Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Wolność jest zdolnością do samodyscypliny. - Georges Clemenceau
62 obserwujących
300 notek
1511k odsłon
  2345   6

Hanka Bielicka - ostatni Mohikanin monologu kreacyjnego

Foto: Attila Husejnow / MW Media
Foto: Attila Husejnow / MW Media

Hanka Bielicka - wyjątkowo 'elokwentna' aktorka i artystka kabaretowa - prywatnie, w domu była zupełnie inna niż na estradzie. Spokojna, wyciszona i zdystansowana, ale zawsze uśmiechnięta. Mieszkała w kamienicy na ul. Śniadeckich 18 w Warszawie. Wielokrotnie Ją odwiedzałem, bowiem była dobrą znajomą siostry mego Ojca, Ireny Gan, która prowadziła Estradę Wielkiej Kielecczyzny, a także Łodzi - i zapraszała Hankę Bielicką na występy, na które zawsze "waliły tłumy". Pani Hanka kochała warszawską Starówkę i Łazienki Królewskie. Bardzo udzielała się też charytatywnie przeznaczając pieniądze zarówno dla ludzi potrzebujących, na rzecz różnych instytucji (Domy Dziecka) i na schroniska dla zwierząt. Znana była z umiłowania do oryginalnych kreacji, które sama projektowała i z licznych kapeluszy, w które przebierała się już jako mała dziewczynka podczas pobytu w Konotewce na Ukrainie, gdzie jej mama była garderobianą. Dzieliła ponad 40 lat wspólną garderobę z Ireną Kwiatkowską, z którą jednak zawsze były na per „pani”...

Nigdy nie zapomnę, gdy szliśmy Marszałkowską od Placu Konstytucji, a ludzie zewsząd radośnie machali do Pani Hanki Bielickiej, uśmiechali się "posyłając całusy"...

             image


Z HANKĄ BIELICKĄ - ostatni raz próbowałem 'dojść do słowa' na kilka miesięcy przed Jej śmiercią.

 -- Pani Hanko, rozmawiałem z Panią już wiele razy i zawsze wychodził… Pani monolog, a ja zmuszony byłem później „dosztukować” niejako moje pytania… Proszę, błagam… o 'dyscyplinę odpowiedzi'… Spróbujmy ukazać summę Pani dokonań artystycznych, dorobku, ważnych wydarzeń i przeżyć.

      Podrobić ani pomylić Panią nie sposób. Jako aktorka charakterystyczna, posiadająca dar satyrycznej obserwacji…

-- …do końca nie wiadomo, na czym polega atrakcyjność aktora. Taki Fernandel, jakiż on był brzydki – ogromne końskie zęby – a jaki był kochany. Albo Louis de Funes… We Francji aktorzy epizodyczni, charakterystyczni – są bardziej kochani, niż największe gwiazdy. Widz bowiem utożsamia siebie lub bliskiego sobie człowieka z tym aktorem: „O, popatrz, widzisz – to wuj Bronek jest właśnie taki; o tak postępuje, tak właśnie mówi, podobnie wygląda…”

-- No tak, rodzina, ach, rodzina…

-- Marian Jonkajtys powiedział mi, że jestem ostatnim Mohikaninem monologu kreacyjnego. To znaczy, że w monologu kreślę postać, przedstawiam sytuację i sprawę. Myślę, że do tego potrzebna mi była zarówno szkoła teatralna, jak i wiele lat teatru dramatycznego. Na estradę weszłam jako artystka dramatyczna, ale w monologu nie chowam się za rolą Dulskiej, Żabusi, Mańki – jestem sobą i przedstawiam żywą osobę, raz głupszą, to znów mądrzejszą, bardziej kokietliwą, pretensjonalną, prostą czy złożoną. Moim wielkim zwycięstwem jest to, że potrafiłam obronić się przed pokusą, by być inną.

-- Ale…

-- Osiemdziesiąt procent zasługi należy do autora tekstu. Zaczęłam od poezji, piosenek, ballad podwórkowych. Kiedy jeszcze nie bardzo wiedziałam, co ja na tej estradzie będę robiła, Sempoliński przyniósł mi trochę tekstów. Było wiele prób i poszukiwań, dopiero później zaczęli dla mnie pisać monologi Gozdawa i Stępień, Brzeziński, Baranowski dla „Podwieczorku przy mikrofonie”, Wiktorczyk. Przysposabiałam także dla swojego repertuaru felietony Wiecha. Przez długi czas byłam wielką niewiadomą. Ja naprawdę – choć może mi pan nie uwierzy – wykreowałam się dopiero w drugiej dekadzie lat 80., po trzydziestu, czterdziestu latach pracy…

      „Podwieczorek przy mikrofonie” przez 25 lat spopularyzował mój głos – co dwa tygodnie nowy monolog, nie bardzo nauczony, nie dopracowany do końca, nie dopisany. Praca w szaleńczym tempie. To wszystko razem troszeczkę pachniało złym gatunkiem.

-- Teraz…

-- Kiedy do niedawna te same teksty brałam na warsztat, próbowałam i porządnie przygotowywałam – one nabrały barw, swoistego kolorytu i lepszego charakteru. Moja matka, słuchając tego mojego krzyku zawsze mówiła: „Boże, ale ty się bałaś, Hanka!...” Bo ja mam ogromną tremę, boję się i kiedy nie bardzo znam tekst, mówię strasznie szybko i bardzo głośno. Wie pan, wszystkie moje premiery przebiegały w takim szaleństwie, że ja nie bardzo wiedziałam, co mówię, gdzie mówię i jak mówię… Dopiero na trzecie, czwarte przedstawienie zaczynałam być przytomna i oswojona z tekstem. W teatrze dojrzewa się z próby na próbę, w trakcie przygotowań stale coś przyrasta do tej roli. A na estradzie trzeba brać monolog za łeb, trzeba go szybko zrobić, wprowadzić na dobre tory, dać mu swoistą barwę i jakąś wypukłość charakteru.

-- Czyli…

-- Mówiąc o warsztacie – zespole środków i chwytów rozśmieszania – sięgam do całego arsenału aktorskich pomysłów. Oczywiście, także wykorzystuję naturalne warunki swojego wyglądu. Daję upust wrodzonym skłonnościom do mówienia i do dowcipu; przyspieszony rytm słów, gestykulacja, świadomość zamykania zdań pointami. Wielokrotnie powtarzam dany monolog, ale wykonuję go zawsze inaczej. Nigdy nie robiłam żadnej roli czy monologu jako formy ostatecznej; zostawiałam mały margines na improwizację. Pozwalałam sobie iść za nurtem bieżącego dnia, który dookreślał, dokonkretyzował kreowane przeze mnie postacie, przedstawiane sytuacje. Jest to także sprawa osobistej interpretacji, usposobienia w danym dniu. Nie inaczej bywa z moimi rolami filmowymi, gdzie scenarzyści „kupują mnie już gotową” i niejako pode mnie piszą mi role, kwestie, teksty, wymyślają postaci.

Lubię to! Skomentuj22 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura