Henryk Mikołaj Górecki nie zdążył zinstrumentować swojej ostatniej symfonii. Według pozostawionych przez ojca wskazówek uczynił to jego syn - też kompozytor. Nietrudno się domyślić, że premiera dzieła kompzytora mającego w dorobku utwór, którego nagranie skutecznie konkurowało na listach przebojów z muzyką rozrywkową oraz pewnie najgenialniejszy kwartet drugiej połowy ubiegłego stulecia, była oczekiwanym wydarzeniem. Premiera światowa odbyła się w październiku ubiegłego roku w Londynie. Dyrygował związany z Polską świetny rosyjski dyrygent Andrzej Borejko, który potem poprowadził dzieło w Los Angeles.
Następnie w Amsterdamie dyrygował jeden z najznakomitszych interpretatorów muzyki współczesnej Reinbert de Leeuw. Przyszedł czas na Polskę. Najpierw w Łodzi,
a dzisiaj w Katowicach dzieło niedawno zamarłego mistrza i patrona Filharmonii Śląskiej wykonała jej orkiestra pod batutą swojego szefa Mirosława Jacka Błaszczyka. Wykonawcy, jak przystało na dzielo swojego patrona, przygotowali je niezwykle starannie, a że okrkiestra FŚl to jeden z najlepszych zespołów symfonicznych w kraju, dzieło zabrzmiało wspaniale. O samym utworze nie będę się rozpisywał - zachęcam do posłuchania wklejonych filmów. Jest to utwór, który w każdym swoim momencie brzmi pięknie i w każdym momencie przykuwa uwagę. Jednym słowem - tego się słucha.Orkiestry też chyba tem utwór polubią, bo jest mnóstwo miejsc, w których mogą zademonstrować swój kunszt. Teraz czekamy na nagrania płytowe i kolejne wykonania.




Komentarze
Pokaż komentarze