Tak to już jest, że szczęścia i nieszczęścia chodzą parami. O nieszczęściach kiedy indziej. Dzisiaj o czymś zasadniczo przyjemnym. O czymś co nastąpiło tuż po tym, jak nasze panie zdobyły medal w ME. Napisałem tuż, bo półtora miesiąca to żadna odległość czasowa. Zresztą. Zwycięstwo w meczu o 3 miejsce to jakby wczoraj było.
W Osace, jednym z miejsc przyszłorocznych MŚ w żeńskiej siatkówce, dokonano wczoraj losowania grup. Jak to w Japonii losowanie było z pewnością fingowane. Robione wyraźnie pod gospodynie. Polki mogą być jednakże bardzo zadowolone. Ponieważ Japonki nie mogły grac w grupie tylko z Algierią, Kostaryka czy Peru trzeba było do nich dokooptować kogoś z szeroko rozumianej czołówki. Padło na nasze i Serbię.
Nasze szczęście nie polega, moim zdaniem, tylko na tym, że naszymi najgroźniejszymi przeciwnikami w grupie będą dość przeciętne ostatnio Japonki i Serbki. To ma swoje dalsze konsekwencje.
Piszę to w ciemno, ale mogę się założyć, że grupa A, w której gramy, w drugiej fazie rozgrywek spotka się z drużynami grupy C. Dlaczego? Bo w grupie C nie ma Chinek, Brazylijek, Włoszek i zawsze bardzo groźnych Rosjanek. Czyli najsilniejszych drużyn świata. Z nimi, jak skalkulowali pewnie ci, którzy to losowanie ustawiali, reprezentacja gospodarzy spotka się ewentualnie dopiero w strefie medalowej.
Nam pozostaje tylko wykorzystać to, że los nam sprzyjał, włoić Japonkom, Serbkom i Amerykankom po czym walczyć o medale. Jak wrócą tegoroczne rekonwalescentki to jest to, uważam, zupełnie realne. Naprawdę. Rzekłbym nawet, że tego bym od naszych dziewcząt oczekiwał.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)