HareM HareM
40
BLOG

W pięknych czasach żyłem

HareM HareM Rozmaitości Obserwuj notkę 9

Zawsze mi się wydawało, że los mnie nieco doświadczył. W tym sensie, że jestem z roczników, które były na tyle młode, żeby nie mieć szansy czerpać z komuny, a na tyle stare, żeby nie umieć już wykorzystać nowych czasów. Oczywiście jaja sobie w dużej mierze robię, bo myślę, ze nigdy bym nie mógł (ani chęci, ani możliwości) z tej komuny czerpać, a z drugiej strony to ten polski kapitalizm to taki jest, że głównie komuchom sprzyja. Ale jakoś tę notkę trzeba było zagaić.
No to jak już zagaiłem to teraz clou. Więc ten los w jednej kwestii był dla mnie łaskawy. Pozwolił mi, mianowicie, żyć w czasach największej prosperity polskiej piłki nożnej. Nie tylko żyć. Mieć możliwość oglądania praktycznie wszystkich, ważnych dla polskiego piłkarstwa, meczów. Ponieważ te czasy skończyły się definitywnie w roku 1986 i nic nie wskazuje na to, by kiedykolwiek coś do nich zbliżonego mogło nastąpić, to stwierdzam, że mam ogromny handicap w zestawieniu z kibicami, którzy piłką nożną  emocjonują się od lat, powiedzmy, dwudziestu trzech. A nawet, nie bójmy się tego powiedzieć, od niemal 27-miu.
No bo co oni widzeli? Citkę jak wrzuca gola na Wembley albo z połowy boiska Hiszpanom w Łodzi, dzięki czemu jest tylko 1:4 w Lidze Mistrzów? Smolarka i Olisadebe jak po parę bramek w eliminacjach MŚ nastrzelali? A propos. Tego właśnie zaznali. Że z braku laku trzeci sort Murzynów i Brazylijczyków pierwsze skrzypce w kadrze gra. I Fryzjer rządzi ligą. A Lato PZPN-em (niby).
A ja mam inne wspomnienia. Zamykam oczy i widzę:
1, mocno zdziwionych graczy Manchester United z Charltonem i Bestem na czele, późniejszych zwycięzców PEMK, którym na Śląskim, po bramce Lubańskiego, zaczyna wymykać się zwycięstwo w dwumeczu i strach w oczy zaglądać
2. Helenio Herrerę zaklinającego węże czy co on tam przebłagiwał i zaraz potem wyskakującego w górę w geście radości Gorgonia
3. mających do siebie pretensje za przegrany półfinał PEMK z Feyenoordem legionistów
4. wściekły ryj Błochina, nie mogącego się pogodzić z porażką Soso z Polską w półfinale igrzysk w Monachium
5. biegających wokół Kaki w tymże Monachium jak durni Węgrów, którym ta bieganina i tak nic nie dała
6. sytuację z siódmej czy ósmej minuty meczu Polska-Anglia, gdzie dalej, po 36 latach, nikt nie wie, kto strzelił pierwszego gola
7. „pewne” przecieki z, zawsze życzliwej nam, prasy niemieckiej po meczu z Haiti, z których wynikało, ze Szymanowskiego złapano na dopingu i cały dotychczasowy wysiłek reprezentacji możemy se wsadzić
8. rozniesionych w Chorzowie na sarmackich szablach na miał, najsilniejszych wówczas na świecie, Holendrów
9. powrót Lubańskiego w meczu z Danią
10. 5 miejsce na świecie na MŚ w Argentynie, które uznano za wielką porażkę
11. zwycięstwo przetrzebionej aferą alkoholową Polski B nad bardzo silną NRD w Chorzowie
12. znów wściekły ryj Błochina, jakby na 10-lecie pierwszego wściekłego ryja; a powód był wszelako inny
13. celowy faul Bońka w banalnej sytuacji w meczu z Soso skutkujący absencją w półfinale z Włochami i dobrymi stosunkami z nowymi kumplami z Juventusu; a mógł być finał...
Jako kibic jestem piłkarsko spełniony. No. Prawie
Duża część blogerów boiska.24 została pokrzywdzona przez los rodząc się i żyjąc niestety w czasach, kiedy polski piłkarz kojarzył się już głównie z pośledniego kalibru czy sortu tandeciarzem.
Ponieważ nie wiem (nie czytam sportowej prasy i wydawnictw), czy ktoś te lepsze dla nas czasy  jakoś w środkach musowego przykazu przedstawił, napisałem te parę zdań. A co mi tam?  Nie jestem aż takim egoistą, żeby się z ludźmi nie podzielić.  Bierzcie i czerpcie z tego wszyscy. Już i tak Was wystarczająco pokarano. Bo to se, pane Havranek, ne vrati.

 

 


 
 

HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Rozmaitości