48 obserwujących
1328 notek
894k odsłony
  348   2

Milion za śniętą rybę

17 września tego roku to będzie bardzo pracowity dzień dla Jarosława Kaczyńskiego. Oprócz od dawna wyczekiwanego otwarcia przekopu przez Mierzeję i spodziewanego wpłynięcia prezesa – domniemywam, iż okrętem – z otwartego Bałtyku do Elbląga, czeka go żegluga po Zalewie Szczecińskim połączona z wręczaniem sygnalistom czeków opiewających na milion złotych. Tak więc w ciągu jednego dnia prezes dwukrotnie zbliży się do wyczynu przewodniczącego Mao, który przepłynął Jangcy. Sygnalistów donoszących na trucicieli należy oczekiwać tylu ilu Chińczyków towarzyszyło przewodniczącemu. Nie wiem jak umiłowany prezes poradzi sobie uścisnąć tyle dłoni. Pokrycie na czeki wydrukuje niezastąpiony w takich sytuacjach Glapa, sam akt przepłynięcia będzie świadczył o uporaniu się z katastrofą ekologiczną w Odrze zaś naród doświadczy aż dwóch zaślubień Polski z wodami polskimi.

Można powiedzieć, że PiS ma talent do usuwania w cień kolejnych swoich porażek. Jeszcze parę dni temu uwagę zaprzątały problemy z węglem – w tym awaria w elektrowni Jaworzno a dzisiaj nikt już o tym nie pisze. Po weekendzie przez parę dni pożyjemy mianowaniami Dudy do nowej Izby Dyscyplinarnej, która okaże się nową tylko z nazwy, potem nadejdzie początek roku szkolnego i okaże się, iż kałmucki podręcznik do HiT jednak praktycznie obowiązuje.

Na razie na tapecie jest katastrofa ekologiczna w Odrze. Zatrucie wody mogło być efektem pecha, głupoty, jawnego przestępstwa i może nie mieć barw politycznych. Natomiast działanie władz ma - przez dwa tygodnie sytuacja przebiegała jak lot tupolewa do Smoleńska. Na kilkuset kilometrach biegu rzeki wyłowiono kilkadziesiąt ton martwych ryb różnych gatunków, wyłowiono też bobry. Na tym odcinku są ujęcia wody jest więc fizycznie niemożliwe, żeby doniesienia mediów były jedynym źródłem informacji dla władz, tymczasem po dwóch tygodniach nie wiadomo kto i czym truł a co jest najgorsze, czy truje nadal, bo przecież tego też nie można wykluczyć.

Po kilku słabszych chwilach, w których dymisjonował swoich urzędników, Morawiecki złapał wiatr w żagle i zdążył oskarżyć Niemców, że oni nic nie robią i przy tej okazji wyliczyć, ile sam zrobił.

Jak znam życie, katastrofa ekologiczna na Odrze jest wierzchołkiem góry lodowej i tylko zbieg okoliczności sprawił, że aż tak spektakularnym. Tupolewizm nie jest incydentem ale nawykiem. Pisowskim bardziej niż czyimkolwiek innym ponieważ PiS bardziej niż ktokolwiek inny zaprowadził reguły obdarzania stanowiskami swoich oraz zwalania win na dawno już nie rządzącą opozycję. Nieszczęśliwych przypadków oraz ludzkich błędów nie da się uniknąć ale funkcjonowanie w poczuciu, że takie zdarzenia nie mają swojej rzeczywistej natury tylko obraz, w jaki się je ludziom przedstawi, sprzyja ich namnażaniu się.

Salon24 był poligonem, na którym PiS testował różne koncepcje opisania katastrofy smoleńskiej i w ograniczony sposób to się udało skoro trzon podkomisji stanowili blogerzy a Macierewicz i Binienda za wypłacaną już po ogłoszeniu raportu kasę nadal opowiadają swoje oszustwa.

W sprawie zatrucia Odry też już pojawiły się pomysły, iż zrobiono to, żeby obalić rząd kaczystów i - co w tej koncepcji nie zaskakuje – że Odrę zatruli Niemcy. Nic z tego, że to nie ma sensu skoro patriotycznym obowiązkiem pisowca jest nielubienie Niemców z ich agentem Tuskiem na czele. W katastrofie smoleńskiej kluczowe też  miało być, że w rozmowie na molo Putin ustalił z Tuskiem, iż ten nie poleci jednym samolotem z Kaczyńskim gdyż odbędzie się zamach. To najpatriotyczniejszym pisowcom opowiada Macierewicz.

Po siedmiu latach rządów kaczystów słysząc słowo "patriotyzm" człowiek ma ochotę puścić pawia.

Lubię to! Skomentuj40 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka