Jeżeli ktoś rzucił czasem okiem na moje teksty poświęcone Beenhakkerowi czy polskiej piłce nożnej w ogóle, to doskonale się orientuje, że co najmniej od dwóch lat trudno mnie nazwać zwolennikiem Holendra. I nic się oczywiście w tej mierze nie zmieniło.
Kiedy jednak czytam wywiad z, zasłużonym skadinąd, Piechniczkiem Antonim i dowiaduję się, że po odejściu Beenhakkera jest dużo lepiej, bo Polska egzekwowała 8 rogów (i na dodatek każdy w inny sposób) to zastanawiam się nad kondycją psychiczną byłego trenera, a obecnego działacza.
Mecz, jaki był, każdy widział. Trudno żądać od nowego trenera cudów, no ale jeśli rewolucja w kadrze ma polegać na tym, że Pazdana zastępuje Polczak to ja przepraszam i nie jestem przekonany czy coś się zmieni.
Druga rzecz. Atmosfera w kadrze. Pan Antoni się z niej cieszy. To znaczy z czego? Czy wyrazem tej atmosfery są słowa świeżo wybranego kapitana, że jak Słoweńcy chcą byśmy nie zostali sprzedajnymi dziwkami Słowaków to sami muszą zostać naszym alfonsem? I to jest ten “wspólny język z trenerem”? Na miejscu pana Majewskiego bym się obraził.
W czym wyraża się obecna “polskość” reprezentacji w zestawieniu z “zagranicznością” poprzedniej? W tym, że Dudkę i Krzynówka zastąpili Głowacki i Peszko? Bo jeżeli tak, to nie rozumiem. A jeżeli chodzi o to, że nie ma w niej de Zeuwwa i jemu podobnych to też przepraszam, bo to PZPN ich zatrudniał. Jak się mylę to proszę mnie poprawić.
No i na koniec. Piłkarze ponoć, przynajmniej wg Piechniczka, po odejściu Beenhakkera zaczęli się utożsamiać ze związkiem. Wyraża się to w tym mianowicie, że biorą wykrzykiwane przez kibiców pod adresem PZPN obelgi do siebie. “U Majewskiego zrozumieli, że nie są to słowa [chodzi o “j...ć PZPN” – dop. mój] skierowane tylko do prezesa Grzegorza Laty ..., ale także do nich”. Tak se trener vel działacz wymyślił. Nie wiem na czym się oparł i czy miał po temu jakieś podstawy, ale zapewniam, że, o ile ja się znam na medycynie, to w zamyśle wykrzykujących te hasła kibiców działacze są nadal jedynym adresatem tej jakże bogatej językowo frazy. A że piłkarze mogą to brać do siebie? Jakbym od półtora roku grał z takimi efektami i w tym stylu to też bym na ich miejscu problem poważnie przeanalizował.
Antoniego Piechniczka dawnych zasług przecenić nie sposób. Co nie zmienia faktu, że od dobrych paru lat, coraz bardziej pie(ch)*niczy. Nazwałbym to nawet dosadniej. Znacznie.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)