46 obserwujących
1149 notek
829k odsłon
  362   1

"Ziobro wie, że Kaczyński w niedalekiej perspektywie umrze"

Zdanie zacytowane w tytule oraz "Wedle polskiego MSZ Mark Brzeziński jest zatem obywatelem Czech, dlatego — co logiczne — może w Polsce reprezentować Amerykę. Na razie PiS nie obciążył go jeszcze odpowiedzialnością za konflikt z Czechami o kopalnię w Turowie." najlepiej oddają klimat obecnych wydarzeń opisywanych przez Onet. Analiza a właściwie opis innej analizy rzekomo sporzadzonej dla Banasia mimo iż celna, moim zdaniem w jakiś sposób jednak spełnia życzenia Kaczyńskiego w jednej kwestii.

Najpierw jednak o drugim zdaniu - notoryczne przerzucanie odpowiedzialnosci za własne błedy na rzeczywistych lub wyimaginowanych wrógów musiało doprowadzić PiS Kaczyńskiego do kompletnego absurdu, do sytuacji, w której mimo iż kolejne posunięcia partii Kaczyńskiego niosą poważne skuki dla Polski, pierwsza normalną reakcją jest śmiech.

Kiedy po zdobyciu przez PiS władzy Kaczyński mówił poniższe zdania to wierzył - wierzył, że albo Macierewiczowi uda się udowodnić, że polecenia lądowania wydawane przez dyrektora Kazanę nie były związane z pożniejszym skutkiem albo Ziobrze uda się tak zreformować wymiar sprawiedliwości, że myśl iż brata prezesa nie zamordowali Tusk w zmowie z Putinem będzie surowo  karana.

WIara przynosiła mu mir wśród elektoratu, z którego poważna cześć otaczała Kaczyńskiego kultem obecnie spotykanym jedynie w krajach trzeciego świata i odsuwała od niego wątpliwości, czy jednak lądowanie w Smoleńku nie było skutkiem tego, co powiedział bratu.

PiS przedsmoleński był w miarę normalną, jak na warunki kraju młodej demokracji, partią. Skoro tak to stajemy przed pytaniem, czy to, co stało się z Kaczyńskim po Smoleńsku było skutkiem traumy po utracie brata bliżniaka, traumy wynikajacej z treści ostatniej rozmowy i obawy przed jej ujawniweniem czy przeciwnie - było skutkek tego, że Jarosław Kacvzyński uwolnił się od jedynej osoby zdolnej mu się przeciwstawić. Tak czy tak, po Smoleńsku Jarosław Kaczyński pozbył się ze swojego otoczenia  osób wykazujacych zdolności samodzielnego myślenia, zastepując ich osobnikami zdolnymi jedynie myśleć jak przypodobać się prezesowi.

Zyjąc w otoczeniu które każde słowo prezesa traktuje jak objaw jego geniuszu, Kaczyński pozbawiony normalnych kontaktów z innymi ludzmi - kobietami, partnerami seksualnymi, znajomymi, dziećmi swoimi i znajomych coraz bardziej tracił kontakt z normalną  rzeczywistością. Z rzeczywistości widział jedynie to co przekazywało mu jego otoczenie a otoczenie zbudował tak, aby przekazywało mu jedynie wieści które mu się spodobają.

Do tego otoczenia nigdy nie należeli Gowin i Ziobro. Obaj kiedyś powiedzieli, że nie wierzą w zamach w Smoleńsku ale tylko Ziobro ma dostep do informacjii o katastrofie  i są to informacje, którymi Wassermann nie odważyła się podzielić po zapowiadanej u Karnowskich wizycie w prokuraturze - łatwo się domyślić, że z obawy iż prezes strąciłby ja w polityczny niebyt. Sytuacja wygląda bowiem tak, że Ziobro ma informacje  o oszustwach Macierewicza legalizowanych przez Kaczyńskiego i te informacje gwarantują mu nietykalność ale tylko do czasu, kiedy Kaczyński sprawuje władzę absolutną.

Pomysły Ziobry na podporządkowanie sobie wymiaru sprawiedliwości zyskiwały poparcie Kaczyńskiego ale prezes zdał sobie sprawę, że chociaż pan Zbyszek nie lubi Tuska to jednak o tym tylko mówi a realne kroki, jezeli podejmuje, to jest nimi zbieranie haków na pisowców. Najcięższy gatunkowo hak Ziobro ma na Kaczyńskiego bo dotyczy on mitu zamachu smoleńskiego, na którym PiS doszedł do władzy a Kaczyński w oczach części swojego elektoratu pospołu z bratem zostali chrystusami naszych czasów. Katastrofa smoleńska wprawdzie nie budzi już większych emocji ale zupełnie czym innym jest przyznanie, że Kaczyński i PiS nie wykonali żadnych obiecanych króków które miały doprowadzić do poznania innej, bardziej prawdziwej prawdy o katastrofie. Jak można wierzyć przywódcy w innych tematach jeżeli w najważniejszej dla siebie sprawie o wymiarze zarówno państwowym jak osobistym ileś tam lat mamił i oszukiwał.

Tu dochodzimy do tytułowego cytatu - Kaczyński już nie  mysli o takim rozliczeniu za Samoleńsk jak kiedyś mówił - teraz myśli o uniknieciu za życia takiego rozliczenia na jakie razem z bratem zasłużyli. Mogę sobie wyobrazić, że KBWL unikajac w swoim raporcie nazwiska dyrektora Kazany nie chciała otwartym teksetm przyznać wobec świata, że polecienie lądowania wydał Lech Kaczyński i miało to miejsce po rozmowie z bratem a sama rozmowa odbyła się po tym jak szefowa pokładu wyszła z kokpitu do przedziału pasażerskiego z informacją, że w Smoleńsku nie ma warunków do lądowania, ale każdy zagraniczny polityk, jeżeli takiej informacji potrzebuje, znajdzie ją w raporcie MAK i trzech wykonanych w Polsce stenogramach. Tego faktu, kompromitujacego Lecha Kaczyńskiego, jego urzędnków, polskie lotnictwo wojskowe oraz innych faktów opisanych w oficjalnych raportach  nigdy nikomu nie udało się podważyć.

Przed mowiącym kiedyś tak przekonujaco o odpowiedzalności za katastrofę Jarosławem Kaczyńskim stoi dziś watpliwość czy za jego życia nie przyjdzie mu stanąć w prawdzie o katastrofie. To musi generować ciekawą sytuację w jego ugrupowaniu, ponieważ trudno sobie wyobrazić, iż nawet do najtęższych po pisowku umysłów nie dotarło, że sześć lat sprawowania władzy, w tym cztery podczas prezydentury Trumpa, który nawet szczepionki zapewnił Dudzie poza kolejnoscią, musiałby wystarczyć na znalezienie dowodów zbrodni strasznej dokonanaej przez Tuska i Putina. Jednakże te same osoby dobrze wiedzą, iż wychylenie się z pytaniem o efekty pracy podkomisji Macierewicza skończy się strąceniem do pisowskiego piekła. 

Własnie pominiecie w analizie znaczenia dla Kaczyńskiego i Ziobry katastrofy smoleńskiej spełnia w tej kwestii życzenie Kaczyńskiego nadal pozostwiając inicjatywę w jego rękach. Ale zamawiający omawianą analizę Banaś ma możliwość a wobec donosów byłych członków podkomisji smoleńskiej - Jorgensena, Witakowskiego i Dąbrowskiego na swojego szefa Macierewicza nawet obowiązek skontrolowania jej dotychczasowego działania.

Zaś Ziobrro musi na odpalenie swojej smoleńskiej bomby atomowej precyzyjnie wybrać jedyny korzystny siebie moment.

Lubię to! Skomentuj44 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale