Polskie siatkarki grały na tych mistrzostwach do dzisiaj bardzo przeciętnie. Łagodnie pisząc. A w meczu z Holandią pokazały ile brakuje im do czołówki. Nawet europejskiej.
Nic to jednak. Nic to. Winy wszelakie, zaszłe i przyszłe, odpuszczone mają. Bynajmniej u mnie. Nie wiem czy zdobędą medal. Wątpię. Być może nie wejdą nawet do strefy medalowej. Babska siatkówka zmienna jest i labilność zachowań na boisku kobiet uprawiających ten sport można przyrównać do labilności trzylatka. Ewentualny brak awansu już mnie nie ruszy. Dzisiaj zagrały tak, jak tego od nich wymagałem. Z przekonaniem, skoncentrowane, na granicy możliwości i z wielkim zaangażowaniem. Nie wiem skąd taka metamorfoza. Sytuacja z trenerem? Gra o stawkę? Akurat ten przeciwnik?
Fakt faktem. Polki wygrały z bardzo znaczącym rywalem. Zwyciężyly z mistrzyniami świata po przegraniu wygranego seta. Wielkie, wielkie brawa!
Klaszcząc w dłonie i ciesząc się jak najbardziej ze zwycięstwa nie można, nie bez satysfakcji, napisać paru cierpkich słów o rywalkach.
Za komuny chodziły takie słuchy, nie wiem czy prawdziwe, ze jak który(a) obywatel SoSo źle wypadł na imprezie mistrzowskiej to go w ramach rekonwalescencji na Sybir wysyłano. Dzisiejszym reprezentantkom Wielkiego Niedźwiedzia się to niewątpliwie i zasłużenie należy. Jak można, mając średnio o ponad 10 cm większą drużynę przegrać taki mecz? Obnoszą się z tą swoją Gamową, a ona w drugiej połowie meczu była non stop czapowana przez 20 cm mniejsze rywalki!
Być może nie zasługujemy na medal. Ale znacznie bardziej nie zasługuje nań syberyjski niedźwiedź. Został dziś w kliniczny sposób ustrzelony przez polskiego gajowego. Miło było patrzeć.
Dzięki dziewczyny.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)