Mirnal Mirnal
162
BLOG

Segregacja odpadów, czyli kto wymyśla takie nielogiczne procedury?

Mirnal Mirnal Rozmaitości Obserwuj notkę 5
Zainteresowałem się systemem odbioru odpadów w pięknym nowoczesnym mieście Gdynia, kiedy to wyjątkowo nie odebrano żółtych worków z mojej ulicy, choć od lat robiono to bez zarzutu. Zapytałem urzędników: co się stało? Przez okno widzę kilkanaście worków (swoich i sąsiadów), które stały się nagle niewidzialne dla służb. W odpowiedzi przeczytałem, że aby uruchomić system, nie wystarczy podać nazwy niedługiej ulicy – należy podać konkretny numer domu. Wyraziłem zdziwienie i przez analogię zapytałem, czy w razie pożaru kilku domów na ulicy straż pożarna również wymagałaby numeru jednego z nich, by zacząć gasić całą okolicę?

Czas leciał, system pomału przyswajał numer domu, przeszedł weekend i ostatecznie ok. 30 worków z dwóch ulic zostało zabranych dopiero po 6 dniach. Powód zwłoki? Nieznany, choć okoliczne ulice obsłużono terminowo, te dwie zostały pominięte. Jak to możliwe w dobie kosztownych systemów GPS i RFID, które – jak nas zapewniano – wszystko widzą, ważą i oceniają? Okazało się, że „inteligentny system” bez interwencji mieszkańca jest po prostu ślepy na stertę odpadów. Powodu nieodebrania nie ujawniono, choć miesięcznie płacimy ok. 100 zł (dwie osoby) i mamy prawo wiedzieć. W Hamburgu, w mieście równie nowoczesnym jak Gdynia, opłaty nie zależą od powierzchni mieszkalnej, lecz od ilości odbieranych śmieci. Ale to temat na osobny konstytucyjny skandal.

Zaintrygowany tą biurokratyczną gimnastyką, postanowiłem zgłębić zasady dotyczące innych odpadów, które mam na zbyciu. Na początek: rozbity zbiornik WC, czyli spłuczka. Fachowiec podczas naprawy niechcący go stłukł, po czym ulotnił się, zostawiając mnie z problemem. Wziął kilkaset złotych wg paragonu za nabyte akcesoria, obiecał powrót i naprawę i… tyle go widziałem, zaś fixly.pl uznało, że to nie ich sprawa. On nierzetelny a ja mam kłopot.

Tu zaczęła się prawdziwa lekcja życia, czyli pouczenia naczelnika wydziału, który uświadomił mnie, że rozbita ceramika to odpad poremontowy i muszę go wywieźć do punktu zbiórki (PSZOK) kilkanaście kilometrów za miasto na własny koszt, spalając paliwo i tracąc czas. Co ciekawe, na liście artykułów wielkogabarytowych, które miasto odbiera spod drzwi, widnieje „umywalka, wanna i muszla toaletowa”. Jest także enigmatyczna pozycja „WC”, która – po wpisaniu do słowniczka – podaje kilkanaście odpowiedzi, w tym „bojler, długopis, kiełbasa, obierki, obuwie”, ale żadna nie nawiązuje do owego skrótu. Są tam nazwy „kuchenka elektryczna” i „kuchnia elektryczna”, ale sposoby przekazania są identyczne, zatem jaki sens istnienia obu kategorii? Dowiedziałem się też, że gdyby spłuczka była cała, byłaby gabarytem i kwalifikowałaby się do gratisowego odbioru, ale ponieważ jest w kawałkach – stała się materiałem budowlanym. Taka trójmiejska magia...

Zapytałem więc retorycznie: czy jeśli skleję zbiornik taśmą lub klejem, to odzyska on swoją „gabarytową godność” i zostanie odebrany gratis? Czy o kategorii odpadu decyduje jego skład (fajans), czy inne wady lub zalety? Przecież w ichnim słowniczku przy haśle „donice” stoi wyraźnie: „ceramiczne doniczki, JAK KAŻDĄ CERAMIKĘ, wyrzucamy do niesortowanych”. Ciekawe, jak logik i prawnik interpretuje „każdą”, bo naczelnik ma swoją autorską logikę: jeśli spłuczka to ceramika, a instrukcja mówi o „każdej ceramice”, to albo teksty informacyjne są niedopracowane, albo naczelnik mija się z prawdą, żeby nie powiedzieć „wprowadza w błąd”.

Analiza słowniczka odpadów dostarczyła mi kolejnych perełek. Dowiedziałem się, że „małą ilość” popiołu z gryla (kryl, dryl, bryle) można legalnie wrzucić do zwykłego kubła. Ale już „pół cegły” to według urzędu bezwzględnie odpad budowlany. Gdzie leży granica masy? Czy jeśli pomaluję pół cegły na czarno, aby udawała węgiel z gryla, to system ją zaakceptuje? Urzędnik z certyfikatem logiki przyjdzie sprawdzić, czy zamiast węgla nie wyrzucam kilku poczernionych kamyków i oskarży o oszustwo? Nie mogę doprosić się wyjaśnienia pojęcia „mała ilość”, ale załóżmy, że to 2,5 kg. Jeśli tak, to należy to uogólnić na inne odpady, które formalnie są poremontowe czy pobudowlane, ale z uwagi na niewielką ilość można je wyrzucać do zmieszanych, aby nie komplikować życia mieszkańcom i aby nie zużywano dodatkowego paliwa na jego transport.

Absurd goni absurd. Dowiedziałem się, że ceramiczny bezpiecznik topikowy to odpad zmieszany, ale ceramiczna spłuczka (z tego samego materiału!) to już budowlanka. A jaka różnica pomiędzy kilkunastoma bezpiecznikami a odłamkiem spłuczki? Że drewniana deska do krojenia to pozostałości, ale drewniany kwietnik to już budowlany element konstrukcyjny i go nie odbiorą gratis, lecz trzeba go samemu wywieźć, choć czym on się różni od małej szafki, która jest na liście gabarytów? Mało tego - na tej liście są deski meblowe (cokolwiek to nie jest), a przecież rozebrany kwietnik na elementy doskonale wpisuje się w takie deski...

Można zadać pytanie – Skoro system dopuszcza wyrzucenie ceramicznej doniczki do odpadów zmieszanych, proszę o wskazanie podstawy prawnej lub technicznej, która zabrania wyrzucenia tamże rozbitej spłuczki o tej samej wadze i składzie chemicznym. Dlaczego w jednym przypadku masa ceramiki jest odpadem komunalnym, a w drugim budowlanym?

Dlaczego doniczkę ceramiczną (często ciężką i dużą) system kwalifikuje do zmieszanych, uznając ją za odpad komunalny, zaś jedna cegłę (a nawet pół!) – system uznaje za odpad budowlany? Niektóre donice i spłuczki są do siebie tak podobne, zwłaszcza po rozbiciu, że oczekuję specjalisty, który skontroluje zmieszane pod kątem różnicy – jedne fragmenty zaakceptuje, inne obłoży grzywną… Co ciekawe, w słowniczku jest „ceramika”, którą jednak wyrzucamy do… zmieszanych.

Co sądzi o takiej ceramice IA Google? Tamże: „Umywalkę ceramiczną wyrzucamy do PSZOK jako odpad budowlany wielkogabarytowy, ewentualnie do odpadów zmieszanych (czarny pojemnik), jeśli jest mniejsza, ale zawsze warto skontaktować się z gminą lub zarządcą budynku. Jeśli jest w dobrym stanie, można ją też sprzedać, oddać na cele charytatywne lub kreatywnie wykorzystać w ogrodzie, np. jako donicę” – i koło się zamyka: z umywalki lub spłuczki można zrobić donicę, ale po latach donicę można wrzucić do zmieszanych, jednak nie ów zbiornik czy umywalkę nawet rozbitą? Oraz: „Małe kawałki/rozbita umywalka: Odpady zmieszane”.

W 2026 roku system wciąż karze za uczciwość i precyzyjne nazywanie śmieci. Jeśli powiesz „mam spłuczkę”, to masz problem. Jeśli powiesz „mam stłuczoną ceramikę dekoracyjną”, problem znika. Ale jest i odwrotnie - jeśli chcesz oddać spłuczkę jako gabaryt, to nie przyznawaj się, że jest rozbita, bo w takim przypadku są miasta, które zasugerują wywóz do PSZOK...

Dopóki system nie przejdzie na klasyfikację według surowca (np. frakcja mineralna/ceramika), obywatele będą zmuszeni do „kreatywnego” opisywania swoich odpadów, by po prostu pozbyć się ich zgodnie z rozsądkiem, a nie z absurdalnym regulaminem. Obywatel, który chce być w porządku i sporo pyta o szczegóły, zostaje zasypany zakazami, a ten, który milczy i rozdrabnia ceramikę po swojemu, załatwia sprawę w parę minut przy własnym śmietniku – znane powiedzenie: im mniej pytasz, tym dalej zajedziesz.

Jak w grach komputerowych – mamy zaklęcia, aby przejść dalej z tym samym skarbem:

– zaklęcie „Ceramika dekoracyjna” otwiera klapę czarnego pojemnika na śmieci zmieszane;

– zaklęcie „Wyposażenie wnętrz” pozwala wystawić przedmiot przed dom jako gabaryt;

– zaklęcie „Remont” nakłada „klątwę PSZOK”, czyli konieczność transportu na własny koszt.

Jeśli wystawisz całą umywalkę lub spłuczkę podczas zbiórki odpadów wielkogabarytowych, istnieje szansa, że ekipa ją zabierze (traktując jako element wyposażenia). Jeśli jednak tę samą umywalkę rozbijesz, nawet niechcący, i włożysz do kartonu, ekipa od gabarytów jej nie ruszy, twierdząc, że to teraz odpad poremontowy lub odpady drobne, które nie spełniają definicji gabarytu… Może ktoś z programu „Ukryta kamera” sklei czarną taśmą rozbitą łazienkową ceramikę i czeka na rozwój sytuacji z załogą wozu odbierającego gabaryty…

Zmusza to obywatela do absurdalnego zachowania: musisz uważać, żeby przypadkiem nie potłuc czegoś, co i tak idzie do zmielenia, bo „zepsucie zepsutego” zmienia kategorię prawną odpadu.

Ekologia: Zamiast wyrzucić to do jednego kubła, system każe spalać paliwo, aby zawieźć 5 kg ceramiki do PSZOK. Ślad węglowy tej wycieczki jest wyższy niż zysk z segregacji.

Koszty: Miasto płaci za prowadzenie stron internetowych i infolinii, które tłumaczą, że „doniczka ceramiczna tak, ale ceramiczna spłuczka nie”, zamiast po prostu przyjąć wszystko, co i tak skończy na tym samym składowisku jako odpad.

Urzędnik zakłada, że doniczka się zbije lub wyszczerbi i pozwala ją wyrzucić do zmieszanych, ale ten sam urzędnik nie wyobraża sobie, aby spłuczka mogła pęknąć podczas użytkowania; on jest przekonany, że obywatel ją wymienia wyłącznie podczas remontu. Można zatem zaproponować specjalny formularz/podanie do urzędu z oświadczeniem i zdjęciami, że „zbiornik pękł podczas naprawy/użytkowania, a nie podczas remontu”?

Dopóki urzędnik patrzy na przedmiot (spłuczka, cegła, donica), a nie wnika w skład (np. materiał mineralny), system będzie generował koszty i frustrację. Gdyby system był oparty na surowcu, to do worka na odpady mineralne wrzucalibyśmy pojedyncze rozbite cegły, talerze, doniczki i umywalki, zaś ciężarówka zabierałaby je do kruszarni, gdzie wszystko zamieniłoby się w kruszywo pod nową drogę.

Cała ta sytuacja przypomina mi krążący w sieci komunikat pewnego proboszcza, który w ramach inwentaryzacji cmentarza uprzejmie prosił osoby tamże spoczywające o kontakt telefoniczny. W Gdyni jest podobnie: urzędnicy, mimo studiów i nowoczesnych systemów, tworzą listy odpadów w sposób mało logiczny, wręcz humorystyczny...

Mawia się, że gorliwość jest gorsza od faszyzmu. U nas jest gorzej niż na granicy – musimy tłumaczyć - niczym celnikom - czy spłuczka stłukła się przed wyniesieniem (wtedy to poremontowy gruz), czy po (wtedy to gabaryt i usługa darmowa). Czy naprawdę musimy angażować Sejm, by zdefiniował „masę pomijalną” dla trzech kafelków i półcegłówki, byle tylko nie spalać litrów paliwa w drodze do oddalonego o kilkanaście kilometrów PSZOK? Ślad węglowy takich wycieczek nikogo w urzędzie nie interesuje; ważne, by procedura się zgadzała. Nawet jeśli jest ona całkowicie nielogiczna.

Zajrzałem na podobną stronę UMKielce i tam ciekawostka - dętka rowerowa wrzucana jest do żółtego worka, zatem gumę tam uznają za tworzywo sztuczne (i mają rację, bo tym jest guma), a w Gdyni do odpadów zmieszanych.

Kielce mają ponadto kilka kategorii, których nie ma Gdynia - stłuczone: fajans, wazon, doniczka ceramiczna, lusterko, kamionka, ponadto żużel.

Co sądzi o opisywanym problemie PGO Suwałki na FB? Tamże – „Ceramika, to materiały takie jak porcelana, glina, fajans czy kamionka. Zużyte talerze, kubki czy inne ceramiczne akcesoria powinny trafiać wyłącznie do odpadów zmieszanych”.

Każde miasto ma swoją stronę i swojego urzędnika, który opracowuje listę i system przeszukiwania, co kosztuje. Nie ma jednolitej listy na szczeblu państwowym, ale też nie ma jednego wzoru takiej strony, co oznacza, że każda jest sowicie opłacana z naszych podatków. Podobno każda sortowania ma swoje możliwości, stąd te różnice, ale dlaczego w jednym mieście stłuczoną spłuczkę dajemy do zmieszanych, zaś w innym należy wywieźć do PSZOK, choć jako całą jednak zaliczamy do gabarytów? Czy powstały prace doktorskie nt. odpadów w UE lub w Polsce? Mieszkańcy powinni mieć kursy i egzaminy, a po przeprowadzce do innego miast ponowne szkolenie…

Co do wspomnianego słowniczka UMGdynia na stronie wyrzucamto.pl – w zamyśle jest modyfikowany wraz ze zgłaszanymi przez czytelników hasłami w specjalnym okienku. Proszę wpisać nieistniejące tam hasło i zobaczyć, kiedy Urząd je wyjaśni. Na początek wpiszmy „spłuczka”. Słownik ma jedynie „spłuczka podtynkowa”, zatem nie zna innych spłuczek? Naczelnik pewnie ma tylko taką i nie pamięta klasycznych? A może w Gdyni już tylko autor ma taką ostatnią? Ale nawet gdyby tak było, to należy ją ująć w słowniczku. Słowniczek sugeruje jej wywóz w ramach rocznego limitu 500 kg, choć każdy wie, że po demontażu takiej spłuczki to mamy plastyk i metal (oraz trochę gumy uznawanej w Kielcach także za tworzywo), zatem żaden problem to rozdzielić na dwie frakcje i obie wrzucić razem do jednego żółtego worka...

Tam jest „muszla klozetowa” (nie wiadomo czy ze spłuczką czy bez – należy to wyjaśnić), która może być odebrana gratis jako wielki gabaryt, ale można także oddać w ramach limitu.

Niestety, nie ma haseł w rodzaju „stłuczona muszla, spłuczka, umywalka” i to należy uzupełnić (tak jest w Kielcach) po wpisaniu proponowanego hasła w opcji „zgłoś”. Miejmy nadzieję, że gdyńska strona skorzysta z kieleckiej i nowe objaśnienie będzie satysfakcjonujące dla logików, prawników i obywateli. Zachęcam do czytania takich list, zwłaszcza dotyczących miejscowości, w których mieszkamy i segregujemy oraz do zgłaszania swoich haseł.

Rozbity zbiornik ceramiczny (spłuczka) traktowany jest jako odpad budowlany. Gdyby zbiornik był nieuszkodzony zostałby odebrany jako odpad wielkogabarytowy. Co ciekawe, słownik ma „kompakt”, ale jedynie w znaczeniu… komputerowym.

Na zakończenie zacytuję komentarz AI pt. „Schizofrenia słownikowa” skierowany do mnie: „Jeśli wystawi Pan cały kompakt WC (muszla + zbiornik) - system widzi go jako jeden gabaryt (sukces!). Jeśli jednak podczas wystawiania zbiornik pęknie – w tym ułamku sekundy, na mocy ‘prawa Frankowskiego’, zmienia on swoją naturę z gabarytu w odpad budowlany i wymaga wycieczki do Łężyc”.

I sugeruje dopisek – „Panie Naczelniku, skoro muszla jest gabarytem, to proszę o wskazanie w słowniku hasła ‘zbiornik WC ceramiczny’. Skoro go nie ma, a fajans zaliczają Państwo do pozostałości, to Pana upieranie się przy odpadzie budowlanym jest jedynie próbą obejścia własnego regulaminu”.

UMG lubi się powoływać na słownik języka polskiego. Może ktoś z doktoratem wyjaśni różnicę pomiędzy naprawą a remontem? Bowiem wymiana spłuczki, w tym pękniętej, nie jest remontem, a jedynie naprawą. Skoro muszla (według słowniczka UMG) jest gabarytem, to miasto przyznaje, że jej wymiana nie jest remontem (gdyby była, muszla też musiałaby jechać do PSZOK), a skoro wymiana muszli nie jest remontem, to wymiana spłuczki (związanej z muszlą) tym bardziej nim nie jest.


Mirnal
O mnie Mirnal

Życzliwy wobec ludzi życzliwych, krytyczny wobec wielu zjawisk.*************************** Kind to kind people, critical of many phenomena.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Rozmaitości