Jak się przeczyta tytuły na niektórych portalach związane z wczorajszym madryckim spotkaniem Ligi Mistrzów to można pomyśleć, że oto nadchodzi era powrotu WIELKIEGO, NIESAMOWITEGO i NIEOSIĄGALNEGO dla innych REALU. Żywcem tak można pomyśleć.
Nie oglądam meczów ligi hiszpańskiej. Nie mam takich możliwości, niestety. Na podstawie tego co zaserwował nam wczoraj Polsat stwierdzam, że Real dalej dryfuje. Pierwsza połowa wręcz tragiczna. Biorąc pod uwagę, że Olimpique Marseille to nie jest żaden potentat, a nawet wręcz przeciwnie, to “królewscy” wypadli w tej pierwszej połowie niczym przez okno. Dwa strzały Ronaldo z dość słabo przygotowanych pozycji i dwie sytuacje Benzemy. Tyle w ciągu całych 45 minut. A po drugiej stronie boiska ogromnie dużo szczęścia + Casillas. Przecież gdyby po gwizdku sędziego na przerwę było, dajmy na to 0:2 to nikt by się nawet nie powinien zająknąć, że Francuzi niezasłużenie prowadzą. Francuzi, którzy niczym specjalnym nie zachwycili.
No i druga połowa. Bramki Ronaldo na pewno ładne, ale przy pierwszej można było np. odnieść wrażenie, że bramkarz gości postawił u bukmachera na Hiszpanów. Przesadzam? Może tak, może nie. A po karnym to wiadomo. W 10-tkę to i z Realem się nie wygra. (J )
Zresztą. W końcówce osłabiony zespół wicemistrza Francji miał dwie dobre sytuacje. Hiszpanie jedną.
I na koniec. Myślę, że Raul zasłużył sobie na to, żeby go w takiej formie nie wystawiać i światu nie pokazywać. Pamiętam go jako najlepszego snajpera na świecie i życzę sobie, panie Pellegrini, żeby mi pan wspomnień nie niszczył.
A propos Pellegriniego. Ja tam nie widzę żadnej ręki trenera w tym klubie. Indywidualnymi, sporadycznymi zresztą, zagraniami Benzemy i Ronaldo nie da się wygrać ligi. A co dopiero Ligi Mistrzów.


Komentarze
Pokaż komentarze (24)