Krótko, bo o czym tu gadać.
Włosi przeszli samych siebie. A pomysł z przemarszem sportowców w czterech różnych miejscach, tam gdzie faktycznie będą rywalizować, to strzał w 10-tkę. Również z punktu widzenia uroku transmisji telewizyjnej.
Przemówienia, zarówno przewodniczącego komitetu organizacyjnego jak i aktualnej szefowej MKOl, trochę przydługie, ale, szczególnie to pierwsze, bardzo sympatyczne i celne. Z przesłaniem.
Trwało to 3,5 godziny, a ja się, po raz pierwszy od lat, nie nudziłem. Oglądnąłem wszystko od A do Z. Mimo, że byłem zmęczony, bo akurat wczoraj rano musiałem wstać o wpół do czwartej rano. To znaczy prawie wszystko. Oczywiście był wyjątek potwierdzający regułę. I to, jak zwykle w moim przypadku, bardzo pechowy. Przymknąłem, z tego zmęczenia znaczy, oczy na chwilę po przejściu reprezentacji Norwegii i jak je otwarłem, to Polacy znikali za zakrętem. Czyli, tak de facto, oglądnąłem wszystko poza przejściem reprezentacji Polski:(
To mi przypomniało sytuację z igrzysk w Montrealu chyba, kiedy amerykańscy kibice też oglądnęli wszystko oprócz przemarszu ich zespołu. Tyle, że wtedy CBS czy CNN, nie pamiętam już która to była stacja, zafundowała im w tym czasie reklamy. W moim przypadku nikt się na to nie odważył. Pretensje mogę mieć tylko do swojego organizmu. No i mam. No bo żeby nie oglądnąć Kamila w takiej roli, to tylko mi, jego wiernemu jak pies przez 20 lat kibicowi, mogło się przydarzyć. Miejmy nadzieję, że ktoś mi tę moją samokrzywdę w krótkim czasie wynagrodzi. Jak nie Stoch, to Tomasiak chociaż.
Wspaniałe widowisko. Kiedyś dodatkowego uroku wszelkim zamknięciom i otwarciom nadawał komentarz Włodzimierza Szaranowicza. Ostatnimi czasy Przemysława Babiarza. Teraz otwarcia komentują już inni, ale nie wiem czy dlatego, że to otwarcie było takie wspaniałe czy z innych powodów, obaj panowie na pewno tego odbioru mi nie popsuli. Komentarz też na plus. Zarówno ze strony wracającego, nie wiem po raz który, na łono TVP, syna marnotrawnego, pana Rudzińskiego, jak i znacznie bardziej stonowanego pana Sobczyńskiego.
Podsumowując. Dla mnie było bardzo pięknie, a jednocześnie bez przesadnej pompy. Tak, jak powinno być na otwarciu Igrzysk Olimpijskich. Brawo Italia!
PS
Ten spektakl przekonał mnie też, że czas, jakbyś go nie chciał zatrzymać, robi swoje. Widać to było po jednym ze sportowych idoli czasu mojego dzieciństwa i młodości, mistrzu olimpijskim z Sapporo i Innsbrucka, Gustavo Thonim, który niósł przez chwilę pochodnię z ogniem olimpijskim w Cortinie. Czterdzieści kilka lat przerwy, kiedy to widziałem go poprzednim razem, zostawiło ślad. Nie wystarczy się, nie wiem jak dobrze, prowadzić. W pojedynku z czasem każdy, prędzej czy później, przegrywa. Ale próbować walczyć, jak widać po Gustavo, trzeba.
Dlatego zaraz się ubieram i idę na basen.




Komentarze
Pokaż komentarze (13)