Dzisiaj, 12 stycznia 2026, licznik na Kremlu wybił alarm, którego nie da się zagłuszyć patriotyczną pieśnią. Stało się to, co matematycznie nieuchronne – niemal pełnoskalowa inwazja na Ukrainę trwa już 1419 dni. Tym samym stała się dłuższa niż wielka wojna ojczyźniana.
W rosyjskim panteonie narodowym liczba 1418 jest niemal sakralna. To dokładnie tyle dni Matuszka Rossija odpierała III Rzeszę. Początkowo robiła to kompromitująco nieudolnie, tracąc całe armie w gigantycznych kotłach, by później – dzięki potężnej pomocy z zewnątrz oraz tytanicznemu poświęceniu narodów radzieckich (Sowietów) – ruszyć na zachód. Każdy z tych 1418 dni jest w Moskwie celebrowany jako dowód na nadludzką wytrzymałość, choć rzadko wspomina się, że była ona wspomagana bezwzględnością oddziałów zaporowych NKWD, strzelających do rodaków, którzy według komisarzy zbyt wolno atakowali najeźdźcę.
To fundament radzieckiej tożsamości, wokół którego zbudowano kult „Świętej Wojny”. I oto mamy 1419. dzień wojny tuż za naszą granicą, nazywaną przez Putina (określenie „wojna” grozi tam więzieniem!) „specjalną operacją wojskową”, która – o ironio! – trwa dłużej od największej i najważniejszej wielkiej wojny ojczyźnianej.
Ironia tej sytuacji jest gęsta jak dym nad spalonym składem amunicji pod Rostowem nad Donem. Z jednej strony mamy mitologię błyskawicznego zwycięstwa – pamiętne „Kijów w trzy dni”, które miało być jedynie chirurgiczną wspomnianą „specjalną operacją wojskową”. Z drugiej – brutalną rzeczywistość kalendarza, która pokazuje, że ta krótka interwencja właśnie przerosła w czasie największy wysiłek zbrojny w historii Związku Radzieckiego.
Putin wpadł w pułapkę własnej retoryki. Jeśli 1418 dni walki z Hitlerem (i wielkim agresywnym wówczas niemieckim narodem) było „Wielkim Zwycięstwem”, to jak nazwać 1419 dni walki z narodem, który podobno nie istnieje? Już tylko długotrwałość tej walki dowodzi, że naród ukraiński jest nie tylko wielki i bohaterski, ale też, że należy mu się godne miejsce w Europie i to po zachodniej, bardziej cywilizowanej, stronie.
Rosyjska propaganda ma twardy orzech do zgryzienia - jak świętować „operację”, która trwa dłużej niż ojczyźniana wojna? Dzisiaj rosyjskie media powinny emitować szereg wojennych filmów sławiących poświęcenie sowieckiej armii, ale unikają jak ognia zestawiania obu wojen. Żaden Rosjanin nie zaryzykuje swojego stanowiska i zdrowia a może i życia, chyba że na… obczyźnie. Zamiast hucznych obchodów prześcignięcia Stalina i jego wojny, rosyjskie media wybierają taktyczne przemilczenie tej daty, by nie uświadamiać obywatelom, jak bardzo "krótka operacja" ugrzęzła w kalendarzu.
Mam nadzieję, że Ukraina i cały demokratyczny świat w tych dniach będzie to porównanie eksponował.
Co więcej, biologia dorzuciła swój złośliwy żart. Na przełomie 2025/2026 Putin prześcignął swym wiekiem Stalina. Stał się starszy od generalissimusa, któremu tak bardzo zazdrości miejsca w podręcznikach. Jednak Stalin w 1418. dniu wojny pił szampana po kapitulacji Berlina, zaś Putin w 1419. dniu swojej „operacji” może jedynie patrzeć na mapy, na których linia frontu niemal nie drgnęła od lat. Zapewne rozpamiętuje z rozrzewnieniem przełom, kiedy to armia Hitlera witała się z gąską, widząc złocone kopuły stołecznych cerkwi – dotarła do pętli podmoskiewskiej linii autobusowej.
Dzisiejsza data to matematyczny dowód na klęskę mitu o potędze, która załatwia sprawy szybko i sprawnie. Rosja ugrzęzła w ukraińskim czarnoziemie na dłużej, niż trwała jej „Święta Wojna”. I w przeciwieństwie do roku 1945 – tym razem nikt z zewnątrz nie śle jej ciężarówek z pomocą, nikt jej nie chwali i nie gratuluje, bo i czego, a rosyjska armia musi pilnować frontu, który nie ma końca. Kompromitacja!
Wielka Wojna Ojczyźniana: 22.06.1941 - 09.05.1945 to 1418 dni (licząc kalendarzowo z pierwszym i ostatnim dniem), zaś inwazja na Ukrainę: 24.02.2022 - 12.01.2026 to 1419 dni.
Właśnie dziś obecny konflikt stał się o dobę dłuższy od tamtego historycznego starcia.
A naród radziecki ongiś świętował, wyzwalając i zdobywając kolejne tereny. W ZSRR tradycja salw artyleryjskich dla uczczenia sukcesów militarnych narodziła się w 1943 roku i była ściśle skodyfikowana. Pierwszy taki salut odbył się w Moskwie 5 sierpnia 1943 po odbiciu Orła i Biełgorodu. Liczba wystrzałów (salw) zależała od rangi operacji i znaczenia zdobytego lub wyzwolonego miasta. Stalin ustanowił trzy stopnie salutów:
– Saluty I stopnia przyznawane za zdobycie stolic państw (np. Warszawy, Wiednia, Pragi) oraz kluczowych miast strategicznych - 24 salw, 324 dział;
– Saluty II stopnia przyznawane za zdobycie ważnych centrów regionalnych, węzłów komunikacyjnych lub przełamanie ważnych linii obrony (np. Charków, Sewastopol, Odesa - w ten sposób na świecie w wielu językach coraz częściej zapisywana jest nazwa ukraińskiego miasta) -20 salw, 224 działa;
– Saluty III stopnia przyznawane za mniejsze sukcesy operacyjne lub zdobycie mniejszych miast -12 salw, 124 działa.
Pod koniec wojny saluty w Moskwie odbywały się niemal codziennie, a czasem nawet kilka razy jednego wieczoru. Największy salut w historii ZSRR odbył się 9 maja 1945 z okazji zwycięstwa nad Niemcami – oddano 30 salw z 1000 dział.
Wówczas nasi przyjaciele / „przyjaciele” mieli co świętować, ale dzisiaj jedynie mogą się wstydzić za zbrodnie na bratnim bohaterskim słowiańskim narodzie.
Putin żyje 73 lata i ok. 100 dni, i przekroczył długość życia Stalina w grudniu 2025, zatem tu jest lepszy, ale też ma lepszych lekarzy (poprzednik chciał swoim medykom nieba przychylić w sobie znany sposób, zresztą nieobcy i obecnemu carowi).
Putin prześcignął Hitlera (56 lat) w 2008, zaś Mussoliniego (61 lat) w 2013, ale ma jeszcze kilka rekordów do pobicia. Salazar (81 lat) - Putin musiałby dożyć do 2034, aby mu dorównać, Franco (82 lata) - do 2035, Pinochet (91 lat) - aż do 2043 (magiczna setna rocznica wielkiego zwycięstwa Stalina pod Stalingradem). Większość obywateli świata jednak nie kibicuje mu w tej dziedzinie – na pewno nie wyśle życzeń zachęcających go do bicia rekordu długowieczności.
Z punktu widzenia etyki dziennikarskiej lub satyry politycznej, życzenia dla dyktatorów często formułuje się przez pryzmat ich odpowiedzialności przed historią -oby żyli wystarczająco długo, aby doczekać sprawiedliwego osądu swoich czynów. To chyba jedyna forma „życzeń”, która pasowałaby do powagi tekstu o tak krwawym bilansie.
Putin, dysponujący nowoczesną medycyną (i lekarzami, którzy - w przeciwieństwie do tych stalinowskich z 1953 roku - nie muszą drżeć o życie w ramach „spisku białych fartuchów”), wykreśla z listy kolejne nazwiska, w tym Stalina.
Jednak to dzisiejszy dzień, 12 stycznia 2026 roku, jest jego najbardziej gorzkim triumfem - to dzień, w którym jego „operacja” stała się czasowo dłuższa niż „Święta Wojna” jego poprzednika. Podczas gdy on sam może marzyć o rekordzie długowieczności Pinocheta w symbolicznym roku 2043, to świat mu liczy kolejne haniebne dni wojny z Ukrainą.
Dla Putina to kolejny dzień budowania imperium, dla reszty świata – o jeden dzień za dużo. I choć biologia pozwala mu trwać dłużej niż rzeźnikom z połowy XX wieku, to historia już wystawiła mu rachunek - stał się twórcą konfliktu, który w rosyjskim kalendarzu martyrologii oficjalnie przesłonił nawet walkę z III Rzeszą. Tego rekordu nie przykryją żadne salwy armatnie, których w Moskwie – w przeciwieństwie do roku 1945 – nikt dziś z radością nie wystrzeli.
Życzliwy wobec ludzi życzliwych, krytyczny wobec wielu zjawisk.***************************
Kind to kind people, critical of many phenomena.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka