HareM HareM
35
BLOG

Wszystko przez Dawrweszte

HareM HareM Rozmaitości Obserwuj notkę 11

Dawrweszte mnie sprowokował. Napisał o swoich wspomnieniach związanych z futbolem. Tym z dzieciństwa. No i mnie też naszło.

Ja nie wiem, kiedy zacząłem grać z chłopakami z podwórka. Pewnie miałem już 7-8 lat. Byłem najstarszym wnuczkiem i nie miałem tej swobody co później moi kuzyni i brat. Babcia (mieszkaliśmy z dziadkami w wielkiej, bankowej kamienicy) kazała mi być zawsze na widoku. Więc byłem.

Na szczęście okna mieszkania wychodziły na trawiasty duży plac, gdzie wszystkie chłopaki z podwórka (4 klatki tego było) grzały cały dzień w piłę. Ponieważ inne ulice zbierały się na żużlowym boisku pobliskiej szkoły to my mieliśmy naszą trawę tylko dla siebie. Kameralną, otoczoną żywopłotem. I rżnęliśmy. Od rana do wieczora. I tak, mniej więcej, do czwartej klasy było. Bo od piątej człowiek kastowo awansował i starsi pozwalali mu już ze sobą zagrać na boisku szkolnym. No, a od klasy 6-tej to już byłem gostek, bo zaczęli mnie powoływać do reprezentacji szkoły. I to do ataku. Więc się na boisku rządziłoJ Tyle, że było dużo brudniej niż na rodzimym podwórku. Na początku był szuter, potem chyba mączka. Umorusony człowiek wracał wieczorem do domu jak nieboskie stworzenie. Mama gotowała wodę, bo bieżącej ciepłej wody oczywiście w starym budownictwie w tych czasach jeszcze nie było, wlewała do wielkiej misy i wio! Kąp się. A człowiek był zmęczony, więc się nie chciało. I potem jeszcze zadanie trzeba było odrobić. To było jeszcze gorsze. Dlatego najbardziej lubiałem sobotę. Wtedy nie musiałem wieczorem odrabiać lekcji, a zamiast się myć w niewygodnej misce wrzucano mnie (od któregos tam roku już sam się wrzucałem) do wanny. Potem kładłem się w mięciutkiej, zmienianej zawsze w sobotę, świeżej, pościeli i było tak strasznie przyjemnie. I tak do końca podstawówki.

O dziwo bierny kontakt z piłką pamiętam inaczej. W zasadzie do 10 roku zycia kojarzę tylko dwa-trzy wydarzenia. Jako 4-letnie dziecię chyba zabrano mnie na stadion miejscowego potentata (mój klub przez dwa lata grał w I lidze) na przedsezonowy mecz z Górnikiem Zabrze. Górnik odrabiał pańszczyznę za to, że ukradł nam jeszcze wtedy chyba nie reprezentacyjnego Kostkę. Pamiętam jak mój podniecony dużo bardziej tym faktem ode mnie Tata pokazywał mi po kolei wszystkie ówczesne tuzy Górnika. I ja je, gówniarz, zapamiętałem. Do tej pory wiem kto to Kuchta, Olek, Wilczek, Lentner, Gomola czy Latocha. O Oślizle czy Szołtysiku to nawet nie piszę, bo wiadomo. Chyba w tym sparingu w zabrskiej jedenastce zadebiutował 16-letni Gorgoń, a Lubański wracał po kontuzji. Drużyny grały, jedna w niebieskich, druga w czerwonych strojach. Tyle, że nie pamietam kto w których. BTW. Na tym samym stadionie, w nie zmienionym chyba na jotę stanie, nasze(?) dziewuchy zdobyły dla miasta w tym roku tytuł mistrza kraju.

I drugi motyw. Tym razem z telewizji. Kijów i zwycięstwo Górnika w PEMK. 2:1 chyba. Taki cudowny szczupak Lubańskiego. Więcej grzechów nie pamiętam.

Potem byłem już trochę starszy i miałem lat z dziesięć. Pamiętam jak Jarosik i Lubański na Śląskim zwycięskie bramki Holandii strzelali. Nic nam to nie dało i do finałów, nie wiem już czego, ktoś inny awansował. Chyba Bułgaria. W każdym razie Holandia też nie.

Tak to za łebka ze mną i z piłką bywało. A potem to już miałem więcej niż 10 lat. Przyszło Monachium.... Ale to już wszyscy pamiętają...

 

HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Rozmaitości