Z UKIE wyleciał Daniel Pawłowiec. Z Ministerstwa Rolnictwa wylatują przyboczni Leppera. Podobno PiS przykręca śrubę Samoobronie i patrzy, jak długo były wicepremier to wytrzyma.
I znów - tak jak kilka wpisów temu - powinienem się cieszyć, ale nie potrafię. Pawłowiec w UKIE był nieporozumieniem, czysto partyjną nominacją. Pracownicy urzędu, pytani o niego, wznosili błagalnie oczy do góry w geście: proszę, nie zmuszaj mnie, żebym powiedział coś bardzo brzydkiego. Oczywiście nikt nie mógł mieć wątpliwości, że Pawłowiec nie ma żadnych kompetencji do zasiadania w UKIE - urzędzie dość wyspecjalizowanym - poza jedną: jest zaufanym człowiekiem Romana Giertycha. Czy komuś to przeszkadzało, póki koalicja nie zaczęła trzeszczeć? Ależ skąd.
Z drugiej strony Pawłowiec wyleciał dlatego, że zadał minister Fotydze pytanie całkiem zasadne, żądając od niej dalszych wyjaśnień związanych z porażką w Brukseli. Ta porażka okazała się już teraz całkowita: żadnych specjalnych zapisów o Joaninie nie ma, dżentelmeńskie umowy minister Fotygi nagle przestały się liczyć i zostaliśmy w zasadzie z niczym. Co oczywiście - jak zapewnia pan premier - jest również naszym dziejowym sukcesem. Czy jednak Pawłowiec zadałby Annie Fotydze te same pytania, gdyby koalicja miała przed sobą miesiące przewidywalnego spokoju? Oczywiście - nie.
Czy z Ministerstwa Rolnictwa wyleciałyby różne dziwne postacie, w rodzaju żony Mateusza Piskorskiego, gdyby koalicja miała się dobrze? Oczywiście, że nie. Nie wyleciałby także sam Andrzej Lepper.
Wszystko to sprowadza się do prostego pytania: w jakim stopniu względy pragmatyczne wyparły jakiekolwiek względy merytoryczne ze sfery politycznych decyzji, w tym personalnych. Że nigdy względy merytoryczne nie będą decydować wyłącznie, to jest jasne. Tu nie ma się co dziwić ani oburzać. Jeśli jednak znikają gdzieś kompletnie, a każda decyzja i ruch znajdują uzasadnienie wyłącznie w bieżącej rozgrywce pomiędzy partiami - jest fatalnie. Wszystko ma jedynie doraźne uzasadnienie, brakuje jakichkolwiek trwałych zasad, nawet tam, gdzie w grę wchodzą wąskie specjalizacje.
Jeżeli to nie koniec koalicji i nie będzie szybko nowych wyborów, to czekają nas miesiące takich taktycznych gierek. Jeżeli natomiast to faktycznie koniec, to jako jedyny trafny komentarz przychodzą mi do głowy strofy z Thomasa Stearnsa Eliota, z „Wydrążonych ludzi":
I tak właśnie kończy się świat:
Nie hukiem, ale skomleniem.
Wypada dodać, że jest to skomlenie wyjątkowo żałosne.


Komentarze
Pokaż komentarze (66)