28 obserwujących
1222 notki
688k odsłon
  3031   6

Proste. Trzeba wygrać z Hiszpanią i Szwecją

Dramat…
I nawet nie to jest ważne, że my mamy 37 milionów, a Słowacja tylko sześć, a jak odliczyć Romów, to pięć.
Dramatyczne jest to, że od 39-ciu lat, wyjąwszy może jeden mecz z Portugalią w roku 2006 czy 2007 i ze dwa na ME’16 we Francji, polska reprezentacja w piłce nożnej przynosi nam, sezon w sezon, a w zasadzie mecz w mecz, wstyd i same rozczarowania. Mimo, że oficjalnie dochowaliśmy się przez ten kawał czasu paru gości którzy, jeśli nie dorównują klasą Deynie, Bońkowi, Lubańskiemu czy Lacie, to są do nich tą klasą na pewno bardzo zbliżeni.
Po manewrze Bońka byłem całym sercem za Sousą. Pamiętałem go z boiska. Zawsze myślał i harował. Tylko co z tego? Nawałka czy Brzęczek, jako piłkarze, też myśleli. I też harowali. No, ale Sousa nie reprezentował, tak bliskiej Jerzemu Engelowi, „polskiej myśli szkoleniowej”. I tu upatrywałem jego wielkich przewag.
Tymczasem Portugalczyk zrobił wokół siebie dużo szumu, a efekty… zobaczyliśmy dziś. Wyjścia są, tylko i wyłącznie, dwa. Pierwsze, że on jest do zupy. I drugie, że do zupy jest jednak ta drużyna. W całości i każdy osobno. Jest też wersja trzecia, będąca kompilacją tych dwóch. Czyli dwa w jednym. I to jest, żeby nie przedłużać i się nie znęcać nad leżącymi, wersja pesymistyczna podsumowująca to wszystko, co nam dzisiaj zaserwowała reprezentacja kraju w piłce nożnej.
Jest też wersja optymistyczna dotycząca najbliższej przyszłości. Konkretnie najbliższej soboty i potem środy. Optymizm zasadza się na bardzo prostym fakcie, że w polskiej drużynie narodowej, bez względu na to, co o tym sądzi trener Sousa, Mateusz Borek i pozostałe grono wielkich zna(f)ców zatrudnianych przez różne polskojęzyczne stacje sportowe, nie będzie mógł wystąpić Krychowiak Grzegorz.  Ten fakt to, przyznaję, fundament mojego optymizmu. Kamień węgielny wręcz. Fundament, który dla mnie zawsze, od momentu kiedy ten piłkarz zaczął grać w PSG i nosić futra (swoje albo żony), był punktem wyjścia, który to punkt Nawałka, potem Brzęczek, a teraz Sousa, z uporem godnym lepszej sprawy, zwalczali w zarodku. Tak, jakby liczba występów Krychowiaka w kadrze była ważniejsza niż wszystko inne, łącznie z wynikami kadry.
Sousa, przyjeżdżając do Polski, dokonał na wejściu czegoś, czego Brzęczek nie potrafił zrobić przez całą kadencję. Wybrał bramkarza numer jeden. I to było bardzo dobre posunięcie. To znaczy byłoby, gdyby nie postawił na Szczęsnego. Ale postawił. I był konsekwentny. Im gorzej z każdym meczem grał nasz bramkarz, tym bardziej mógł liczyć na wsparcie trenera. No ale teraz, kiedy na dwa strzały goalkeeper Juventusu puścił dwa gole (w zasadzie to dwa gole puścił na 1 strzał, bo ten pierwszy to był słupek, a potem Szczęsny sam dobił uderzenie Słowaka), to chyba już można dojść do wniosku, że może warto postawić między słupkami Fabiana? Czy jeszcze nie? W każdym razie to już czwarta inauguracja dużej imprezy w której pan Wojciech, delikatnie pisząc, „nie pomaga”. I, mając nadzieję, ze tego dobrego wystarczy, umacniam swój optymizm. To znaczy zakładam, że Fabian trafi do bramki.
Tak beznadziejnie wyprowadzającej piłkę ze swojej połowy pary jak Glik-Bednarek, to chyba nie ma od Lizbony po Kamczatkę. Takich dwóch jak oni we trójkę z Krychowiakiem, to nie ma ani jednego. No więc któryś z tej dwójki też musi usiąść na ławie. Tym bardziej, że to co zrobili wspólnie przy drugim golu dla Słowacji, nie powinno, chcę nadal pozostać delikatny, przy wyborze składu na Hiszpanów działać na ich korzyść. A jeśli tak, to nie ma się więc co dziwić, że mój optymizm cały czas rośnie.
Kędziora nie jest na pewno moim faworytem. Ale to, co dzisiaj w obronie zaprezentował Bereszyński, musi z definicji skreślać go z listy, nawet hipotetycznych, kandydatów do występu w Sevilli. A jak go nie będzie, to znów poziom optymizmu, tego mojego, podskoczy o parę punktów procentowych. No bo jak miałby nie podskoczyć, skoro Bereszyński trzy razy przekroczył połowę, a słowacki lewoskrzydłowy co rusz robił z niego pośmiewisko.  
No i tu się zatrzymam, bo za chwilę mi wyjdzie, że żebyśmy tych Hiszpanów nie pokonali, to musiałby chyba cud się zdarzyć. A przecież, jakby się uparł, to Lewandowskiego też by można było wymienić. Od czasu jak wrócił po kontuzji, to w reprezentacji gra naprawdę przeciętnie. A Świerczok czy Świderski, jak wejdą, to bramki strzelają. Więc może dać odpocząć jego rękom, bo je chyba najbardziej w ostatnich dwóch meczach zmęczył. Tyle się nimi namachał.
W każdym razie, jeszcze raz powtórzę, ja jestem przed Hiszpanią, a tym bardziej przed Szwecją, optymistą. Warunek główny, też powtórzę, jest jeden. Musimy oba mecze zagrać bez kręgosłupa. To znaczy bez Szczęsnego, Glika i Krychowiaka. Bo to nie kręgosłup jest, tylko gorset. Gorset ortopedyczny. Od dobrych trzech lat. Taki gorset,  oprócz tego, że jest czasem pozyteczny, to głównie krępuje ruchy.
Zakończę czymś, od czego powinienem zacząć. Kozłowski na boisko!
Pozdrawiam wszystkich fanów talentu Grzegorza Krychowiaka ze szczególnym uwzględnieniem redaktorów sportowych stacji CANAL +, Polsat Sport oraz TVP. Ale nie tylko.

Lubię to! Skomentuj174 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport