Tyle głupstw o wrześniu 1939 roku nie czytałem już od dawna. Gorzej, że te głupoty znalazły się w „Do rzeczy” i „W sieci”, które na ogół szanuje i cenię. Moczulski, Zychowicz, Kostrzewa-Zorbas, i Potocki bazując na półprawdach i oczywistych pomyłkach snują wizje z których jednoznacznie wynika, że gdyby nie zdrada aliantów w 1939 roku, Polska wyszłaby z wojny obronną ręką, a jej armia defilowałaby zwycięsko na gruzach Berlina. Dość już mam tego. Jak długo jeszcze w publicznej debacie będziemy ignorować fakty ustalone przez historyków wiele lat temu? Fakty te jednoznacznie dowodzą, że nawet pomoc aliantów w 1939 roku nie była w stanie pomóc Polsce.
Po kolei jednak. Centralnym elementem argumentacji ww panów jest 17 września kiedy to miała ruszyć ofensywa aliantów na Niemcy. Moczulski, kiedyś autor doskonałej książki o wrześniu 1939 roku, dziś powtarza te same dane co 20 lat temu, nie dostrzegając faktów ustalonych w międzyczasie przez historyków gdy on sam parał się polityką. O co chodzi? Chodzi o realny stosunek sił na granicy francusko-niemieckiej. Z mapki w artykule wynika, że Niemcy mieli na froncie zachodnim 23 dywizje i 600 samolotów, a przeciwko nim Francja i Anglia mogły wystawić 100 dywizji, 4000 tysiące czołgów i ponad 2000 samolotów. Problem w tym, że siły niemieckie rzeczywiście stały na granicy zachodniej, za to wojska aliantów były tylko częściowo zmobilizowane, a do tego rozrzucone od Szkocji po Afrykę Północną, a to czyni wielką różnicę, nieprawdaż? Realniej patrząc to na granicy z Niemcami Francuzi mieli 3 września ledwie 26 dywizji. Nie ma więc mowy o żadnej istotnej przewadze Francuzów w piechocie. Co do czołgów to mamy spory akapit o wyższości czołgów francuskich nad niemieckimi. Nie ma tu miejsca na prostowanie wszystkich znajdujących się tam błędów i niedopowiedzeń, dość napisać, że najwyraźniej autor zapomniał, że prawie połowę francuskich czołgów stanowiły przestarzałe FT17 z pierwszej wojny światowej o prędkości maksymalnej… 7km/h. Jako anegdotę ilustrującą ich wartość bojową podam, że największy sukces czołgów FT17 w kampanii wrześniowej to odparcie niemieckiego ataku na twierdzę Brześć - Polacy po prostu postawili dwa czołgi FT17 w bramie, a Niemcy nie byli w stanie sforsować tak zatarasowanego przejazdu.
Błędne są też opinie autora o sile niemieckich umocnień. W 1939 roku był już to bardzo silny system, wielokrotnie silniejszy choćby od polskich umocnień pod Mławą, które powstrzymywały Niemców przez 4 dni. Natomiast w sprawach lotnictwa trudno zarzucić autorowi jakiś błąd – po prostu on nic o nim nie pisze. Tymczasem niemieckie lotnictwo, dużo nowocześniejsze od lotnictwa aliantów, było w stanie zniweczyć wszelkie ich działania ofensywne. Pamiętajmy też, że już 3 września Niemcy przerzucili z Polski nad swą granicę zachodnią większość myśliwców, a to w praktyce uniemożliwiało skuteczną pracę bombowcom alianckim.
Wszystko to powodował, że ofensywa francuska miała bardzo małe szanse powodzenia w krótkim okresie. Owszem, Niemcy zapewne cofaliby się krok za krokiem ale ryzyko, że ich front zostanie przerwany było minimalne. Jak się wydaje podobnie musiał uważać gen. Kutrzeba, który już w 1938 roku przewidywał, że wpływ ofensywy francuskiej na działania niemieckie w Polsce będzie odczuwalny w … 6 miesiącu wojny.
Warto jeszcze pochylić się też nad stanem Wojska Polskiego 17 września kiedy miała ruszyć obiecana ofensywa aliantów. W tym czasie Bitwa nad Bzurą była już przegrana, a 17 września całodzienne uderzenie lotnicze kompletnie rozbiło wojska gen. Kutrzeby. Dywizje rozproszone prze Niemców nad Narwią zbierały się na Lubelszczyźnie. Tam też doszły wojska cofające się ze Śląska, niestety dowódcy tych wojsk nic nie wiedzieli wzajemnie o swoim położeniu. Bronił się Lwów do którego zmierzały resztki wojsk dawnej armii Karpaty, broniła się Warszawa, walki trwały na wybrzeżu. I w zasadzie niewiele więcej. W sumie więc wojsko było już pobite, a zapasy amunicji i stan fizyczny żołnierzy nie dawał żadnych szans na dłuższą walkę. Nawet więc gdyby alianci uderzyli całą swą mocą 17 września było już za późno na pomoc Polsce. Kampania była już przegrana, trwało jedynie oczyszczanie terenu z mniejszych i większych walczących jeszcze oddziałów polskich.
O ile motywacje redakcji do zamieszczenia wywiadu z Leszkiem Mozculskim – zasłużonym wszak kiedyś badaczem kampanii wrześniowej mogę jeszcze zrozumieć to zamieszczenie artykułu pana Kostrzewy-Zorbasa zrozumieć zaiste nie mogę. Publicysta ten kreśli wizje Polskiego uderzenia na Niemcy w celu sprowokowania aliantów do działania. Tu mi trochę ręce opadają. Jak bowiem grzecznie wyjaśnić że, utytułowany wszak publicysta pisze kompletnie od rzeczy? Jak można proponować atak „dwoma kolumnami wojsk zmechanizowanych i pancernych na Szczecin i Świnoujście” gdy tych wojsk zmechanizowanych mamy całą … jedną brygadę? Jak poważnie traktować propozycje bombardowania portów nad morzem Północnym i Kanału Kilońskiego jeśli mieliśmy w tedy w jednostkach całe 36 Łosi? Autor widocznie nie wie, że straty lotnictwa brytyjskiego bombardującego te cele na początku wojny dochodziły do 50%. Nie wie też najwyraźniej, że dodatkowe zbiorniki paliwa, które miałyby zapewnić Łosiom odpowiedni dla tych misji zasięg niestety … pękały w locie i nie nadawały się póki co do użytkowania. Pan Kostrzewa-Zorbas proponuje też ofensywne wykorzystanie naszych łodzi podwodnych do atakowania transportu morskiego i okrętów niemieckich. Nie wie niestety, że dokładnie takie działania realizowały nasze okręty podwodne w drugiej połowie kampanii, niestety z zerowym skutkiem. Jak można przepuścić tyle błędów w jednym artykule?
Na koniec chcę jeszcze wspomnieć o wydarzeniu, które miało miejsce wiele lat przed 1939 rokiem ale mogłoby odegrać decydującą rolę gdyby Francuzi rzeczywiście uderzyli 17 września. Otóż w 1914 roku gdy Niemcy podchodzili pod Paryż ruszył rosyjski walec parowy. Dwie armie imperium carskiego uderzyły na Prusy Wschodnie bronione przez słabe jednostki tyłowe Niemców. Rosjanie mieli ogromną przewagę i zdawało się, że los Prus Wschodnich jest przesądzony. Niemcy wysłali więc na wschód jeden ze swoich korpusów osłabiając w ten sposób nacisk na Paryż. Ironia losu sprawiła, że zanim ten korpus dotarł do Prus, generał Hindenburg rozbił obie armie rosyjskie w wielkiej bitwie pod Tannenbergiem, za to brak tych kilku niemieckich dywizji we Francji ocalił stolicę przed okupacją, a Francję przed szybkim upadkiem. Czy pomni tego doświadczenia Niemcy mogli w 1939 roku przerzucić swe wojska do Francji przed ostatecznym rozgromieniem Polski? Nie sądzę by którykolwiek z autorów „W sieci” i „Do rzeczy” chciał odpowiedzieć twierdząco na to pytanie.
Komentarze
Pokaż komentarze (21)