Wczorajsze wieczorne “Wiadomości Sportowe”, ustami pana Babiarza, podały że państwo Austria postanowiło walczyć z dopingiem. Do tego stopnia, że za ewentualne stosowanie tego typu szlachetnych zabiegów zamierza karać nawet 10-letnim pobytem w sanatorium zwanym niezbyt precyzyjnie więzieniem.
Strasznie się przejąłem tą deklaracją, szczególnie w kontekście niedawnych ucieczek reprezentantów i oficjeli tego kraju (przed reprezentacją MKOl-owskiej komisji antydopingowej – jakby kto nie wiedział) przez okno hotelu zajmowanego na igrzyskach w Turynie. Taka zmiana stanowiska związku jest godna najwyższego uznania. Można, co prawda, ponarzekać nieco, że dość spóźniona to reakcja, ale nikt nie jest (jak mówi w ostatniej sekwencji filmu “Pół żartem, pół serio” jeden z jego bohaterów właśnie przekonujący się, że obiekt jego adoracji jest tej samej płci) doskonały.
Sprawdzając austriackich biathlonistów i biegaczy, i wiedząc już o ich turyńskich wyczynach, komisja MKOl w “cudowny” sposób pominęła przy kontroli znacznie lepiej radzących sobie w Turynie (złoto i srebro w konkursie indywidualnym, najlepsi w drużynówce) tyrolskich skoczków. Skutkowało to nie tylko zatwierdzeniem tychże trofeów, ale bulwersującą wszystkich oprócz rzeczonych antydopingowych komisji, dominacją tej nacji przez znakomitą większość międzyigrzyskowego czterolecia. Dość powiedzieć, że miały miejsce konkursy, gdzie w najlepszej 30-tce zawodów mieściło się 13-tu skoczków z Austrii. W sytuacji, kiedy dany kraj mógł wystawić ... 13-tu zawodników. Pomijam też takie drobnostki jak notoryczna obecność 6-ciu skoczków z Austrii w najlepszej 10-tce konkursu czy 3-ch w czwórce. O wyprzedzaniu w ostatnich dwóch sezonach całej reszty o dwie klasy przez Morgensterna, a potem Schlierenzauera, nie pisząc. Taka przewaga może być porównywalna jedynie z supremacją czarnoskórych sprinterów USA w latach 80-tych i 90-tych, gdzie na listach najlepszych 50-ciu szybkobiegaczy widniały nazwiska ponad 40-tu Amerykanów. Stosunkowo niedawno, jak pamiętamy, wyszły na jaw liczne fakty z amerykańskimi sprintami związane.
No więc ja się teraz zastanawiam. Czy deklaracja austriackiej wierchowki sportowej oznacza, że coś jednak wykryto i z temu czemuś wypowiedziano zdecydowana wojnę czy to taki pic na wodę tylko, mający de facto przyklepać dotychczasowe praktyki w tym sensie, że skoro tak strasznie z czymś walczymy to jak coś (czytaj skoczkowie) już przez nasze sito przeszło to jest czyste jak łza tudzież dziewicze sumienie. Czas pokaże.
Narciarski sezon rozpoczyna się za niespełna 10 dni. Nagłe pogorszenie się wyników zawodników z Tyrolu i okolic będzie jednoznacznie wskazywało na zwycięstwo opcji nr 1. I wtedy trzeba będzie napisać jedno: lepiej późno niż wcale.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)