrzywdzonymi", którzy zawsze chcą tylko więcej i więcej od państwa, a młodymi ludźmi, nawet niezbyt rozgarniętymi i może podatnymi na manipulacje, ale za to pozbawionymi kompleksów, energicznymi, chcącymi robić interesy, bogacić się, żyć w normalnym (uwaga: normalnym znaczy uczciwym!) kraju - to wybieram tych drugich. To oni są w naturalny sposób konserwatywni, nie „pokrzywdzeni". Trzeba nad nimi pracować, tłumaczyć im wiele rzeczy, wpajać wartości, przedstawiać różne punkty widzenia, ale nie wolno ich po prostu odrzucać. To, co robi PiS i proponujecie i pochwalacie Wy w swoich wpisach to najgłupsze, co można zrobić: obrazić, zlekceważyć, skwitować pogardliwym słowem.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj76 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (76)

Inne tematy w dziale Polityka