6 obserwujących
196 notek
57k odsłon
1829 odsłon

MIGRACYJNA RULETKA

Tysiące migrantów w trakcie przekraczania granicy pomiędzy Chorwacją a Słowenią Photo: Jeff J Mitchell/Getty Images, źródło: https://www.telegraph.co.uk/news
Tysiące migrantów w trakcie przekraczania granicy pomiędzy Chorwacją a Słowenią Photo: Jeff J Mitchell/Getty Images, źródło: https://www.telegraph.co.uk/news
Wykop Skomentuj37

    W sferze niespełnionych życzeń.

Nie da się określić człowieka za pomocą statystyki, tym bardziej zamknąć całej jego złożoności w  niewiele mówiącym określeniu migrant czy uchodźca. Za cyframi i słowami zawsze kryje się żywa, czująca osoba. Niejednokrotnie okrutnie doświadczona przez los, lub prościej, przez wydarzenia, na które zazwyczaj nie miała wpływu, a których skutki zmusiły ją, jego do opuszczenia domu, rodziny, kraju, - najczęściej w obawie o życie.

Kryzys  migracyjny, o którym będzie tu mowa rozpoczął się w kwietniu 2015 roku,1 po kolejnym głośnym zatonięciu statku z migrantami na morzu Śródziemnym. 23 kwietnia 2015 zwołano  Nadzwyczajny szczyt Rady Europejskiej, na którym przywódcy UE rozmawiali o dramatycznej sytuacji w regionie Morza Śródziemnego i uwzględnili cztery priorytetowe obszary działania:  zwiększenie obecność na morzu, walka z przemytnikami, zapobieganie nielegalnej migracji, pogłębienie solidarność i odpowiedzialność. Większość z tych postulatów wciąż błąka się w sferze niespełnionych życzeń. Za wyjątkiem zwiększenia obecności na morzu, umowy UE – Turcja z 2016 roku2 i tegorocznego porozumieniu o wzmocnieniu Frontexu3 nic szczególnego na tym polu się nie wydarzyło.

Dzisiaj, cztery lata po tamtych wydarzeniach kraje członkowskie UE nadal nie wypracowały wspólnego podejścia do problemu migracji. Trudności w przyjęciu jednolitej polityki względem omawianego zjawiska wynikają (jak się wydaje) ze specyficznych dla każdego kraju uwarunkowań o charakterze geograficznym, ideologicznym, finansowym, politycznym oraz  wynikających z przekonań religijnych.

W wielu krajach Unii Europejskiej kryzys stał się narzędziem w walce politycznej, gdzie każdy z wyżej wymienionych czynników jest wykorzystywany w bezwzględny a niekiedy też w nieprzemyślany sposób. Wobec tak zarysowanego problemu statystyka (surowe liczby) tracą na znaczeniu, zyskuje natomiast motyw poparcia  społecznego dla mniej lub bardziej, ale radykalnych opcji politycznych. Czego przykładem mogą być Wielka Brytania, Węgry, Austria a także Polska.

Zacznijmy do tego, że wielu spośród przybywających do Europy to osoby rzeczywiście potrzebujące pomocy, np. ze względu na działania wojenne obejmujące obszar w którym żyją, prześladowania o podłożu religijnym, etnicznym czy politycznym. Za każdym razem ucieczka powodowana jest wysokim prawdopodobieństwem utraty zdrowia lub życia. Są to więc przypadki (nazwijmy je) usprawiedliwione, o umotywowanym i niejednokrotnie udokumentowanym podłożu. Zdarzają się również osoby, które przybywają do Europy w celach zarobkowych, możemy o nich powiedzieć, że są to ludzie kierujący się dążeniem do bezpiecznego życia w dostatku - migranci dążeniowi lub aspirujący. Przybywają z takich miejsc jak Tunezja czy Marco, relatywnie biednych ale nie koniecznie stwarzających zagrożenia utraty życia. Problemem zatem stanowią nie sami uchodźcy czy migranci lecz brak ujednoliconych rozwiązań pozwalających na rozróżnienie jednych od drugich, oraz (co obecnie wydaje się paliwem sporu) paraliżująca wręcz niemożność przyjęcia wspólnej odpowiedzialności za zweryfikowanych już uchodźców.

W przypadku takich krajów, jak Francja czy Wielka Brytania proces przyznawania statusu uchodźcy jest długotrwały i zawiły, to zaś przyciąga, lub wręcz zachęca do składania wniosków osoby z gruntu nie kwalifikujące się do przyznania takiego statusu. Wynikiem powyższych zaniedbań jest swoista migracyjna ruletka , dzięki której prawdopodobieństwo pozostania w kraju bez względu na wynik postępowania wynosi więcej niż 50%, ponieważ  statystycznie oba  kraje deportują mniej niż połowę osób którym odmówiono prawa do azylu. Brak konsekwentnej polityki w tej mierze oraz nieprzejrzysty, pełen luk prawnych system podważa zaufanie i wzmacnia negatywne nastawienie do rządu a pośrednio do migrantów i uchodźców, których wrzuca się do wspólnego worka i traktuje z wrogością jako obcych. Nieprzemyślana i stosowana doraźnie (jako antidotum na zaogniającą się sytuację ,np. zamieszki w Paryżu w lutym 2017) polityka integracji wywołuje katastrofalne wręcz i przeciwne do zamierzonych skutki, co z kolei ośmiela populistów i radykałów wszelkiej maści.

    Uśmiech Losu

W Niemczech sytuacja ma się zgoła inaczej, niemiecki rząd zbiera pochwały za swoją politykę. W  opublikowanym nie tak dawno „Bilansie polityki integracyjnej i migracyjnej ostatnich lat” Rada Biegłych niemieckich fundacji zajmujących się migracją i integracją (SVR) wystawia Berlinowi najlepsze oceny za politykę migracyjną prowadzoną po napływie setek tysięcy migrantów w 2015 roku. Pochwały zbierają także kraje związkowe i gminy. Eksperci podkreślają zaangażowanie społeczeństwa obywatelskiego. Mówią o „poszukiwaniu równowagi” pomiędzy kontrolą migracji a wspieraniem integracji. Gdyby teraz doszło do kryzysu uchodźczego porównywalnego z tym z 2015 roku, Niemcy byłyby przygotowane na to nawet lepiej niż wówczas.4

Były prezydent Niemiec Christian Wulff wyraził opinię, że w perspektywie czasu, przyjęcie uchodźców w szczytowym momencie kryzysu migracyjnego może mieć  równie doniosłe znaczenie, co zjednoczenie Niemiec w 1990 roku.5 Jego zdaniem Niemcy są w znacznie lepszej kondycji niż mogłoby się wydawać.

Podczas gdy polityka Berlina zbiera pochwały, sytuację w Europie eksperci postrzegają jako „katastrofalną”. Zdaniem wiceszefowej Rady, politolożki Petry Bendel, w większości krajów UE panuje „prawdziwa blokada” i „absolutny zastój”, zaś poszczególne kraje stosują różne standardy. W tym punkcie Rada Biegłych ma konkretną wizję: po wyborach europejskich Niemcy i Francja powinny „dać debacie nowy napęd”, w razie potrzeby z uwzględnieniem „Europy dwóch prędkości”.6

Jak się wydaje groźby dotyczą przede wszystkim Węgier i Polski, które konsekwentnie odmawiają przyjęcia uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu. 

Nie wszyscy w Niemczech, podzielają entuzjazm SVR. 2015 rok był rekordowy jeśli chodzi o antysemickie ekscesy - dochodziło do nich aż 1597 razy. Zwiększyła się też liczba przestępstw popełnianych na muzułmanach. Źle przedstawiają się również statystyki dotyczące ataków na ośrodki dla uchodźców. W 2015 roku odnotowano 222 takie przypadki.

Według nowych badań, nastawienie Niemców do migrantów mocno się zradykalizowało,  co ciekawe niechęć w równym stopniu dotyczy osób  wyznania muzułmańskiego i żydowskiego a także innych mniejszości np. Romów.

Jak wskazuje raport opublikowany (w listopadzie 2018 roku) przez Centrum Badań nad Prawicowym Ekstremizmem i Demokracją w Lipsku, więcej niż jeden na trzech Niemców uważa, że cudzoziemcy przybywają do ich kraju tylko po to, by wykorzystać państwo opiekuńcze. Oliver Decker, który kierował badaniami i projektował ankietę, powiedział Deutsche Welle, że „ponad 30 procent mieszkańców wschodnich Niemiec bezkrytycznie popiera ksenofobiczne poglądy”. Dodał również, że w zachodnich Niemczech osób o podobnych przekonaniach jest o 22% mniej. Badanie te wydają się iść łeb w łeb z szeregiem skrajnie prawicowych wydarzeń, które miały miejsce w Niemczech w 2017 roku. Według rządowego zestawienia danych, które opracował tygodnik Der Spiegel Niemcy były gospodarzem 289 skrajnie prawicowych wydarzeń w 2017 roku  - to najwięcej od 12 lat. W sierpniu 2018 skrajnie prawicowi demonstranci, razem z mieszkańcami niemieckiego miasta Chemnitz maszerowali ramię w ramię unosząc gniewnie ręce w geście nazistowskiego salutu, pretekstem do tego wydarzenia była śmierć miejscowego cieśli, o co oskarżano migrantów z bliskiego wschodu.

Około 44% Niemców ankietowanych na potrzeby badań chce obecnie zakazu imigracji, w porównaniu do 36,5 % w 2014 roku - co przekłada się na 7,5% wzrost. Także więcej niż jeden na dwóch Niemców mówi, że za sprawą muzułmanów czuje się obcy we własnym kraju.  We wschodnich Niemczech wzrasta również antysemityzm  z 4,1% w 2016 r. Do 5,2% w 2018 r. a „Jedna trzecia respondentów przyznaje się, że przynajmniej częściowo zgadza się z antysemicką retoryką” - dodaje  Decker.7


    Świat za drutami

Specjalny wysłannik ONZ ds. praw migrantów Felipe González Morales,  po lipcowej wizycie na Węgrzech napisał w swoim raporcie: “ zarówno w oficjalnej retoryce jak i publicznym dyskursie migranci są przedstawiani jako osoby niebezpieczne i wrogo nastawione. Dodał, że kampanie prowadzone przez rząd niejednokrotnie kojarzyły migrantów z zagrożeniami bezpieczeństwa, w tym z terroryzmem. Morales wyraził również swoje zaniepokojenie w kwestii warunków panujących w węgierskich ośrodkach dla migrantów, określając środowisko w którym przebywają jako miejsca bardziej przypominające (ze względu na swą naturę) areszt a nie strefę tranzytową. Wezwał także Węgry do zaprzestania praktyk zatrzymań dzieci pod pretekstem procedur administracyjnych  podkreślając, że „tego rodzaju praktyki  nigdy nie leżą w najlepszym interesie dziecka”.8

Według danych Komitetu Helsińskiego, status uchodźcy na Węgrzech otrzymało jedynie 10 imigrantów spośród 250 wnoszących o legalny pobyt w tym kraju, pozostałych 14  osób uzyskało ochronę, a 4  osoby zostały przyjęte w innym trybie.

Tak niskie statystyki Węgry zawdzięczają pakietowi restrykcyjnych ustaw wprowadzonych przez tamtejszy parlament w czerwcu 2018 roku znanych pod nazwą „Stop Soros”9, w skrócie, pozwalających na odrzucanie wniosków wszystkich tych migrantów, którzy przybywają na Węgry z tzw. krajów bezpiecznych, tj. państw, w których mogą oni otrzymać właściwą, godną pomoc. Wśród „bezpiecznych krajów” jest chociażby Serbia, zatem wnioski o azyl wszystkich przybywających przez węgiersko-serbską granicę są z automatu odrzucane. Większość przyjętych w tym roku przez Węgry uchodźców nie pochodzi ze stref tranzytowych – wynika z raportu Zoltána Somogyváriego, powiązanego z Komitetem Helsińskim na Węgrzech.10

Według danych Eurostu w pierwszym kwartale 2019  roku na Węgrzech złożono 125 wniosków, co stanowi 0.1% wszystkich wniosków złożonych w 28 państwach UE i 13 osób na każdy milion mieszkańców. Dla porównania w Niemczech jest to 40900  wniosków, co stanowi 25,9% wszystkich wniosków złożonych w 28 państwach UE oraz 494 osoby w przeliczeniu na milion mieszkańców. Natomiast jeśli chodzi o Polskę to dane na pierwszy kwartał przedstawiają się następująco: złożono 658 wniosków, co daje nam 0,4% wszystkich wniosków złożonych w UE w tym samym czasie, oraz 18 osób w przeliczeniu na milion mieszkańców. Przy czym należy pamiętać, że są to jedynie wnioski złożone, czekające dopiero na rozpatrzenie.

Węgierski rząd broni się ustami szefa kancelarii premiera Viktora Orbana, Gergely Gulyasa, który oznajmił, że ustawy z pakietu „Stop Soros”i przyjęta poprawka do konstytucji Węgier służą zagwarantowaniu suwerenności i bezpieczeństwa tego kraju. „Te akty prawne zapobiegają temu, by Węgry stały się kraje imigracyjnym – mówił Gulyas na konferencji prasowej w Budapeszcie (21.06.2018). Przyjmując oba akty prawne koalicja Fideszu i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej spełniła wyborczą obietnicę – zaznaczył Gulyas. Na mocy poprawki w konstytucji zapisano m.in., że ochrona konstytucyjnej tożsamości kraju oraz jego chrześcijańskiej kultury jest podstawowym obowiązkiem państwa i wszystkich jego organów. W celu ochrony bezpieczeństwa, porządku i zdrowia publicznego, jak również wartości kulturalnych, można będzie, poprzez ustawę lub decyzję samorządu, uznać za bezprawne zamieszkiwanie w określonych miejscach przestrzeni publicznej. Poprawka stanowi też, że "korzystanie z prawa do wyrażania opinii i zgromadzeń nie może odbywać się z uszczerbkiem dla życia osobistego i rodzinnego innych osób oraz ich rodzin". Zdaniem opozycji zapis ten może być wykorzystywany do ograniczania swobody zgromadzeń.11

    Nieoczekiwany zbieg okoliczności

W Polsce temat migracji przybrał na sile i wdarł się z impetem do dyskursu społecznego niejako za sprawą i przy okazji kampanii poprzedzającej wybory parlamentarne w  2015 roku – kampania zbiegła się bowiem w czasie z międzynarodową debatą dotyczącą przyjmowania i relokacji uchodźców przez państwa członkowskie Unii Europejskiej. Dyskurs miał burzliwy przebieg i nierzadko antyimigrancki, antyuchodźczy wydźwięk, słowom towarzyszyły uliczne protesty i demonstracje zarówno zwolenników jak i przeciwników przyjęcia uchodźców. Antyuchodźcze i anty islamskie wypowiedzi opanowały także Internet – według badań 81 procent postów dotyczących uchodźców miało negatywny wydźwięk.12 W   takim duchu wypowiadało się też wielu polityków, co – jak wykazały późniejsze analizy – przekładało się na poparcie wśród głosujących. Na spotkaniu wyborczym w Makowie Mazowieckim Jarosław Kaczyński tak „ostrzegał” przed przyjmowaniem uchodźców. „To są kwestie związane z różnego rodzaju niebezpieczeństwami w tej sferze. Są już przecież objawy pojawienia się chorób bardzo niebezpiecznych i dawno niewidzianych w Europie: cholera na wyspach greckich, dyzenteria w Wiedniu, różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą tutaj być groźne. To nie oznacza, żeby kogoś dyskryminować... Ale sprawdzić trzeba”. 13

Odnotowano także wzrost przemocy na tle narodowym, rasowym czy religijnym.

8 września 2016, w Warszawie, jadący tramwajem linii 22  Profesor historii  na UW, Jerzy Kochanowski Otrzymał ciosy w głowę ponieważ jadącemu z nim pasażerowi nie spodobało się, że mówi po niemiecku do współtowarzysza podróży, Niemca, profesorem uniwersytetu w Jenie. Sprawca pozostaje nieznany, bo uciekł, zanim przyjechała policja.

Jak wynika z raportu Prokuratury Krajowej, o którym pisze Rzeczpospolita,  2016 roku istotnie zmieniły się motywy działania sprawców . O ile w 2015 ataki najczęściej były wymierzone w Romów, Żydów i muzułmanów, to w 2016 nastąpiła zmiana – na pierwszym miejscu znaleźli się muzułmanie, a dopiero potem Żydzi i Romowie. Liczba śledztw, gdzie celem sprawców byli wyznawcy Allaha się podwoiła.14 Mowa tu o wzroście 192 sprawy z roku 2015 w stosunku do 362 z roku 2016. Należy nadmienić, że sprawy wpłynęły głównie w pierwszej połowie 2016 roku.

Jeśli chodzi o rok 2017 sytuacja wcale się nie poprawiła, z raportu Prokuratury Krajowej (sprawozdanie dotyczące spraw o przestępstwach z pobudek rasistowskich, antysemickich lub ksenofobicznych.) wynika, że jedynie w tym roku zarejestrowano aż 1449 spraw o takim podłożu. Najczęściej atakowani byli muzułmanie, potem Ukraińcy, następnie Żydzi, osoby rasy czarnej, Romowie, oraz Syryjczycy.

1 Maja 2017 roku, 48-letni Nigeryjczyk został zaatakowany w centrum Lublina przez 29-latka, który kilkakrotnie uderzył go w twarz, krzycząc: „je…ć murzynów, wyp…aj do Afryki, Polska dla Polaków”. Nigeryjczykowi pomógł przypadkowy przechodzień, który zatrzymał atakującego i wezwał policję.

25 czerwca 2017, w Sopocie,  59-letni mężczyzna zabronił wejścia do kościoła kobiecie i jej 2,5-letniej córce, jako powód podając ciemną skórę dziewczynki. Po przyjeździe policji wezwanej na miejsce odmówił pokazania dokumentu tożsamości i próbował uciec.15

Początek 2018 również nie przyniósł oczekiwanej poprawy, już 3 stycznia w Warszawie zaatakowano ciemnoskórą czternastolatkę. Do napaści doszło w godzinach popołudniowych. Dziewczynka została napadnięta przez niezidentyfikowanego mężczyznę, który bił ją krzycząc: „Polska dla Polaków”.  W wyniku obrażeń dziewczynka trafiła do szpitala. Ojciec dziecka złożył zawiadomienie o pobiciu na policję.

23 stycznia 2018, w Gdańsku, w tramwaju miejskim pobito obywatela Mongolii. Napastnik najpierw przyglądał się obcokrajowcowi, a następnie krzyknął: „Wypier... z naszego kraju”. „W tramwaju doszło do szarpaniny, po czym mężczyźni wysiedli na kolejnym przystanku. Tam atakowany cudzoziemiec obronił się jednak i zrobił to na tyle skutecznie, że sprawca przestraszył się i uciekł (…)”. Napaść została zgłoszona na policji, która opublikowała wizerunek napastnika i zwróciła się do mieszkańców Gdańska z prośbą o pomoc w ustaleniu personaliów mężczyzny.

W godzinach nocnych z 25 na 26 maja 2018, W Warszawie Napadnięto Austriaka i jego Niemieckich kolegów. 19-latek z Austrii i jego koledzy zostali pobici, ponieważ mówili po niemiecku. Czterech napastników, z których jeden krzyczał, że w Polsce mówi się po polsku, bili po twarzach i kopali obcokrajowców, kiedy ci leżeli już na ziemi. Zaatakowanym udało się uciec do pobliskiego sklepu.
Stołeczna policja podjęła działania wyjaśniające w tej sprawie.16

Pomimo każdorazowego piętnowania tego rodzaju napaści, odżegnywania się od aktów przemocy wszystkich społecznych i politycznych środowisk w kraju, ksenofobiczne i antymigranckie wypowiedzi w dalszym ciągu pojawiają się w przestrzeni publicznej. W tym także w  postach i w kanałach społecznościowych polityków – okresowo przybierając na sile przy okazji konkretnych wydarzeń,17  na przykład, na kongresie programowym Pis (01.07.2017), prezes tej partii Jarosław Kaczyński uzasadniał odmowę przyjęcia przez Polskę uchodźców: „Mamy pełne moralne prawo powiedzieć »nie«” Bo przecież – dodawał – nie ma powodu, żebyśmy radykalnie obniżyli standard naszego życia. I jeszcze, że to byłaby „katastrofa społeczna”. Bo po pierwsze ucierpiałoby „takie zwykłe, codzienne bezpieczeństwo”. A po drugie, wraz z uchodźcami pojawiłyby się problemy ekonomiczne. A poza tym – zapewniał – Polska uchodźcom już pomaga i jest gotowa pomagać więcej, byle nie u siebie, a na miejscu. {...} A przecież – argumentował – Polska nie eksploatowała tych państw, z których ci ludzie dziś do Europy przyjeżdżają. Nie korzystała z ich siły roboczej. I wreszcie – nie wzywała ich do Europy. I właśnie dlatego ma teraz pełne moralne prawo powiedzieć im „nie”.  18

Jak zauważa w swojej pracy Marcin Kotras - Wyraźnie negatywny wizerunek migrantów jest charakterystyczny dla prasy prawicowej, konserwatywnej, która w stosunku do siebie przed przejęciem władzy przez Prawo i Sprawiedliwość używała przymiotnika „niepokorna”. Przykładem takiego przekazu jest okładka „wSieci” (37/2015). Na okładce widzimy trzech młodych mężczyzn  Ubrani są w stroje, które kojarzą się z ubiorem muzułmanina. W ten sposób ubierają się Afgańczycy (topi, chusty), styl ten może również przywodzić na myśl Talibów. Dwóch mężczyzn nosi brody, jeden nie ma zarostu. Stojący w środku mężczyzna w ustach ma papierosa, a w rękach trzyma karabinek AK-47, tzw. Kałasznikowa. Mężczyźni stoją przy białoczerwonym szlabanie, z którego jeden z nich próbuje zerwać godło Polski (szlaban jest więc szlabanem granicznym).

Z zakotwiczeniem odwołującym się do migracji jako zagrożenia i najazdu obcych mamy również do czynienia na okładce „Do Rzeczy” (38/2015). Widać na niej tłum ludzi (jeśli się przyjrzymy, to zauważymy, że większość z nich ma ciemną karnację). Są ubrani w różny sposób, który trudno skojarzyć jednoznacznie z jakąś jedną, narodową kulturą. Perspektywa z jakiej zrobiono zdjęcie ma przede wszystkim wyeksponować ich dużą liczbę, nieistotne zaś są w tym przypadku pojedyncze jednostki. Taki zabieg można traktować jako formę dehumanizacji jednostek, migrantów, sportretowanie ich jako tłumu i tym samym spotęgowanie skali zjawiska. Na okładce umieszczony jest napis: „Ziemkiewicz: To najeźdźcy, nie uchodźcy. Zamknijmy przed nimi granice Polski”. Tym razem migranci zostają jednoznacznie sklasyfikowani jako „najeźdźcy” (przy jednoczesnej odmowie przypisania ich do kategorii uchodźców).19

Polska jako kraj bardzo skorzystała na otwarciu granic wewnątrz UE a zwłaszcza na ułatwieniach związanych z zasadą swobodnego przepływu ludzi, towarów i usług. Polacy pracujący w państwach członkowskich wysyłając zarobione pieniądze do kraju, regularnie wpompowują w polską gospodarkę miliardy euro, co z tytułu różnych opłat i padoków przysparza także pieniędzy państwu. Wraz ze wzrostem dobrobytu zwiększa się również chłonność polskiego rynku pracy, rząd jednak nie umie przekonać milionów rodaków na emigracji do powrotu, zarazem sam związał sobie ręce, w tak stanowczy sposób opowiadając się przeciw napływowi migrantów.

Podczas gdy rząd unika tematu, napływ  pracowników z Ukrainy ratuje sytuacje, na optymizm jest jednak za wcześnie. Według danych Eurostatu (na rok2018) w Polsce nadal 139 tysięcy stanowisk pozostaje nieobsadzonych. Co obok Niemiec, Wielkiej Brytanii, Czech i Holandii plasuje nas w czołówce państw europejskich.

U naszych zachodnich sąsiadów sytuacja wygląda jeszcze poważniej, ponad milion migrantów nie wypełnił dziury na rynku pracy. Na koniec ubiegłego roku było tam aż 14600000 wakatów. To historyczny rekord. W samych tylko usługach jest już 822000 niezajętych miejsc pracy a w przemyśle brakuje 316000  ludzi.

W przyszłym roku Niemcy chcą otworzyć swój rynek pracy dla obywateli państw trzecich tj. obywateli państw niebędących członkami Unii Europejskiej. Tym samym projekt ten stwarza ryzyko, że liczna grupa obywateli Ukrainy (Na podstawie danych ze stycznia tego roku 1270000),  którzy dotychczas szukali lepszego życia w Polsce, będzie chciała wyjechać do Niemiec. Wyjazd tam planuje co trzeci Ukrainiec pracujący w Polsce. Kontynuację zatrudnienia deklaruje obecnie tylko co czwarty ukraiński pracownik, a niemal co trzeci jeszcze nie podjął decyzji. Jeżeli przewidywania się sprawdzą, a deklaracje przejdą w czyny to z Polską pożegna się około pół miliona obywateli Ukrainy. Będzie to ogromny cios dla naszego rynku pracy. Tymczasem premier Morawiecki zdymisjonował wiceministra inwestycji i rozwoju Pawła Chorążego za to, że ten uczestnicząc w debacie20 napomknął o potrzebie większej liczby migrantów w celu zapewnienia dobrobytu. W skrócie, wiceminister nie odkrył Ameryki już od dawna się o tym u nas mówi, tyle że poza rządowym obiegiem.

Chodzi o to, że obecna ekipa wykreowała strach przed imigrantami, którzy mogą zarazić nas pasożytami i jawi się teraz jako główny obrońca przed ich napływem. To tanie paliwo polityczne i rząd raczej z niego nie zrezygnuje. {...]Więc, chociaż cichcem wydaje się w Polsce pozwolenia na pracę wielu Hindusom, Nepalczykom i obywatelom z najdalszych krańców świata, to oficjalnie rząd uparcie deklaruje, że jesteśmy przeciw. Polska ma być dla Polaków, choćbyśmy mieli przez to żyć gorzej. Jeśli już musimy kogoś do Polski wpuścić, to ostatecznie niech to będą Ukraińcy i repatrianci z Kazachstanu. Ale oni dziur na pustoszejącym rynku pracy nie załatają.21

    Życie w pułapce

Po trzech latach od zawarcia umowy pomiędzy Turcją a UE o readmisji osób przebywających nielegalnie, różne agencje pomocowe, w tym Lekarze bez granic (MSF), Alarmują, że jej jedynym skutkiem jest fakt uwięzienie blisko 12000 osób w zagrażających zdrowiu i życiu warunkach.

"Grecja stała się swego rodzaju wysypiskiem, gdzie przetrzymuje się mężczyzn, kobiety i dzieci, którym Unia Europejska nie potrafi pomóc" - mówi Emmanuel Goué, szef misji MSF w Grecji.

Wielu lekarzy jest zdania, że to, co kiedyś zaklasyfikowano jako sytuację nadzwyczajną, obecnie przybrało kształt śmiertelnie groźnej pułapki, w którą wpadają niczego nieświadomi migranci z Afryki i Bliskiego Wschodu. „W wyniku swoich działań UE i władze greckie odzierają bezbronnych ludzi z godności i narażają ich zdrowie, najwyraźniej czynią to z intencją zniechęcenia reszty do przyjazdu. To okrutna, nieludzka i cyniczna polityka, która bezwzględnie musi zostać zakończona.”

Dr Declan Barry, irlandzki lekarz z Longford, który pracuje w Grecji od ponad dwóch lat, gdzie jest min. koordynatorem medycznym z ramienia MSF a  także zajmuje się z migrantami w obozie Moria22 na Wyspie Lesbos, powiedział RTÉ News, że "Warunki życia w ośrodkach są haniebne. Ośrodki są przepełnione a ochrona zdrowia właściwie nie istnieje, rozwija się mnóstwo chorób związanych z brakiem higieny, zwłaszcza wśród dzieci". Wyraził także obawę o zdrowie psychiczne uchodźców, którzy jak mówił czują się uwięzieni w Ośrodku na wyspie.

"Obserwujemy wiele osób, które mają bardzo poważne problemy na tle psychicznym. Są to ludzie, którzy podjęli próby samobójcze a więc stanowią zagrożenia dla samych siebie. Często przybywają na Lesbos z miejsc objętych działaniami wojennymi, gdzie przeżyli tortury i przemoc, u wielu zdiagnozowano PTSD.  Po często morderczych podróżach, spodziewają się poprawy warunków życia a zamiast tego ich sytuacja ulega pogorszeniu. Niczego podobnego nie doświadczyłem w swojej dotychczasowej karierze.”

Tak o swoim przybyciu do Grecji mówi Trzydziestoośmioletnia Ama Haider z Damaszku. Jej dwudziestodwuletni syn Khalid urodził się niepełnosprawny. Ama opowiada: “Próbowaliśmy wszystkiego aby dostać się do Europy legalnie. Wiedzieliśmy, że podróż będzie ryzykowna, szczególnie dla naszego syna, który nie może chodzić i potrzebuje stałej opieki. Martwiłam się również o pozostałą dwójkę dzieci, z których jedno ma piętnaście a drugie dziesięć lat, ale w Turcji nikt nie chciał nam pomóc. Dalej tłumaczy, że po wyczerpaniu wszystkich możliwości, niejako w akcie desperacji, wybrali najniebezpieczniejszą drogę przez może. “Skontaktowaliśmy się ze szmuglerami w Turcji i opowiedzieliśmy im o naszej sytuacji, szczególnie o tym, że potrzebujemy dużej łodzi, najlepiej z łóżkiem dla syna. Przemytnicy powiedzieli, że wszystko da się załatwić, ale taka usługa będzie kosztować 10000 dolarów za całą rodzinę. Przystaliśmy na ich warunki – nie mieliśmy innego wyjścia. Wypłynęliśmy w nocy i po czterech godzinach dotarliśmy do Grecji. Musieliśmy się wspinać po bardzo stromej kamienistej drodze.  Mój trzydziestodziewięcioletni mąż był bardzo zmęczony, syn poprosił żeby go zostawić tam, na tej drodze, szczęśliwie, byli z nami inni Syryjczycy, silni młodzi ludzie, którzy nam pomogli. Wydaj mi się, że tej nocy przeszliśmy przynajmniej 14 kilometrów.” 23

Nie tylko agencje pomocowe kwestionują wpływ umowy. Na początku tego roku niemiecka kanclerz Angela Merkel przyznała również, że porozumienie nie działała i krytykowała grecki system za słabe wyniki w zakresie deportacji.

MSF zaapelowało do przywódców europejskich o jak najszybsze podjęcia działań mających na celu zakończenie polityki izolowania migrantów oraz do natychmiastowej ewakuacji z tych miejsc wszystkich osób znajdujących się w trudnej sytuacji, w szczególności dzieci.

Organizacja  alarmuje, że w obozie Vathy'ego, na wyspie Samos24 żyje ponad 4100 osób  na przestrzeni przewidzianej dla zaledwie 638 ludzi. Vasilis Stravaridis, (dyrektor generalny MSF Grecja) mówi: "Dziś na Samos, ponad połowa mieszkańców obozu żyje w namiotach letnich lub pod plastikową folią, otoczona śmieciami i ludzkimi odchodami.”

Mansoor, który ma 21 lat i pochodzi z Afganistanu, skarży się, że nie ma dostępu do toalety w tym do czystej wody.

Także Amnesty International wzywa przywódców europejskich do uwolnienia dzieci, kobiet i mężczyzn przebywających w obozach na wyspach greckich, przypominając, że już dwadzieścia pięć organizacji działających w dziedzinie praw człowieka i pomocy podpisało otwarty list do przywódców europejskich, w którym wezwano ich do podjęcia "natychmiastowych i trwałych działań w celu położenia kresu niesprawiedliwej i niepotrzebnej polityce izolacji".25

Wykop Skomentuj37
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka