28 obserwujących
1406 notek
848k odsłon
  726   1

Dallas, dzień drugi. Świątek z ręką na pulsie

Jak tu zacząć, żeby nie przesłodzić?
To może tak.
Daria Kasatkina wyrównała tej nocy swój najlepszy tegoroczny rezultat uzyskany w spotkaniach z Igą Świątek. Czyli, tak jak w styczniu w Melbourne, ugrała z Polką całe 5 gemów. Starała się, próbowała, naprawdę nie grała źle. Tyle, że była zwyczajnie dwie grzędy niżej. Polka, mimo że sama nie uniknęła paru błędów, przerastała Rosjankę przynajmniej o klasę. Skrajnie eufemistycznie rzecz ujmując. Panie zagrały po raz piąty w tym roku i po raz piąty z Rosjanki nie było co zbierać. Dawno nie widziałem tak spokojnej, swobodnej i pewnej siebie Świątek. Cóż. Znalazła patent na reprezentantkę Rosji i przy każdej nadarzającej się okazji to potwierdza.
W drugim meczu Caroline Garcia stosunkowo łatwo, sądząc po suchym wyniku, pokonała Coco Gauff. Co oznacza jedno. W czwartek Polka zagra z Francuzką. I to będzie dla Igi niewątpliwie najważniejszy mecz fazy grupowej. Najważniejszy i, jak sądzę, najtrudniejszy. Zwyciężczyni tego pojedynku prawie na pewno awansuje do półfinału zawodów. To jedno. A drugie, że Francuzka, w przeciwieństwie do zdemolowanej dziś Rosjanki, nie tylko nie przegrywa z Polką nagminnie, ale ma z nią bilans remisowy, a ich ostatni mecz, i to w Polsce ( już o tym zresztą na Salonie pisałem), nawet wygrała.
Garcia gra zupełnie inny od Rosjanki, bo ofensywny, tenis. W zasadzie to nawet ultra ofensywny. Zawsze stara się dyktować własne warunki gry. I ostatnio bardzo często jej to wychodzi. W drugiej połowie tego sezonu jest rzeczywiście w rewelacyjnej formie. WTA podaje, że w tym czasie wygrała 33 turniejowe pojedynki, co jest przynajmniej o 10 więcej od każdej innej tenisistki touru.
O jej doskonałej dyspozycji w tym okresie świadczą również trzy wygrane turnieje. Każdy na innej nawierzchni, co sugeruje zarówno wysoką formę jak i nietuzinkową uniwersalność.
Tak czy inaczej. Styl zwycięstwa nad Kasatkiną pozwala na spory optymizm, aczkolwiek w amok bym na razie nie wpadał. Wszystko co ważne bowiem, dopiero przed nami. Rezultat meczu uświadamia też chyba wszystkim to, na co może liczyć w turnieju 25-letnia Rosjanka. Delikatnie pisząc, na niewiele. No chyba, że Iga jest w top-formie i się okaże, że Kasatkina nie będzie żadnym wyjątkiem.  Ale nawet wtedy na jej miejscu bym się pomału pakował. Tutaj grają najlepsze. Już sam awans do finałów to jej ogromny sukces. Najprawdopodobniej do fazy pucharowej nie przebije się też Coco Gauff. Iga to dla niej w tej chwili taki sam szklany sufit jak dla Rosjanki. A po porażce z Garcią musiałaby z Polką wygrać. Tymczasem Gauff przegrała z Igą w tym sezonie prawie tyle samo spotkań co rodaczka Miedwiediewa, a łączna liczba wygranych w ich pojedynkach gemów, nie przekroczyła w jej przypadku w żadnym ze spotkań magicznej liczby 4.
Jeśli Iga w czwartek, nie daj Panie i w co jednak z lekka wątpię, przegra z Francuzką, to prognozuję, że w sobotę, w ramach „zemsty nietoperza”, sprawi Coco takie manto, jakiego tata Gauff jeszcze, w wydaniu jakiejkolwiek rywalki córki, nie widział. Jeśli natomiast Świątek w czwartek wygra to, nie wykluczam, ze względów taktyczno-strategicznych na przykład, może Amerykance odpuścić tak, jak to jej w zeszłym roku odpuściła w Guadalajarze Badosa.
Nie chcę się zagalopowywać, więc pozostańmy przy czwartku. Mecz Polki i Francuzki zapowiada się na batalię o prymat w grupie. Wobec przegranej Jabeur z Sabalenką nie wiadomo na dziś, co jest lepsze. Przegrać w czwartek i, zakładając drugie miejsce Tunezyjki w grupie, uniknąć półfinału z nią właśnie, czy jednak, nie oglądając się na nic, w żaden sposób nie kalkulować i grać na maksa o pełną pulę. Moim zdaniem dużo lepszym jest jednak to drugie rozwiązanie. Choćby dlatego, że jak nie wyjdzie, to zawsze pozostaje udawać, że wybraliśmy wariant numer 1:).
Już za kilka godzin będziemy zresztą o niebo mądrzejsi. Jabeur gra w nocy z Pegulą, a Sakkari z Sabalenką. Po tych dwóch spotkaniach będziemy znali co najmniej jedną z półfinalistek.
Jeszcze raz podkreślę. Wg mnie nie ma co kalkulować. Brać co swoje, ile się da i nie patrzeć na inne. Bo na takim patrzeniu często wychodzi się jak Zabłocki na mydle.
Jazda!!!

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport