47 obserwujących
1276 notek
877k odsłon
  1981   3

Katastrofa smoleńska w cieniu wojny.

Notka na wypadek gdyby w dniu 143 miesięcznicy katastrofy smoleńskiej Ziemia i najbliższe okolice były już białym karłem.

Nie zamierzam wdawać się w rozważania, komu zamachowe ględzenie o Smoleńsku służy a komu przeszkadza. 

Nie ważne jest też moje -oparte na znajomości Inteligentnego Marka przekonanie, że Dąbrowski - z zawodu architekt, z zamiłowania członek ISASI gdyż według swojego przekonania nieustająco bada katastrofę smoleńską - jest architektem kolejnych tekstów "byłych członków". Te demaskujące oszustwa wiceprzewodniczących podkomisji były o tyle pożyteczne, że potwierdzały moje przekonania o dziełach podkomisji a czasem rozbawiały - na przykład sugestia że Binienda osobiście lub per procura posypywał drugiego tupolewa trotylem. A rozbawiały  nie dlatego iżbym uważał, że to nieprawda tylko że co innego, kiedy taka informacja pochodzi z wewnątrz podkomisji, bowiem wtedy ujawnia, jak podkomisja - w tym i Dąbrowski - pracowali przez cały czas - że nigdy nie chodziło o zbadanie czegokolwiek tylko zawsze o tworzenie faktów medialnych. 

Wobec tego po nowym dziele Dąbrowskiego&Co nie można spodziewać się niczego innego niż tworzenia nowych faktów medialnych, równie jak poprzednie obrzydliwych gdyż też korzystających z ludzkiego nieszczęścia.

"Cztery lata przedtem Komisja Millera opublikowała bowiem kłamliwy raport, a biegli Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie kończyli swoją pracę jeszcze bardziej skandaliczną „Opinią końcową”.
Nad meritum tego zdania nie warto się rozwodzić bowiem zostało napisane przez osobę nie wyposażoną w żadne, poza nadanymi powołaniem przez Macierewicza na członka podkomisji, kompetencje. Od strony  formalnej z raportem KWBL rzecz ma się tak, że nie został przedstawiony żaden oficjalny dokument, który by mu przeczył. Z kwestionowaniem "Opinii końcowej" jest jest jeszcze gorzej gdyż mimo, iż śledztwo zostało przedłużone tylko do końca ubiegłego roku, poza brakiem opinii kwestionującej opinię zespołu dr Milkiewicza, sama opinia oficjalnie nie jest znana wiec oficjalnie nie wiadomo, na czym jej skandaliczność ma polegać.

Do wywodów na temat możliwości zamontowania w Samarze wieloczynnościowych układów zamachowych bez współpracy z psychiatrą trudno się odnosić więc ten fragment pozostawię bez szczegółowego komentarza.

„Najbardziej prawdopodobną przyczyną katastrofy była niesprawność układu sterowania ABSU-154.2 (tzw. ABSU), uniemożliwiająca załodze Tu-154M niezwłoczne odejście na drugie zajście zarówno w sposób podstawowy, jak i awaryjny. Opóźnienie w wykonywanym obu metodami przejściu na wznoszenie spowodowało serię kolizji z przeszkodami terenowymi.”
Adresując tekst do pozbawionego wiedzy czytelnika orientacji zamachowej autorzy prymitywnie mącą bowiem nie ma "sposobu podstawowego i awaryjnego" tylko automatyczny, możliwy do wykonania na lotnisku z ILS oraz ręczny. W pierwszym przypadku po naciśnięciu przycisku "odejście" automatycznie zwiększany jest ciąg oraz następuje ustawienie na wznoszenie steru wysokości. W drugim piloci robią to ręcznie. Jest też możliwe użycie przycisku "odejście" bez ILS po uprzednim ręcznym załączeniu trybów "podejście" i "ścieżka" normalnie załączanych przez ILS. W Smoleńsku ani nie było ILS ani rzeczone tryby nie zostały załączone przez pilota więc należało odchodzić ręcznie co rozpaczliwie próbowano wykonać dopiero widząc drzewa przed samolotem a nie jak zwykle  - pod. Napisanie "obu metodami" nie da się interpretować inaczej niż, że najpierw próbowali "metody automatycznej" czyli naciśnięcia przycisku "odejście", o którym powinni wiedzieć, że nie ma prawa zadziałać występuje w raporcie a jeżeli próbowali za długo to musieli zderzyć się z ziemią tylko że w nagraniach nie na słowa niepokoju spowodowanego niezadziałaniem przycisku. Poza tym, gdyby nieudana próba miała miejsce na wysokości minimum to zdążyliby odejść ręcznie.  Dąbrowski na tyle długo jest obecny w temacie, iż tak podstawowe rzeczy musi wiedzieć.

"Stoimy przed pytaniem, czy w tej maszynie nie dokonano technicznej ingerencji, mającej prowadzić do katastrofy. Odpowiednie badania bliźniaczego samolotu „102”, które mogłyby pomóc w określeniu możliwego zakresu takiej ingerencji, mimo naszych wieloletnich starań, nie zostały przeprowadzone"
Ciekawa sugestia, że drugiego tupolewa Jorgensen przerobił na wrak aby uniemożliwić badania - de facto zatrzeć ślady działania instalatora-zamachowca. Bliźniaczy tupolew staje się polem starcia rożnych koncepcji wykonania zamachu - przez jednych jest posypywany trotylem a przez drugich demolowany w celu zniszczenia dowodów na zamach.

„Charakter niesprawności nie pozwala wykluczyć możliwości celowego wywołania uszkodzenia ABSU ii”, zaś wybuch w kadłubie tupolewa tuż nad wrakowiskiem „wystąpił z prawdopodobieństwem, graniczącym z pewnością”.

Lubię to! Skomentuj54 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka