I. Od pewnego czasu wydaje się, że ten kto zanajdzie więcej wybuchów na pokładzie Tu-154, który uległ katastrofie w Smolensku, przejdzie do historii jako najbardziej bezkompromisowy demaskator zamachu. Autorzy opracownia http://t.co/v53ypgbc0J chwilowo objęli prowadzenie w tym wyścigu.

Wybychy z echami i bezechowe to jeszcze nie wszystko.

Przez moment wydawało mi się, że Szuladziński odszedł od pomysłu, iż strażacy tak naprawdę zajmują się wykopywaniem zagłębienia o szerokości kadłuba wokół pniaka, a łopaty tylko schowali do zdjęcia. Na kolejnej Konferencji Smoleńskiej zostanie znaleziony piksel nie pozostawiający watpliwości, że z tego kłącza jarząbka wątłego (identyfikacja obiektu wystającego z ziemi dokonana zbiorowym wysiłkiem Marka Dąbrowskiego i BBudowniczego) soki tryskały już na długo przed. 10.04.

Powracamy do wybuchnięcia tego fragmentu kadłuba kiludziesięciu kilogramami trotylu.


Do ustalenia pozostaje sposób, w jaki setki kilogramów ( kilkadziesiąt potrzeba na wybuchnięcie tylko tego fragmentu) znalazły się na pokładie samolotu. Wszystko przed nami - to przecież dopiero jedenasta wersja "strasznego raportu". 

II. Zdarzenia zapisne z czasem UTC w TAWS i FMS są wprawdzie dokłdnie zlokalizowane w terenie, ale sam czas jest podawany w całych sekundach, tak więc odsiągalna dokładność wynosi 75m czyli sposób jest bardzo przybliżony i prowadzi Dąbrowskiego do fałszywego wniosku. Prawidłową synchornizację czasów zdarzeń z terenem czytelnik znajdzie na przykład tu http://www.ptmts.org.pl/ML-2014-TII-str-1-444.pdf (P.Lipiec) i tu http://mjaworski.salon24.pl/624155,smolensk-z-czym-w-rok-2015
III. Cepry, przechodząc koło strumienia i widząc gazdę piorąccgo w nim kota, mowią do niego. "Gazdo, kotów się nie pierze" Gazda na to nic. Po pewnym czasie wracają. Gazda siedzi na kamieniu a u jego stóp spoczywa czysty ale martwy kot. Cepry "A mówiliśmy, że kotów się nie pierze" Gazda na to "pierze sie, pirze, ino nie wykrąca"

Liczenie "skoku" nie ma żadnego sensu. Naprężenia ścinające w poszyciu kadłuba wywołane są przyłożonym momentem obrotowym.

Autorzy posługują się danymi z wykresu

który jest częścią wykresu

przy czym uzupełniają go nastepujacymi rozważaniami.

Na pominiętej części wykresu na niebiesko zaznaczyłem podobny co do wielkości "skok momentu". Pomijając, że nie "skoki" a sama watrość przyłożonego momentu i czas trwania (to drugie autorzy zauważają) decyduje o możliwości "ukrącenia, to "ukrącenie" kadłuba nastąpiłoby według tych rozważań wcześniej i po dalszych zapisach w rejestratorach nie byłoby śladu.
Wykorzystują też moją sugestię "Poza tym część przednia w stosunku do pozostałych jest pusta. Jeżeli już rozpatrywać "ukręcenie" kadłuba, to znacznie lepszym kandydatem jest miejsce pomiędzy dwoma "skupiskami momentu bezwładności" - częścią centralną ze skrzydłami a ogonem z silnikami i sterami." ale ani słowa, skąd ją wzięli.
"Ukrącenie" jest żałosnym skutkiem uniezależnienia się autorów od wiedzy z zakresu nauk ścisłych i technicznych oraz prawa autorskiego:
"autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do:
...
3) nienaruszalności treści i formy utworu oraz jego rzetelnego wykorzystania;
...
5) nadzoru nad sposobem korzystania z utworu.
Jednakowóż w kontekście omówinej na początku paranoi wybuchowej wydaje się to mieć znaczenie drugorzędne.
W oryginale, z którego pochodzi rysunek, rozważania były zakończone komentarzem.

Michał Jaworski
Bardzo były fizyk teoretyk, do 1982 pracownik naukowy. Autor referatu na I Konferencji Smoleńskiej. Dzisiaj sam zdziwiony, skąd w tym temacie i miejscu się znalazł. Archiwalne notki: http://mjaworski50.blogspot.com/ Odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności ale też podejrzany o przynależność do niedorżniętej watahy współpracowników gestapo.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka