Michał Jaworski Michał Jaworski
1235
BLOG

Łabędzi śpiew smoleński, czyli po prostu śpiew kaczy.

Michał Jaworski Michał Jaworski Polityka Obserwuj notkę 56

Notka na okoliczność okrągłej 13,6(6) rocznicy katastrofy smoleńskiej.

Na dzisiejszej miesięcznicy Jarosław Kaczyński zapewne nie będzie już nawet próbował zaangażować chłopców Szymczaka do demolowania wieńca, bowiem Szymczak udał się na spóźnioną ale zasłużoną rehabilitację  ucha lewego, które tylko  dzięki nadzwyczajnie szczęśliwemu zbiegowi okoliczności nie padło ofiarą zamachu.

Tego szczęścia nie miał brat prezesa - bo jak profesor Binienda zbadał - jednak padł.

Wieloodcinkowy Reset autorstwa Cenckiewicza i Rachonia miał przekonać, (pytanie - kogo) że nie głosując na kaczystów wyborcy opowiedzą się za zdrajcami i mordercami.

"Zamachowi" smoleńskiemu autorzy poświęcili 10 odcinek, z którego wybrałem najbardziej "naukowe" dowody na zamach.
  
Najpierw - opierając się na chronologii dzieł Binendy - rozszyfrujmy tematy dzieł doktorskich, bowiem promotor je zamilcza.

Pierwsze dzieło musiało być o tym, że urwany fragment skrzydła nie może polecieć dalej, niż 12 metrów.

Drugie, że  blachy dźwigarów skrzydła w miejscu kolizji mają 12 mm grubości. 

Kolejne. że brzoza zgina się jak rozgotowany makaron a prostuje jak sztywny pal.

I ostatnie, że drzwi samolotu leciały obok samolotu.

Za każdym z tych odkryć stały obliczenia Ls-Dyną a wszystkie te - niepodważalne - dowody doprowadziły Biniendę do odkrycia, że w Smoleńsku to musiał być zamach.

Sam Binienda o tematyce swoich i swoich doktorantów odkryć w Resecie  nie mówi, bo rzecz dzieje się po tym, jak raport NIAR został wypłynięty. Po raz pierwszy nie powołuje się na ten raport, chociaż to on z ramienia podkomisji był odpowiedzialny za kontakty z amerykańskim instytutem. Podejrzliwi doszliby do wniosku, że NIAR zagroził opublikowaniem po angielsku dementi, przed czym Biniendę i podkomisję, ze względu  na prawo autorskie,  żadna umowa nie ochroni. 

Gdyby uniwersytet w Akron oraz naukowcy z konferencji smoleńskich mieli rangę nauki francuskiej lub radzieckiej, Binienda mógłby liczyć na sławę Blondlota* lub Fiediakina i Dieriagina** a tak pozostaje mu rola bohatera serialu, który mieszkańcy średniego kraju  niedługo będą  wspominali ze wstydem.

Przytoczone dwa przykłady świadczą, że kiedy jest polityczna potrzeba to zawsze znajdą się naukowcy radośnie na nią odpowiadający i że działa to w kierunku przeciwnym - pomyłki i fałszerstwa naukowe, o ile są wygodne dla polityków - znajdują u nich wsparcie. 

W tym sensie Binenda oraz rzesza jego akolitów nie jest wyjątkiem.
Wyjątkowa jest tylko seria jego "odkryć" i jej długotrwałość, ale to można tłumaczyć  prowincjonalnością - po prostu - tak jak do nas nie docierają sygnały o "odkryciach" nauki z trzeciego świata,  do cywilizowanego świata nie dociera przełomowość dzieł Biniendy.

Osobny problem to - kiedy PiS Kaczyńskiego - nawet, jeżeli miał wątpliwości do rzetelności oficjalnych raportów - powinien zdać sobie sprawę, że za pośrednictwem Macierewicza w sianie wątpliwości  zaangażował nie dosyć, że oszustów i mitomanów, to jeszcze - eufemistycznie pisząc - ludzi nieprzesadnie inteligentnych. W lutym 2013 roku na oczach Kaczyńskiego doszło do wymiany zdań pomiędzy Biniendą j Rońdą: Binieda - "zaraz spadnie" vs Rońda "poleci dalej". Sama kontrowersja może wydawać się zabawną, ale Binienda mówi, że on to "wszystko ma policzone, tylko nie przy sobie"  aby po wywodzie Rońdy przyznać mu rację***. Binienda oczywiście miał goowno policzone - po pierwsze dlatego, że jego wyniku normalna fizyka nie przewiduje a po drugie dlatego, że on tej fizyki i tak nie umie.

Nawet, jeżeli dla szeroko pojmowanych przeciwników ówczesnej władzy liczyło się wykazanie niedoskonałości oficjalnych raportów, co było możliwe choć nie zmieniłby głównej konkluzji to dla Kaczyńskiego i rozumiejącego go doskonale Macierewicza, jedynym pożądanym rozwiązaniem było wywrócenie wszystkiego - w tym oczywiście nauki - do góry nogami i udowodnienie zamachu.
Na to uczciwi naukowcy nie mogli pójść a ci wątpliwej uczciwości wystraszyli się odpowiedzialności, całkiem słusznie zakładając, że władza Kaczyńskiego nie jest wieczna więc i  ekstraordynaryjnej nauki nie będzie komu w nieskończoność bronić.

Ponieważ prawie wszystko wskazuje na to, że za dzień - dwa na światło dzienne zaczną wypływać szczegóły fałszerstw podkomisji smoleńskiej, to do polityków będzie należało znalezienie odpowiedzi, dlaczego PiS Kaczyńskiego wybrał drogę, która w oczach świata ośmiesza w takim samym stopniu brata  prezesa i całą Polskę. Bo chyba spostrzeżenia, że na wspomnienie o zamachu smoleńskim nasi sojusznicy i normalni ludzie kreślą wymowne kółko na czole, przez osiem lat pisowskim politykom trudno było uniknąć.

Ponieważ czytam internet, nie wykluczałbym cynicznego podłączenia przez Kaczyńskiego do katastrofy mistyki wzorowanej na wierze w Chrystusa - LK musiał zginąć bo powstrzymał ruskie tanki jadące na Tbilisi. Na taką argumentację o zamachu nie ma bowiem dobrej, prawdziwie polskiej, odpowiedzi. Ci którzy myślą że prezes mówiąc, iż pragnie zostać emerytowanym zbawcą narodu, tylko żartował, mogą tkwić w grubym błędzie, gdyż nawet jeżeli wtedy mówił pół żartem, to tak dobierał swoje otoczenie żeby w tej myśli go umacniało. Bez wyjaśnienia fenomenu smoleńskiego Polska nadal będzie krajem, w którym połowa narodu wszystkie swoje niepowodzenia będzie tłumaczyła spiskiem całego świata. 

____________________
* "odkrwca" promieni N.
** "odkrywcy" poliwody.
*** Rońda też nie miał racji, ponieważ energia kolizji w większości została zużyta na obrót wokół osi pionowej samolotu (wynika to z miejsca kolizji na zewnatrz promienia bezwładności) a nie na hamowanie,  ale mniejsza o to, bowiem po uczonych smoleńskich spodziewamy się poczucia humoru, którym Rońda popisał się niejednokrotnie, a nie wiedzy.
Skoro mowa o poczuciu humoru to niewątpliwie na tym polu brylują również:
Cieszewski, który zbadał, że kupa śmieci to brzoza,
Wójcik, który zbadał, że nieupranie garsonki w pralni chemicznej to dowód na wybuch termobaryczny,
oraz Witakowski, ale tylko z racji upowszechniania obu poprzednio wymienionych przełomowych dzieł.

___________________
A tymczasem Macierewicz jeszcze nie powiedział ostatniego słowa :)

 POLAŁY SIĘ ŁZY ME CZYSTE, RZĘSISTE - ze śmiechu polały.

image

Bardzo były fizyk teoretyk, do 1982 pracownik naukowy. Autor referatu na I Konferencji Smoleńskiej. Dzisiaj sam zdziwiony, skąd w tym temacie i miejscu się znalazł. Archiwalne notki: http://mjaworski50.blogspot.com/ Odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności ale też podejrzany o przynależność do niedorżniętej watahy współpracowników gestapo.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka