Naszemu najwybitniejszemu w historii żużlowcowi nie udało się, niestety, w ostatnim tegorocznym turnieju GP w Bydgoszczy odrobić strat do Australijczyka Crumpa i wywalczyć tytułu mistrzowskiego. Ostatecznie Polak drugi raz w życiu, podobnie jak 10 lat temu, jest wicemistrzem świata. Niewątpliwie jest to wielki sukces naszego zawodnika. Sukces, który mam nadzieję, nie spina jeszcze w całość jego fantastycznych osiągnięć. Tym, którzy mniej grzęzną w statystykach przypomnę, że w międzyczasie Gollob czterokrotnie stał na najniższym stopniu podium mistrzostw świata.
Polak ma w tej chwili 38 lat. I wciąż niespełniony, jak dotąd, cel. Tytuł mistrzowski. Bydgoszczanin, będąc niewątpliwie top-przedstawicielem swojej dyscypliny, miał jednocześnie wielkiego pecha. Będąc ponad dekadę w wielkiej dyspozycji zawsze trafiał na jeszcze lepszego rywala. Najpierw przez wiele lat był to Tony Rikardsson, od paru sezonów jest nim Jason Crump. A jak ten ma akurat słabszy sezon to z rękawa wyskakuje Duńczyk Nicki Pedersen.
Nie zamierzam dokonywać tutaj, broń Boże żadnych, porównań. I mam świadomość, że Gollob to nie jest Mauger. Ale, jeżeli ktoś mnie zapyta czy wierzę, że Polak może jeszcze , mimo swojego wieku oraz wieloletnich nieudanych prób w tym zakresie, stanąć na najwyższym stopniu żuzlowych MŚ to odpowiem: TAK. Nowozelandczyk, zdobywając swój szósty tytuł miał równe 40 lat.
Tyle, że Gollobowi ewentualne zdobycie tego tytułu, przyjdzie znacznie ciężej niż Wielkiemu Ivanowi. Bo w tym wieku szósta ciąża jest znacznie łatwiejsza do donoszenia niż pierwsza. Tak przynajmniej mówi moja żona. A kobietom, przynajmniej w tym względzie, należy wierzyć. No więc wierzę, ale tym bardziej trzymam kciuki za Golloba.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)